fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Herta Müller, pisarka, która żyje w dwóch wymiarach

Herta Müller w krakowskim MOCAK
Fotorzepa, Monika Kuc
Niemiecka noblistka Herta Müller przyjechała do Krakowa specjalnie na wystawę swoich kolaży w Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK.

Te utwory łączące sztukę i poezję dla czytelników znających noblistkę z prozy i esejów – jako autorkę „Sercątka", „Dziś wolałabym siebie nie spotkać", „,Król kłania się i zabija" – mogą być zaskoczeniem. Znalazły się także w publikacji MOCAK „Tam gdzie nie można mówić. Słowo jako obraz, obraz jako słowo".

Pisarka urodzona w Rumunii (1953) wyemigrowała do Niemiec w 1987 r. W czasach dyktatury Ceausescu była represjonowana za odmowę współpracy z rumuńską bezpieką Securitate i jako przedstawicielka mniejszości niemieckiej. W jej książkach powracają motywy biograficzne i rozliczenia z nazizmem – jej ojciec służył w SS – i komunizmem – matka pięć lat spędziła w obozie pracy na Ukrainie. Ona sama straciła pracę tłumaczki w fabryce i nieustannie była przesłuchiwana. Pisze o strachu, poczuciu obcości, samotności, przemocy i kruchości życia. W 2009 r. otrzymała Nobla.

Podczas spotkania z czytelnikami Müller mówiła o literaturze, ale także o swoich doświadczeniach.

– Wiem, co znaczy dyktatura – powiedziała. – Nie mogę wyrzucić z siebie tego, co przeżyłam, a jednocześnie zaczynam się obawiać tego, co teraz obserwuję w Niemczech, gdy do głosu dochodzą prawicowi radykałowie.

Tłumaczyła, że żyje w dwóch wymiarach. Nie zapomina, że Rumunia jest krajem, z którego pochodzi, a kiedy słyszy, że ktoś na ulicy mówi po rumuńsku, jej serce bije mocniej. Językiem rumuńskim i niemieckim włada równie biegle. Kiedy więc coś mówi po niemiecku, wyobraża to sobie jednocześnie po rumuńsku. Niejednokrotnie ma wrażenie, jakby każde jej oko widziało inną wersję językową tekstu. Zauważyła, że nazwy roślin brzmią piękniej po rumuńsku. Konwalia po niemiecku nazywana jest „dzwonkiem majowym", a po rumuńsku „mała łza".

– Tak, Rumunia wciąż we mnie żyje, chociaż, kiedy ją opuszczałam, byłam szczęśliwa, że mogę wyjechać, ponieważ mój stan psychiczny był bardzo zły – wspominała. – Byłam wykończona nerwowo i nigdy właściwie do Rumunii nie pragnęłam wrócić. Miałam za złe rządzącym, że musiałam opuścić mój kraj, a oni mogli pozostać. Teraz smuci mnie, że w Rumunii sytuacja polityczna jest niepewna. Mówi się, że to najbardziej skorumpowany kraj w Europie. Dyktatura pozostawiła ślad. Jednak kiedy przybyłam do Niemiec, spostrzegłam, że jakaś moja część jest rumuńska, bo kiedy wyjeżdżałam, miałam już ponad 30 lat, co przypada na niemal połowę mojego życia.

Drugą spędziła Niemczech.

– I czuję się jak w domu. Niemcy mnie uratowały. Ale ma znaczenie to, że mieszkam w Berlinie, bo to miasto inne niż reszta Niemiec. Każdy, kto tutaj przybywa, czuje się jak u siebie.

Herta Müller zaczęła pisać w Rumunii. W stanie chaosu – w politycznej i osobistej sytuacji bez wyjścia – chciała odnaleźć drogę do samej siebie. Nie myślała wtedy jeszcze o literaturze. Chciała dowiedzieć się, kim jest.

Poetyckie kolaże wielkości kartki pocztowej, które tworzy z wycinanych słów i obrazów z czasopism, jakie można oglądać Krakowie, pojawiły się w jej twórczości po emigracji. Początkowo traktowała je jako osobiste kartki do przyjaciół, ale od dawna ich już nie wysyła. Z czasem uznała je za rodzaj literatury, sztuki i teatru.

Słowa wycięte z kontekstu i połączone z innymi znaczą coś nowego. Fascynuje ją, że po naklejeniu na kartkę nic w nich nie da się już zmienić, tak samo jak i w życiu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA