fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzea

Powstało Vikingaliv, nowe muzeum wikingów w Sztokholmie

Fragment ekspozycji o żeglarzach-wojownikach
materiały
Nowe muzeum Vikingaliv w Sztokholmie ma zaspokoić, ale i zmienić, naszą wiedzę o epoce wikingów.

Anna Nowacka-Isaksson ze Sztokholmu

Do tej pory w Sztokholmie można było oglądać zbiory z późnego okresu żelaza, trwającego od VIII do XII w., nazwanego epoką wikingów, w Muzeum Historycznym. Nowy obiekt na wyspie Djurgĺrden jest jednak pierwszym w Szwecji całkowicie poświęconym erze skandynawskich żeglarzy-wojowników.

Muzeum, w hełmie wikingów na głowie, otworzył król Karol Gustaw XVI, który w przemówieniu wspomniał o Polsce. – Dzięki badaniom i nowoczesnej technice robimy wciąż nowe odkrycia z naszej przeszłości – powiedział. – Niedawno dowiedzieliśmy się na przykład, że badaczom udało się ustalić, iż część drewnianych bali, z których został zbudowany okręt „Vasa" (a po przepłynięciu około mili, zatonął w pierwszym próbnym rejsie), pochodzi z lasów dębowych w Polsce. Kraju, z którym Szwecja była wówczas w stanie wojny.

Naszą wiedzę o rozbójnikach wciąż wzbogacają nowe badania. Dzięki analizie DNA szkieletu mężczyzny z IX stulecia znalezionego podczas wykopalisk w Sigtunie badacze odtworzyli wikinga naturalnego wzrostu. Miał około 50 lat, był niebieskooki i rudowłosy. Wyglądał na zdrowo odżywionego mężczyznę. Wikingowie jadali dużo ryb, zwłaszcza śledzi, a także wszelkiego rodzaju jagody.

Za największą atrakcję muzeum uchodzi opowiadanie Ragnfrid. Aby je usłyszeć, trzeba wsiąść do jednego z kilkunastu wagoników i dać się ponieść w ciemność tunelu, w rok 963. Przed tym jednak należy wybrać język, w którym się pragnie przeżyć 11-minutową podróż.

Ragnfrid to imię kobiety, która mieszkała we Frösala, w regionie Uppland. Gdy jej mąż Harald roztrwonił majątek, doprowadzając gospodarstwo do upadku, Ragnfrid postanowiła wysłać męża po srebro do obcych krajów. Ilość srebra, której zażądała, odpowiadała dzisiejszym kilku milionom koron. Ragnfrid chciała w ten sposób ratować córkę przed wydaniem jej za mąż i zdobyć środki na odbudowanie gospodarstwa.

Harald wyruszył w drogę z kilkoma niewolnikami, by ich sprzedać. Pełna dramatycznych momentów wyprawa prowadziła przez Birkę, Morze Bałtyckie, Kijów (gdzie kupili nowe łodzie zbudowane przez niewolników) i do Konstantynopola, a stamtąd przez Hedeby na wyspy angielskie. Opowiadanie ilustruje „część prawdziwej historii wikingów", handel niewolnikami na wschodnich szlakach i plądrowania na zachodzie.

– Narracja stanowi fikcję, ale to, co pokazuje każda scena, zostało dokładnie zanalizowane i zweryfikowane przez różnych ekspertów – mówi „Rzeczpospolitej" archeolog Mats Vänehem, który przygotował ekspozycję. Oznacza to, że także ostatnia scena wielkiej uczty po powrocie Haralda ze srebrem do domu jest jak najbardziej wiarygodna. – Uczta miała być spektaklem, w którym wszyscy uczestnicy znają swoją rolę. Prawdopodobnie to gospodyni ustalała jej porządek – opowiada Mats Vänehem. – To gospodyni wznosiła toast z gośćmi zgodnie z ich hierarchią, a uplasowanie uczestników biesiady w reprezentacyjnej sali u arystokracji było bardzo dokładnie zaplanowane.

Uczty wikingów wyobrażamy sobie na ogół jako barbarzyńskie i bestialskie, w czasie których wszyscy chleją i szarpią kawały mięsa. Ta, przedstawiona w opowiadaniu Ragnfrid, wnosi jednak coś nowego do archetypu wikingów. – Istnieje wiele wiarygodnych i realistycznych opisów uczt organizowanych w salach reprezentacyjnych i nie ma większych powodów, by dzisiejsi historycy w to wątpili – mówi Mats Vänehem. – Potwierdza to też coraz więcej odkryć archeologicznych ostatnich dekad.

Nowe muzeum chce też wyeksponować rolę kobiet w społeczności wikingów. Dlatego autorzy scenariusza wybrali opowiadanie, w którym właścicielka znacznej posiadłości wysyła męża na łupieżczą eskapadę.

Niewiasty też brały udział w rabunkowych wypadach, chociaż znacznie rzadziej. Występowały też w prestiżowej roli wróżek. Ekspozycja też informuje, że kobietami handlowano, by służyły jako niewolnice seksualne.

Mimo że zainteresowanie wikingami od lat nie słabnie, to muzeum nie powstało staraniem państwa, tylko stanowi jedną z największych prywatnych inwestycji tego rodzaju. Zebranie kapitału w wysokości ok. 110 mln koron stało się możliwe dopiero wtedy, gdy kanał History zaczął dwa lata temu emitować telewizyjny serial „Wikingowie" o Ragnarze Lodbrok. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA