fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Mój styl pisania jest moim stylem myślenia

Fot. Albert Zawada
Czytelnik nie oczekuje od pisarzy powieści powielających jakiś styl, np. styl Nesbo. Oczekuje prawdziwych emocji, możliwości zatopienia się w nie i zapomnienia na chwilę o swoim życiu” – mówi serwisowi rp.pl, Joanna Opiat-Bojarska, która powróci 15. maja z kontynuacją serii „Kryształowi”.

Kamil Piłaszewicz: W „Niebezpiecznej grze” pisała pani: „Zmiany zawsze są o wiele bardziej wymagające niż udawanie, że wszystko jest w porządku.”. Jak te słowa można odnosić do Joanny Opiat-Bojarskiej? 

Joanna Opiat Bojarska: - Joanna Opiat-Bojarska to bardzo wymagająca babka. Lubi wyzwania i zmiany. Przekonała się o tym, kiedy z dnia na dzień została sparaliżowana. Jest z wykształcenia ekonomistką, powinna zarządzać galeriami handlowymi albo innymi nieruchomościami, ale gdy wróciła do sprawności fizycznej zaangażowała się w pomaganie innym chorym. Do czasu, kiedy znudziło się jej opowiadanie pacjentom o tym, jak wygrała walkę z chorobą i napisała książkę. Sarkastyczną opowieść o tym, jak bezczelnie walczyć o siebie. Do dziś walczy ze sobą i z wszelkimi przeciwnościami. Gdy ktoś jej powie: „odpuść sobie ten temat, bo może spotkać cię coś złego”, nie odpuszcza i nie udaje, że wszystko jest w porządku. Nie cierpi udawania i braku decyzyjności, bo według niej brak decyzji to także decyzja, często najgorsza z możliwych. Gdyby nie lubiła zmian, to do dziś pisałaby powieści kryminalne o dobrych policjantach łapiących złych przestępców. Ale któregoś dnia pomyślała: „nikt w Polsce nie odważył się jeszcze zajrzeć do środka Biura Spraw Wewnętrznych Policji. Ja to zrobię!”. I tak powstała seria „Kryształowi”. 

Nie unika pani ostrych tematów, jak np. w „Bestsellerze”, gdzie możemy spotkać się z sentencją: „Pokłóciliśmy się, ale ona przeprosiła. Przepraszała długo. W łóżku i samochodzie. Właściwie wszędzie. Nie miała oporów. Potrafiła przepraszać.”. Jak zrodził się pomysł na taki styl?

- Pomysł na styl? (śmiech). 20 % liryczności, 30 % sarkazmu, 10 % dwuznaczności, 20 % wulgarności, 15 % zdystansowania i 5 % składnika magicznego? Nie! Nie tędy droga. Czytelnik nie oczekuje od pisarzy powieści powielających jakiś styl, np. styl Nesbo. Oczekuje prawdziwych emocji, możliwości zatopienia się w nie i zapomnienia na chwilę o swoim życiu. To jakim stylem snuta jest opowieść powinno wynikać z osobowości pisarza. Jeśli pisarz udaje i stylizuje się na kogoś innego, czytelnik to czuje. Mój styl pisania jest moim stylem myślenia. Sarkazm, cynizm, dosadność i bezczelność zauważania rzeczy od których zwykle odwraca się głowę? To ja. Piszę krótko i na temat. Cytat, który pan przytoczył pochodzi z czasów, kiedy próbowano mnie łagodzić i ugrzeczniać.  Redaktor z wydawnictwa Muza, z którą rozmawiałam o napisaniu Kryształowych powiedziała: „Pani Joanno, niech pani to napisze tak jak pani to czuje”. Tak też zrobiłam. W Kryształowych jest 100 % Opiat-Bojarskiej w Opiat-Bojarskiej (śmiech). 

Już 15. maja ukaże się drugi tom serii „Kryształowi. Łatwy hajs”. Na okładce czytamy: „Tak mocnego kryminału jeszcze w Polsce nie było”. Dlaczego padł pomysł właśnie na taką reklamę?

- „Kryształowi. Łatwy hajs” to opowieść o policjantach z elitarnego Biura Spraw Wewnętrznych Policji. Bohaterami tej części jest Diver, fusz który czasem musi założyć kajdanki np. kumplowi ze Szkoły Policyjnej oraz Łysy, który podobno nie jest groźny dlatego, że jest gangsterem. Jest groźny, bo to gangster, który pracuje w policji. Gdyby chciał mnie Pan spytać o to, jak w moim umyśle budzą się pomysły na brudnych fuszy muszę powiedzieć prawdę. Jeden z informatorów wspominał mi kiedyś, że w Poznaniu naprzeciwko Komendy Wojewódzkiej Policji funkcjonowała agencja towarzyska. Zaintrygowało mnie to na tyle, by dopytać o seksbiznes w innych miastach Polski i nagle okazało się, że nie tylko poznaniacy są tacy cwani. Podobne układy funkcjonowały w innych miastach, ale to było nic, w porównaniu do sprawy, do której dotarłam. Zbulwersowała mnie, dlatego zdecydowałam się ukazać mechanizm jej działania w Kryształowych.  Dlaczego do tej pory nie było jeszcze tak mocnego kryminału? Bo ja, w odróżnieniu od kolegów z branży postanowiłam nie wybielać funkcjonariuszy policji. Dotarłam do elitarnych fuszy i zaczęłam z nimi rozmawiać. Nie jak dziennikarz. Jak kumpel. Jeśli opowiadają mi, że antyterrorysta jest zamieszany w porwania dla okupu, albo że podczas tej czy tamtej akcji policja dała d… to ja mówię moim czytelnikom prawdę. Kryształowi, to powieść jakiej jeszcze nie było w polskiej powieści kryminalnej, bo łączy realizm z obrazem polskiej policji, jaki jest ukrywany przed opinią publiczną. Plus seks. W polskich kryminałach zazwyczaj mało jest seksu, a u mnie nie ma miejsca na pruderię, jest za to na prawdziwe życie. Czy to jest mocna opowieść? Ci, którzy mnie znają prywatnie to wiedzą, że niewiele jest w stanie mnie ruszyć. Czasami po rozmowach z kryształowymi, antkami czy fuszami z wydziału narkotyków miałam ochotę zrobić delete swojego mózgu. Dużo zła się dzieje na świecie. 

Ukazaniem brudów w polskiej policji zajmowało się już kilku pisarzy, jak np. Dariusz Loranty. Czym wyróżnia się pani dzieło?

- Nie czytałam jeszcze „Spowiedzi psa (…)” pana Lorantego, zajrzałam za to do książki Masy. Wie pan czym charakteryzują się opowieści o prawdziwych wydarzeniach na końcu których autorzy podpisują się imieniem i nazwiskiem (albo pseudonimem ułatwiającym identyfikację)? Są przefiltrowane. Zupełnie inaczej będzie wyglądał rachunek sumienia przed spowiedzią, kiedy klęknie sobie pan anonimowo przy jakimś konfesjonale, a inaczej kiedy stanie pan na ambonie. Wiem, że policjanci-pisarze mają do opowiedzenia dużo więcej smaczków, niż mogą opowiedzieć publicznie. Jeden z moich informatorów dostał kiedyś propozycję przyjęcia łapówki w kwocie 15 000 zł. Odmówił i zgłosił ten fakt przełożonemu. W zamian otrzymał uścisk ręki komendanta i nagrodę pieniężną: 750 zł. Nie sądzę, że wspomniałby o tym, gdyby musiał pokazać twarz całej Polsce. Anonimowość moich informatorów zapewnia im bezpieczeństwo, a mnie dostęp do ich świata. Prawdziwego, a nie przygotowanego na wizytę telewizji, dziennikarza czy pisarza. Moi rozmówcy nie prasują koszul przed spotkaniem ze mną, ani nie malują trawy na zielono (śmiech).

Jak przebiegały pracę nad stworzeniem tej książki? 


- Od pomysłu do rozpoczęcia realizacji minął rok. Znalezienie fuszy z BSWP, którzy otworzą się przede mną wydawało się niemożliwe. Zwłaszcza, że „normalni” policjanci, nie chwalą się, że znają kogoś z BSWP, a ci, którzy służą w BSWP nie mówią np. sąsiadom, że są psami na psy. Praca nad książką zawsze wygląda podobnie. Zbieram materiały i kontakty, porządkuję sobie wiedzę, przygotowują plan wszystkich scen, bo jest dla mnie ważne, żeby każda spełniała określoną rolę. Na samym końcu wypełniam powieść tekstem. Podczas pracy nad Kryształowymi musiałam zmienić modus operandi. Każdy napisany przeze mnie rozdział wysyłam do informatora z BSWP. Zależało mi na tym, by na bieżąco poprawiał błędy. Wysyłałam mu rozdział po rozdziale, a potem dostawałam je z komentarzami, np. „Kur.. Joanno, nie ma czegoś takiego jak rewizja osobista. Jest kontrola osobista, albo przeszukanie”. Te uwagi dużo mnie nauczyły i sprawdziły, że spadła przyjemność z czytania/oglądania kryminałów. Jestem teraz jak policjant (śmiech) i nie lubię jak ktoś wciska mi bajki. Drugi szczegół zmiany modus operandi to zaufanie. Po raz pierwszy rozpoczynając pisanie powieści, nie znałam odpowiedzi na wszystkie swoje pytania. Nie wszystkie mogłam zadać na początku znajomości. Musiałam więc zaufać kilku informatorom. Albo może raczej zaufać sobie. Nabrać pewności, że w odpowiednim momencie uzyskam od nich odpowiedzi. Nie mogłam przecież spytać podczas pierwszego spotkania obcego fusza o to, na czym polega jazda na jokera. Musiałam najpierw go oswoić, by opowiedział mi na luzie, jak można nadużywać policyjnej szmaty (legitymacji) i jak przy jej użyciu wygląda ochrona transportu narkotykowego. 

Czytając fragment: „My się znamy? (…) Jeszcze nie, ale obawiam się, że wkrótce się poznamy.” – frapuje mnie myśl, czy stworzy pani powieść komediowo – kryminalną?

- Niedawno jedna z rozgłośni radiowych emitowała radiowy serial kryminalny powstały na podstawie jednego z moich kryminałów. Podczas oficjalnej premiery mogliśmy wysłuchać fragmentu pierwszego odcinka i ze zdziwieniem zauważyłam, że słuchacze wybuchają śmiechem przy niektórych ironicznych kwestiach dialogowych. I tu dochodzimy do sedna. Dlaczego dość łatwo rozmawia mi się z fuszami? Mamy tak samo wisielcze poczucie humoru. Nie odpowiedziałam na pytanie? Proszę mi wybaczyć, wszak pewnych odpowiedzi czytelnicy nie mogą poznać zbyt szybko, w końcu to kryminalny wywiad. 

Klub go-go nazywa pani „klubem dla naturystów” – jak rodzą się takie określenia?

- Z pytania wnioskuję, że nie korzystał Pan jeszcze z dwóch pojawiających się w „Kryształowi. Łatwy hajs.” przybytków przyjemności. (śmiech) „Paradise” nazywany jest przez właściciela „klubem dla naturystów” tylko dlatego, że chce on osłabić czujność przesłuchującego go policjanta. Tak naprawdę w „Paradise” spotykają się ludzie szukający silnych doznań, a strojem obowiązującym klientów jest golizna wystawiona z premedytacją na ocenę. Mężczyźni paradują z ozdobnymi bransoletkami na workach mosznowych, kobiety z nowymi (idealnie sztucznymi) piersiami. „Paradise” to książkowy odpowiednik prawdziwego klubu dla dorosłych, w którym uprawia się seks. Naturalistyczna agroturystyka to żłobek w porównaniu z tym co się tam dzieje. Natomiast kluby go-go, o których pan wspomniał to miejsca, w których klienci są ubrani, a jedyne czego się pozbywają to pieniądze. To królestwo tancerek i GHB. 

 
Dlaczego seria przygód Pawła Dobrogowskiego zakończy się po trzecim tomie?

- Bo na początku pierwszego i drugiego tomu pojawia się tak zwany flash forward czyli „przebłysk jutra”. Czytelnik ma możliwość podejrzenia fragmentu sceny, która wydarzy się w trzecim tomie. Czy mogę coś dodać? Scena jest krwawa. Więcej nie powiem. Proszę zadzwonić po mojego adwokata. 

Ostatnimi czasy w Polsce zrodziła się moda na ekranizację książek, jak chociażby w przypadku dzieła Jakuba Żulczyka, czy Remigiusza Mroza. Jest jakaś seria pani powieści, którą szczególnie chciałaby pani ujrzeć na ekranie?

- Lubię niegrzecznych chłopców, dlatego najwięcej satysfakcji przyniosłaby mi  możliwość zobaczenia na ekranie kryształowego Drivera, zabawnego Kardasza, szybkiego Wajcherta, zakochanego w swoich rybkach Śledzia, depresyjnego Hubiego i niesamowicie silnej Zochy. Wymyślając bohaterów najpierw podejmuję decyzję, jak będą wyglądać, a dopiero potem na czynniki pierwsze rozkładam ich osobowość, tak by odpowiednio współgrała (lub czasem kontrastowała) z wyglądem. Tak więc posiadam kartoteki wszystkich wymienionych postaci, wraz ze zdjęciami aktorów, których wyglądem się inspirowałam. Znając moje szczęście kilka z tych typów będzie zbieżne z typami reżysera.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA