fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Pieniądze nie śmierdzą, czyli giełda okiem humanisty

Zbigniew Mentzel, "Spadający nóż", Wyd. Znak, Kraków 2016
Rzeczpospolita
„Spadający nóż" to dziennik transformacji spisany przez inteligenta. Wciągający, ale nazbyt lekki, by mógł poruszyć czytelnika.

„Nie łapie się spadającego noża – mówią spekulanci, gdy ceny akcji lecą na południe. Ale by stać się mistrzem giełdy, trzeba czasami łapać spadające noże" – pisze Zbigniew Mentzel na początku swojej książki. I mając przed oczami obraz Władysława Gomułki, wygrażającego „rozhulanym spekulantom", wspomina, jak postanowił rzucić się w wir złowieszczej spekulacji na początku lat 90., kiedy otwarto warszawską giełdę.

Przejście do świata wielkich pieniędzy było o tyle nietypowe w przypadku tego autora, że w latach 80. wiódł standardowy żywot inteligenta w dobie stanu wojennego. Pracował w redakcjach różnych periodyków, zmagał się z cenzurą i miał nieustanne poczucie braku perspektywy na lepszą przyszłość. Jednak rzeczywistość przekroczyła jego najśmielsze oczekiwania i uchyliła – na krótką chwilę – drzwi do awansu dla przedsiębiorczych, inteligentnych ludzi. Nie miał nic do stracenia, znalazł się w odpowiednim czasie i miejscu.

Wydawnictwo Znak promuje książkę Mentzla, pisząc na okładce: „Proza odważna, heretycka i ostra jak brzytwa". Nie przesadzałbym z tą ostrością i heretyckością. W gruncie rzeczy otrzymujemy poczciwy zbiór wspomnień o ludziach, miejscach i drobnych zdarzeniach.

Mentzel uchyla rąbka swoich przyjaźni. Pisze m.in. o Jerzym Pilchu, o znajomym antykwariuszu, o sąsiadach z Żoliborza, o pochodzącej z Bałkan żonie. I o wielu innych, mniej lub bardziej anonimowych postaciach.

Nie jest to pierwsza próba literacka autora. Ma na koncie książkowe rozmowy z profesorem Leszkiem Kołakowskim, z którym łączyła go bliska zażyłość. Opublikował ważną powieść „Wszystkie języki świata", nominowaną do literackiej nagrody Nike w 2006 r. Już wtedy pokazał, że ma ambicję, by opowiedzieć o losach inteligenta w zmieniającej się Polsce. Teraz próbuje kontynuować tamtą narrację.

Jego nowa proza to skrzyżowanie powieści, dziennika i zbioru opowiadań. Różnorodne wątki z życiorysu Mentzla – literatura, giełda, życie uczuciowe i choroba psychiczna – splatają się w „Spadającym nożu", tworząc swoisty dziennik transformacji polskiego intelektualisty.

Są w książce fragmenty znakomite – jak opowieść o kopulujących wielkich żółwiach, które widział w Paryżu. Albo gdy opowiada, jak pewnego wiosennego poranka został przypadkowo zaangażowany do dźwigania baldachimu nad Najświętszym Sakramentem podczas procesji rezurekcyjnej.

Jako całość książka nie ma jednak odpowiedniej wagi. Każdy wątek jest ledwie zarysowany. Niektóre opowieści kończą się bez puenty i sprawiają wrażenie przypadkowych, dodanych tylko po to, by zapełnić tę i tak niedługą książkę. A te najbardziej osobiste doświadczenia autora także nie wybrzmiewają z odpowiednią siłą. Mentzel zaledwie uchyla drzwi do swej prywatności, ale nie pozwala nam do tego świata wejść i poczuć go intensywniej. Tak jakby zatrzymał się w pół kroku w swej szczerości. Pozostawia więc czytelnika z poczuciem obojętności na swoje bądź co bądź dramatyczne doświadczenia.

Jednocześnie, przy całej swej epizodyczności, „Spadający nóż" czyta się z dużą lekkością. To interesujący zapis jednostkowego doświadczenia w obliczu przepoczwarzającego się świata.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA