fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Medycyna i zdrowie

Gdy wstyd szkodzi zdrowiu

materiały prasowe
Choroby dna miednicy potrafią wykluczyć z życia zawodowego, towarzyskiego i rodzinnego. Wciąż zbyt wiele kobiet nie wie, że można je skutecznie leczyć – mówi prof. Ewa Barcz, kierownik Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Międzyleskiego Szpitala Specjalistycznego.

Jaka kobieta jest seniorką?

Ewa Barcz: Medycyna nie postawiła jednoznacznej granicy wieku senioralnego i w zależności od kryteriów przyjmuje się, że osoba starsza ukończyła 65. albo 70. rok życia. Są to jednak sztuczne podziały, niekoniecznie mające zastosowanie kliniczne. Dla lekarzy bardziej niż wiek metrykalny na postrzeganie pacjentki wpływa jej stan ogólny i choroby współistniejące, częstsze u kobiet starszych. Nie ma też cezury wieku, jeśli chodzi o leczenie operacyjne. Kiedyś uważano, że ukończone 75 czy 80 lat dyskwalifikuje od operacji. Dziś operujemy pacjentki nawet 90-letnie i starsze, a przeciwskazaniem może być tylko stan zdrowia.

A jaką kobietę za seniorkę uznają ginekolodzy?

W ginekologii mówimy o kobietach miesiączkujących i niemiesiączkujących. Średnia wieku ostatniej miesiączki to 50. rok życia, który stanowi cezurę hormonalną.

Leczenie chorób dna miednicy dotyczy częściej kobiet niemiesiączkujących?

Obok porodu siłami natury jednym z czynników ryzyka jest wiek. Większość naszych pacjentek już przeszła menopauzę, ale jest cała rzesza kobiet młodych, które wymagają leczenia. Objawy zaburzeń statyki narządów miednicy, czyli wypadanie pochwy lub macicy, u wielu kobiet zaczynają się już bezpośrednio po porodzie. Zwykle nie są jeszcze nasilone i kobiety są w takim stanie funkcjonować przez wiele lat. Wraz z wiekiem zmienia się struktura tkanki łącznej, następuje utrata kolagenu, a tkanki stają się wiotkie. Kolejnym czynnikiem ryzyka jest niedobór estrogenów związany z występującą po menopauzie utratą czynności hormonalnej jajnika. Zaburzeniom statyki sprzyja też otyłość ? wraz z wiekiem masa ciała u wielu kobiet rośnie, oraz wysiłek fizyczny, np. intensywna praca związana z dźwiganiem. Im dłużej trwa fizyczne obciążenie miednicy, tym zaburzenia statyki są częstsze. Nie bez znaczenia są czynniki genetyczne. Zdarzają się pacjentki z takimi patologiami, które nigdy nie rodziły, i takie, które urodziły pięcioro dzieci i nic im nie jest.

Jak wiele kobiet ma takie problem?

Zaburzenia statyki występują u 30 proc. kobiet dorosłych, a leczenia wymaga 15?18 proc. z nich. Wypadać może pochwa, macica, pęcherz moczowy, odbytnica czy jelito cienkie. Problemy z nietrzymaniem moczu ma również ok. 30 proc. kobiet, ale leczenia wymaga już 40–50 proc., czyli ok. 800 tys. Najczęstsze są dolegliwości złożone – pacjentka skarży się nie tylko na nietrzymanie moczu czy zaburzenia statyki, ale obie choroby naraz. Mogą towarzyszyć im zespoły bólowe i nawracające infekcje.

Nietrzymanie moczu i wypadanie narządów miednicy to w Polsce nadal tematy tabu, zwłaszcza wśród kobiet z wcześniejszych roczników. Co sprawia, że w końcu decydują się zgłosić do ginekologa?

Nasilenie problemu i moment, gdy pacjentka przestaje akceptować jakość życia, która przeszkadza jej w codziennym funkcjonowaniu ? ogranicza jej aktywność fizyczną, zawodową, towarzyską, seksualną czy jakąkolwiek inną. Część, a w Polsce pewnie większość kobiet pomimo nasilenia objawów nie zgłasza się do lekarza. Wstydzą się, nie wiedzą, komu taki problem zgłosić, jak o tym powiedzieć, a lekarze pierwszego kontaktu o to nie pytają. Dlatego wiele pacjentek leczona jest z opóźnieniem.

Jak wygląda życie kobiet, które wstydzą się pójść do lekarza albo nie wiedzą, że ich problem można leczyć?

Pacjentki z nasilonym problemem mają mnóstwo problemów współistniejących, powodujących wcześniejsze przechodzenie na emeryturę czy rentę. Ciągłe wyjścia do toalety obniżają wydajność w pracy, a zapach moczu nie tylko je krępuje, ale zniechęca otoczenie. Zdarzają się kobiety, które nie są w stanie przejść krótkiego odcinka bez kilku wizyt w łazience.

Co zrobić, by z powodu takich chorób pacjentki nie traciły zdrowia, a systemy opieki zdrowotnej i ubezpieczeń społecznych – pieniędzy?

Przede wszystkim mówić o problemie. Nasze zadowolone pacjentki pytamy, czy rozmawiały o swoim problemie z koleżankami, siostrami, kuzynkami... Jeśli nie, bardzo je do tego zachęcamy i potem często trafiają do nas te siostry czy koleżanki, które latami ukrywały problem. Informacje o leczeniu wciąż przenoszą się głównie pocztą pantoflową, bo świadomość tych chorób jest niska nawet wśród samych lekarzy. Staramy się to zmienić, ale bez zmian w kształceniu podyplomowym lekarzy nie będziemy w stanie pomóc wszystkim Polkom.

Zaczęła pani od utworzenia poradni uroginekologicznej, najpierw w szpitalu przy pl. Starynkiewicza w Warszawie, teraz w Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym.

Poradnia na Starynkiewicza działa od siedmiu lat, w Międzylesiu – od roku. Obie powstały tylko dzięki dobrej woli samych lekarzy i dyrektorów szpitali. NFZ nie przewidział bowiem wyceny dla porady uroginekologicznej i nie uwzględnia specjalistycznej wiedzy lekarzy czy metod diagnostycznych. My się tym nie zrażamy, bo wiemy, jak bardzo potrzebni jesteśmy pacjentkom, które przyjeżdżają do nas z najodleglejszych krańców Polski.

Lukę w procedurach refundowanych przez NFZ starają się wypełnić fizjoterapeuci, którzy coraz częściej reklamują się jako specjaliści od „fizjoterapii uroginekologicznej". Czy ćwiczenia dna miednicy, w tym mięśni Kegla, mogą zapobiec wypadaniu macicy lub nietrzymaniu moczu?

Mogą je opóźnić, ale nie stanowią złotego środka, który pozwoli uniknąć dolegliwości. Nie zmienimy czynników genetycznych, trudno też unikać ciąży i rodzenia dzieci. Część kobiet będzie więc skazana na ten problem. Trzeba dążyć do wczesnej edukacji kobiet, jeśli chodzi o ćwiczenia dna miednicy czy wysiłek fizyczny. We Francji fizjoterapia zaczyna się już w oddziałach położniczych, jest wpisana w opiekę okołoporodową, a rodzące przechodzą instruktaże prawidłowego obciążania dna miednicy i świadomego napinania mięśni przy wysiłku fizycznym. Uczą się, jak się chodzi, siada i podnosi ciężkie rzeczy. By robić to dobrze, pacjentka musi przejść instruktaż fizjoterapeuty. Tego nie uda się nauczyć z ulotki. Musi także dbać o dyscyplinę i regularnie powtarzać ćwiczenia. Dlatego wręczana w Polsce ulotka i zalecenie regularnych ćwiczeń są mało skuteczne. ©?

—rozmawiała Karolina Kowalska

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA