fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Jakubik: Uciekam przed ludźmi, państwem, przed Polską

rp.pl
- Tę wolność, taką swoją własną wolność, ja w sobie bardzo hołubię. Mam swoje królestwo dom, tam na wsi podwarszawskiej i… i co? I myślę, że jestem szczęśliwym człowiekiem - mówił w programie #RZECZoPOLITYCE aktor, reżyser i muzyk Arkadiusz Jakubik.

Jacek Nizinkiewicz: Jacek Nizinkiewicz, #RZECZoPOLITYCE, moim i państwa gościem jest pan Arek Jakubik, reżyser, muzyk, autor płyty pierwszej solowej. Arek Jakubik – „Szatan na Kabatach”. Dzień dobry.

Arkadiusz Jakubik: Witam panie Jacku, dzień dobry państwu.

 

Co pana skłoniło do tego, aby nagrać album solowy po bardzo dobrym przyjęciu płyt zespołu Dr Misio. Co to za zdrada?

To nie jest zdrada, to jest chyba wrodzone ADHD, które mam wpisane w swoje DNA. Dwa to jest, jak mi moja żona powtarza, pracoholizm, który mnie dręczy. A trzy: potrzebowałem, ponieważ Dr Misio ma się znakomicie.

 

Czyli Dr Misio nie jest rozwiązany, nie jest zawieszony…

Absolutnie. Wręcz przeciwnie. Gramy mnóstwo koncertów po całej Polsce.  W tym roku Dr Misio obchodzi dziesięciolecie, także to już okrągła tutaj sytuacja czasowa…

Ledwo rok temu ostatnia płyta Dr Misio, a teraz solowa płyta Arka Jakubika. Dlaczego – i po co przede wszystkim? Dlaczego to nie wyszło pod szyldem Dr Misio.

Dlatego, powiem jaka jest historia powstania tego albumu. Ja mam tak, że Dr Misio do następnej każdej swojej płyty musi dojrzeć, musi trochę upłynąć czasu, po to żebyśmy poszukali, żebym ja spróbował wymyślić, znaleźć jakiś zupełnie nowy kierunek. A w trakcie realizacji płyty „Zmartwychwstaniemy” dwie pierwsze płyty wyprodukował Olaf Deriglasoff jako producent muzyczny, trzecią płytę zaproponowałem Kubie Galińskiemu…

Który również pracował przy tej płycie…

No ale właśnie… Kuba Galiński to jest młody człowiek, kilkanaście lat młodszy ode mnie. Zupełnie inny rodzaj wrażliwości, inna generacja krótko mówiąc, na zupełnie innej muzyce wychowany. I my w trakcie pracy nad płytą „Zmartwychwstaniemy”, robiąc tam kolejne aranżacje do kolejnych piosenek Dr. Misio. Był taki dzień pamiętam, że nagle zabrakło nam pomysłu, w jakąś taką ślepą uliczkę zabrnęliśmy… I nagle Kuba wyciąga gitarę i zaczyna tam grać parę różnych riffów. I nagle rzuca: A masz jakiś tekst? Ja mówię: No mam tam coś…

No jak to, ale przecież Arek Jakubik nie pisze tekstów tylko posila się tekstami Świetlickiego, Vargi i innych…

To nie jest tak do końca. Ja mam tam swoją bazę różnych pomysłów, różnych tekstów… Czasami, tak jak jest w przypadku tej płyty solowej jestem tam współautorem paru tekstów. Krótko mówiąc: wyciągnąłem jakiś tekst i krótko mówiąc zrobiliśmy w ciągu paru godzin nową piosenkę. I proszę sobie wyobrazić, że rok temu – nawet wydawca, Universal nie wie o tym, że myśmy ten czas studia wykorzystywali również na inne rzeczy. Zrobiliśmy zupełnie niezależnie, dla samej potrzeby zrobienia czegoś nowego razem ze sobą trzy zupełnie nowe kawałki. I ja już wtedy wiedziałem, że to jest gościu, bo mamy bardzo podobny rodzaj, mimo różnicy wieku, energii, nie wiem, oglądu świata, że z tym facetem będę chciał zrobić solową płytę, która będzie takim momentem odpoczynku, próbą nabrania dystansu przed pracą nad następną płytą z Dr. Misio. Ale zasada jest taka sama… Przy poprzednich płytach, bo kiedy skończyłem pracę nad płytą „Pogo” z Olafem Deriglasoffem jako producentem muzycznym…

Ale ludzie mogą być zaskoczeni słysząc np. gdzieś w internecie, gdzie to jest po prostu takie dosyć, no takie elektroniczne techno, czy elektroniczne disco…

Zgadza się, ale to było też, jak gdyby, na początku, u zarania, jak gdyby, szukania kierunków w jakich powinniśmy się rozwijać przy pracy nad tą płytą, czyli hasło totalny eklektyzm muzyczny. Czyli jest tam trochę Joy Division, jest tam trochę jakiegoś właśnie techno, hip-hopu jest parę smutnych ballad i nawet jest odrobina popu w piosence „Historia z banalnego miasta”. No ale to wszystko, gdzieś tam faktycznie z taką bardzo depresyjna, smutną warstwą liryczną, która dla mnie jest jak zawsze rzeczą najważniejszą.

Zaczął pan pisać teksty. Wcześniej Marcin Świetlicki, Krzysztof Varga, głównie dostarczali panu tekstów. Kazik Staszewski bardzo namawiał pana do tego, żeby własne wiersze, własne teksty pisać. W końcu się udało.

Tak było, tak było. Nawet mu odpisałem, bo dostałem taką recenzję po ostatniej płycie Dr. Misio „Zmartwychwstaniemy”, że jest wszystko ok, że się wszystko zgadza, ale „może być zaczął wreszcie pisać swoje teksty, wiem że potrafisz”. Cytuję, bo się nauczyłem tego na pamięć, bo co tam dużo mówić, Kazik jest moim idolem - i tyle. I obiecałem mu w SMS-ie, że na następnej płycie coś mojego się pojawi również w warstwie lirycznej.

Teksty nie są tak dobitne jak na płytach Dr. Misio. Nie ma takich utworów jak „Państwo”, nie ma takich utworów jak „Pismo”. Są kawałki, no nie takie jak się zdarzały wcześniej polityczne, czy uderzające w Kościół. Chciał pan tą płytą odpocząć? Wyluzować?

Tego się nie zakłada a priori. Myślę, że ta płyta jest taka bardziej intymna, taka bardziej moja prywatna. Może dlatego, że tam się gdzieś też pod tym podpisałem tekstowo. Bardziej to jest, tak jak np. w piosence „Plan antypaństwowy” taki rodzaj zwierzenia, takiej trochę spowiedzi, dlaczego ja już będąc starym dziadem cały czas mam wrażenie, że muszę się gdzieś ukrywać, że muszę gdzieś uciekać, zakładać kolejne maski, zmieniać się, nie dać się wyśledzić . Uciekam przed ludźmi, przed tym państwem, przed Polską, przed tym co mnie irytuje. Ale cały czas mam taką jakąś antypaństwową złość, niezgodę na to co się dzieje.

Skąd ona się bierze ta niezgoda, ta złość antypaństwowa?

To znaczy, ja mam to chyba jakoś tak od zawsze. Tzn. że idę sobie swoją drogą nie bacząc na to w jakim kierunku idzie większość, albo w jakim kierunku wypada pójść, bo są takie, a nie inne czasy. I tę wolność, taką swoją własną wolność, ja w sobie bardzo hołubię. Mam swoje królestwo dom, tam na wsi podwarszawskiej i… i co? I myślę, że jestem szczęśliwym człowiekiem. Ale też dzięki temu, że od… Wie pan, ja od 25 lat nie jestem nigdzie na etacie. I to, że mogę iść swoją drogą, tzn. że nie jestem od nikogo zależny, że nie mam nad sobą żadnego dyrektora, żadnego prezesa, to to jest chyba ta rzecz, która daje mi taką możliwość i siłę do dalszego działania.

W utworze „Cudowne pogaństwo” śpiewa pan: „gadamy o niczym, jest tyle konstruktywnych rzeczy do zrobienia, ciągle gadamy o niczym”.

No niestety, no ja mam takie wrażenie, że – to przez siebie przepuszczając - że ilość słów, które ja wypowiadam na minutę w takich sytuacjach, można by spokojnie ograniczyć do paru sensownych stwierdzeń. Ale to jest też taka konstatacja, która dotyczy oglądu całości tego co ja obserwuję czy w życiu społecznym, czy tam w życiu towarzyskim . Że po prostu jest gadanie, gadanie, gadanie, a nic z tego kompletnie nie wynika. Za tym gadaniem, za tymi słowami nie idzie nic. Słowa, słowa, słowa.

 

Nie myślał pan, by nagrać płyty bardziej zaangażowanej politycznie, może też religijnie. Pan jest agnostykiem, prawda? Wychowanym w duchu katolickim.

Tak, to znaczy to jest jakiś taki etap w moim życiu związany – nie wiem - może ze starzeniem się po prostu, z kolejną wiosną, która przychodzi, którą ma się na karku. Nie, ja sobie takich rzeczy nie zakładam, no ale też nie wykluczam. To jest suma doświadczeń i moment w którym głowa, dusza jest, serce są gotowe żeby o czymś opowiedzieć, z czymś się zmierzyć. Czy to będzie płyta religijna, czy antypaństwowa, czy jakakolwiek inna to ja nie jestem w stanie teraz powiedzieć.

A dlaczego panu Kościół tak uwiera?

To znaczy Kościół jako instytucja, bo o takim Kościele rozmawiamy. Ja nie mam absolutnie nic naprzeciwko wierze, jako potrzebie każdego człowieka, jak gdyby kontaktu z absolutem, z górą. Natomiast, w moim głębokim przekonaniu, Kościół właśnie do tego został powołany, żeby być komunikatorem pomiędzy ludźmi, którzy szukają tego kogoś na górze. A mam takie wrażenie, że, zwłaszcza ten polski twardogłowy Kościół trochę, jak gdyby, zboczył z kursu i zaczął zajmować się swoimi sprawami, swoimi interesami. No I to jest taka moja niezgoda i to, że neguje aktualnego papieża Franciszka, to są rzeczy, na które u mnie nie ma zgody.

Papież Franciszek się panu nie podoba?

Nie, nie, nie...

Uważany za bardzo lewicowego…

Ja mówię właśnie wręcz przeciwnie, że polska hierarchia kościelna odcina się od tego co niesie ze sobą nauka papieża Franciszka. I to jest dla mnie…

Czyli rozumiem, że papież Franciszek się panu podoba…

Jest super, absolutnie. Jak ostatnio gdzieś ostatnio zobaczyłem w internecie filmik, w którym papież Franciszek tańczy sambę z jakąś przepiękną, korpulentną Murzynką i tam wywija biodrami, jest po prostu tak mega fantastycznym wyluzowanym gościem, który kocha życie, to nie sposób go nie lubić. A jego poglądy są mi bardzo – w jakimś sensie – bliskie, krótko mówiąc.

A dlaczego myśli pan, że on tak przez polski Kościół jest tak wytykany, przez część polskich prawicowych publicystów również nie jest lubiany.

Wie pan, to nie mnie to oceniać. Ja natomiast widzę, że też w tym, polskim Kościele też jest taki wyraźny podział na tą prawą stronę i na, np. na „Tygodnik Powszechny”, ksiądz Boniecki, czy paru naprawdę znakomitych księży. To aż szkoda, że jak gdyby ta linia Kościoła nie jest dzisiaj linią dominującą.

Dzisiaj linią dominującą jest „Kościół toruński” i ojciec Rydzyk.

No i cóż na to można powiedzieć? To jest pytanie retoryczne.

Jak widzi pan ojca Rydzyka, to jakie uczucia pan w sobie ma.

Ambiwalentne (śmiech). Wystarczy zobaczyć nasz teledysk do piosenki „Pismo”, który jest takim bardzo wyraźnym i konkretnym przekazem…

 

Bardzo…

I tam jest wszystko opowiedziane.

Pan dostał bardzo po głowie za właśnie za ten numer, za ten teledysk, za „Pismo”, za to podejście antykościelne?

Tak, tak. No spadło na nas morze hejtu. Na początku byłem, nie ukrywam, tym bardzo przerażony. Bo czytałem te wpisy, czy na…

Niedobrze…

Tak, tylko szukałem jak gdyby odpowiedzi, reakcji – znalazłem je, tylko chwilę później - ze strony osób wierzących. I paradoksalnie mnóstwo takich głosów również było, osób głęboko wierzących, praktykujących, które mówią: „Dziękujemy za ten teledysk, bo to jest wszystko prawda”. No ale te wpisy popierające, no mieszały się z takimi bardzo nienawistnymi rzeczami. Pamiętam był taki wpis, ała, bodajże na Youtube. Przeczytałem go i mnie zmroziło. Gdzie było napisane, że: „panie Jakubik pan uważa, bo jak pana spotkam na ulicy, to utnę panu głowę”.

Uuu…

I to już tak mnie przeraziło. Pamiętam już dwie godziny później chciałem ten wpis pokazać synowi, ale już go tam administrator Youtube wyrzucił, no i…

Nie ma pan wrażenia, że naraża się pan takimi wystąpieniami antykościelnymi, czy też politycznymi… Bo pan jest niechętnie również nastawiony wobec partii rządzącej.

Wie pan, ja generalnie z polityką nie mam po drodze, czy to jest jedna władza czy druga. Ja wiem, że tak jest teraz niemodne, postponowane jest takie określenie, które wymyśliła „Polityka”, ten symetryzm, że tak wygodnie jest stawiać pomiędzy.. . Ale ja się… Pamiętam taki ostatni, chyba sprzed dwóch tygodni, felieton prof. Jana Hartmana w polityce, który nawoływał wręcz, zmuszał, że my powinniśmy być wyznawcami asymetryzmu, czyli że trzeba się opowiedzieć po jednej, albo po drugiej stronie.

I co pan na to?

Ja się z tym nie zgadzam… Że można iść jednak swoją drogą, nie być…

Nie chce się pan opowiadać, być częścią jednego z tych obozów…

Dokładnie. Mam problem z tym, ze i jeden obóz i drugi nawołuje do swojego asymetryzmu. I nakłania nas do tego, żebyśmy wchodzili na barykady. A jak już jest barykada, to już jest naostrzony po prostu, to już jest bagnet na broń. Ja mam z tym problem.

Muszę pana zapytać o pańskiego ziomka z Opolszczyzny. Patryk Jaki. Chciałby pan, żeby Patryk Jaki został prezydentem Warszawy?

Proszę bardzo. Nie, to nie jest mój faworyt na prezydenta Warszawy.

Kazik Staszewski jak tutaj siedział i zapytałem go o Patryka Jakiego, to zapytał: „Kto to jest?”, bo nie słyszał o Patryku Jakim.

Ja wiem kto to jest Patryk Jaki. Nie wiedziałem, że jest z Opolszczyzny. Ale to nie jest mój bynajmniej faworyt. Natomiast, wie pan co… To jest tak, że żyjemy w takim kraju jak Polska, w którym funkcjonuje, no wiadomo, to są wszystko już dziś rzeczy oczywiste, taki a nie inny podział. Natomiast przy okazji powiem panu jedną historię. Przy okazji teledysku „Pismo” zespół Dr Misio, który funkcjonuje od lat dziesięciu, przyjaźnimy się, jesteśmy blisko siebie, połowa zespołu odmówiła wzięcia udziału w tym teledysku. I teraz jak działa moja głowa, jak wyglądałaby reakcja, nie wiem, ludzi o podobnych, nazwijmy to poglądach, postrzeganiu świata. Ja od razu się zagotowałem i po prostu mówię, że to jest koniec zespołu Dr Misio. Bo dlaczego: przecież wszystko co tam jest opowiedziane jest zgodne z prawdą, to nie narusza, nie wiem, zasad dobrego smaku itd. Jest zgodne z prawdą. I dopiero musiałem w swojej głowie przerobić tę całą sprawę. I zrozumieć, że ja, który mam inne poglądy, zupełnie, od swoich przyjaciół, powinienem uszanować również ich poglądy. Bo oni mają do swoich poglądów pełne prawo. I nie mnie jest oceniać ich poglądy, które spowodowały, że oni w takiej historii, w takiej opowieści nie chcą wziąć udziału. Czyli – no i potem, jak gdyby, sobie wszystko wyjaśniliśmy, zgodziliśmy się na to, żeby pojechać razem do Opola… Ale to była dla mnie bardzo cenna lekcja tego, że to są moi przyjaciele i że trzeba nawzajem swoje poglądy szanować. Bo jesteśmy, żyjemy razem. W tym samym kraju.

Wystąpi pan w nowym filmie Wojciecha Smarzowskiego o pedofilii w Kościele.

Tak, tak.

Kogo pan tam zagra?

Księdza (śmiech). Księdza, mhm…

Ryszard Tymon Tymański mówił, że chciał wystąpić u Smarzowskiego, zagrać księdza-pedofilia. Na co Smarzowski odpowiedział: jest długa kolejka, długa kolejka chętnych.

(śmiech) Ja jestem, ja jestem tym dobrym księdzem. No, mam taką nadzieję ogromną, przynajmniej.

A ma pan takie poczucie, że o pedofilii w Kościele mówi się zbyt mało? To jest temat jakiegoś tabu, to jest temat przez Kościół ukrywany, zamiatany pod dywan?

Jakubik: Nie, mam wrażenie, że… Tzn. w samym Kościele, akurat, to jest temat tabu, natomiast mam wrażenie, że przynajmniej te media, które ja śledzę ostatnimi czasy bardzo dużo szeroko się o tym rozpisują. Polecam bardzo książkę „Żeby nie było zgorszenia”, taka wyjątkowa publikacja z punktu widzenia ofiar kościelnej pedofilii. Tam są, no porażające świadectwa, relacje tych ludzi, którym, którzy nie potrafią się podnieść po tamtych strasznych, traumatycznych rzeczach. Natomiast to, że to jest proceder, nie chcę powiedzieć powszechny, ale procentowo przerażający. To że polski Kościół się nie potrafi, jak gdyby, rozliczyć z tym faktem, tak jak to zrobił Kościół w Australii, w USA, w Niemczech, Belgii czy w Irlandii, gdzie powołano niezależne świeckie komisje, aby zbadały sprawę i nazwały rzeczy po imieniu, podały liczbę ofiar, podały liczby katów…

Którzy powinni być wydaleni z Kościoła, a nie przeniesieni…

Oczywiście, ze tak… Oczywiście, że tak. Wydaleni z Kościoła i wsadzeni na długie, długie lata do więzienia. To jest jak gdyby droga, to jest praca która jest przed Kościołem polskim.

Lubi pan wkładać palec w rany, takie niezagojone? Wojciech Smarzowski często to robi, ostatnio filmem „Wołyń”, teraz tym filmem.

To znaczy ja tutaj w sytuacji… Czy ja lubię? Dostając propozycję od Wojtka czy od innych reżyserów zawsze mogę powiedzieć „nie”, że nie jest mi po drodze z danym tematem. Natomiast mam to szczęście, że, jak gdyby, spotykam na swojej drodze ludzi, z którymi jest mi… Mamy wspólne poglądy i ja podpisuję się pod przesłaniem, przekazem czy filmu ostatniego Wojtka, który będzie miał premierę we wrześniu, filmu pod tytułem „Kler”, czy „Wołynia” czy innych filmów, nie wiem, ostatnio np. „Cichej nocy”, czy innych rzeczy.

„Kler” poruszy, podzieli Polskę?

Mam nadzieję, że nie. Będzie pewnie grupa ludzi, która będzie poruszona, czy wręcz obruszona tym filmem. Natomiast to nie jest absolutnie film wymierzony przeciwko wierze, przeciwko religii, przeciwko ludziom, którzy potrzebują swojego Boga. Wręcz przeciwnie.

Liczy pan, ze polski Kościół, jako instytucja uderzy się w pierś po tym filmie?

Zobaczymy. Mam taką ogromną nadzieję, ale…

Widział pan co było po „Wołyniu”. Po „Wołyniu” Polacy wypierali swoje winy. Również teraz widzieliśmy, przy ustawie o IPN-ie również nie chcieli przyznać, że są w jakimś stopniu odpowiedzialni za czystki antysemickie, które miały miejsce również w Polsce. Antysemityzm wylał się przy okazji tej debaty na temat ustawy o IPN-ie.

Tyle tylko, że pamiętam, że w czasie „Wołynia”, to ta prawa strona stała się admiratorem talentu reżysera Smarzowskiego i tej całej historii. Że to bardziej ta lewa strona miała problem z narracją, bała się pewnej takiej antyukraińskiej konsekwencji związanych z tym filmem. Wie pan co, a propos antysemityzmu i okrągłej rocznicy, czy Marca’68, pięćdziesiątej, czy teraz niedawno powstania w getcie, ja to bym się wolał… Napisałem taki scenariusz razem z Tomkiem Kamińskim pod tytułem „Prosta historia o Marcu”. Walczymy o dofinansowanie tego filmu. No i główną rolę zgodził się zagrać pan Jerzy Stuhr. No i mam nadzieję, że ten film powstanie w końcu. I to będzie, jak gdyby, taka moja wypowiedź na temat antysemityzmu, na temat Marca i na temat tego z czym tam Polacy sobie jeszcze nie dają rady i z czym się powinni jeszcze spróbować rozliczyć.

Ma pan takie poczucie, że jesteśmy antysemitami?

Nie, nie, nie. Przynajmniej jak gdyby te środowiska, te obszary w których ja funkcjonuje. Nie mam takiego wrażenia.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA