fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Halowe mistrzostwa Europy. Pojedynek na wysokości

Armand Duplantis
Szwed Armand Duplantis w ubiegłym roku pobił w Toruniu halowy rekord świata w skoku o tyczce. W mistrzostwach Europy atrakcją niedzieli będzie jego rywalizacja z Francuzem Renaud Lavillenie i Piotrem Liskiem
AFP
Startuje najważniejsza lekkoatletyczna impreza przed igrzyskami olimpijskimi w Tokio. Polacy powinni błyszczeć, jeśli nie przeszkodzi im koronawirus.

Biało-Czerwoni podczas dwóch ostatnich edycji imprezy wygrywali klasyfikacją medalową. Justyna Święty-Ersetic (400 m), Adam Kszczot (800 m), Marcin Lewandowski (1500 m), Michał Haratyk (pchnięcie kulą) czy Piotr Lisek (skok o tyczce) – ograniczając się tylko do zawodników startujących w hali – są dziś nie tylko rozpoznawalnymi markami, ale także polisą na medale.

Liderów atakują młodzi. Nową perłą w sztafecie 4x400 m trenera Aleksandra Matusińskiego może zostać wciąż niepełnoletnia Kornelia Lesiewicz, Michał Rozmys pokonał podczas mistrzostw Polski Lewandowskiego, a Patryk Dobek wygrał z Kszczotem. Jednak w Toruniu miejsc na podium będziemy oczekiwać przede wszystkim od tych, którzy znają już smak medali.

Swoboda czeka

Zaczęło się źle, bo tuż przed mistrzostwami palec u stopy złamał kulomiot Konrad Bukowiecki, a pozytywny wynik testu na koronawirusa miała sprinterka Ewa Swoboda. Choroba prawdopodobnie dopadła ją w Spale – ostatnio przebywała tam większość kadrowiczów – a pacjentką „zero" była zawodniczka, która przygotowywała się w COS-ie do sezonu letniego.

23-latka z Żor miała bronić tytułu mistrzyni Europy z Glasgow. Była faworytką, bo tej zimy szybciej od niej biegała na kontynencie tylko Brytyjka Dina Asher-Smith, która przygotowuje się do igrzysk w Tokio i zakończyła już starty pod dachem. Losy Swobody rozstrzygną się w czwartek, kiedy dostanie wyniki kolejnego testu.

Kopalnią medali mogą być dla naszej kadry biegi na średnich dystansach. Kszczot w halowych mistrzostwach Europy zdobył już trzy złote medale – więcej wśród Polaków mają tylko Henryk Szordykowski i Marian Woronin. – Tej zimy padają niesamowite wyniki. Nie będzie więc łatwo, co nie znaczy, że nie będę próbował – mówi polski biegacz.

Lewandowski w Toruniu spróbuje nie tylko obronić tytuł na 1500 m, ale także zdobyć medal na dwukrotnie dłuższym dystansie. W obu przypadkach oznacza to rywalizację z cudownym dzieckiem norweskiej lekkiej atletyki, 20-letnim Jakobem Ingebrigtsenem, który już dwa lata temu zdobył srebro i złoto.

– Może jestem coraz starszy, ale też coraz bardziej chcę. Wszystko idzie świetnie i choć wiem, że przede mną duże wyzwanie, to nie zamierzam się przejmować tym, co mówią inni. To mnie powinni bać się rywale, a nie odwrotnie – mówi Lewandowski, czyli stary lis, który na bieżni musi sobie radzić z watahą młodych wilków.

Wysoką formę odzyskała Joanna Jóźwik (800 m), którą po piątym miejscu na igrzyskach w Rio rozłożyły kontuzje. 30-latce dobrze zrobiły treningi z Jakubem Ogonowskim. – Jestem szybka oraz dynamiczna, luźniej mi się biega i oddycha. Stać mnie na czasy poniżej dwóch minut, a trenuję przecież po to, żeby zdobywać medale – zapewnia w rozmowie „Rz".

Licencja na latanie

Detronizacja grozi polskiej sztafecie 4x400 m, bo w Toruniu zabraknie Igi Baumgart-Witan, Patrycji Wyciszkiewicz-Zawadzkiej i Anny Kiełbasińskiej. Nową nadzieją Matusińskiego jest Lesiewicz, która jeszcze niedawno jako 14-latka kibicowała koleżankom z trybun Stadionu Olimpijskiego w Londynie. – Jeśli dostanie szansę, na pewno ją wykorzysta – przekonuje jej trener Sebastian Papuga.

Polki dwie ostatnie edycje mistrzostw Europy kończyły ze złotymi medalami, a w Glasgow były dekorowane podczas bankietu zamykającego imprezę. Teraz zamach na mistrzynie szykują Holenderki, które robią błyskawiczne postępy pod okiem trenera Laurenta Meuwly'ego. Jego podopieczne Femke Bol i Lieke Klaver są liderkami europejskich list.

– Mamy bardzo mocną grupę treningową, wewnątrz której się motywujemy. Kocham biegi sztafetowe i myślę, że w Toruniu będziemy naprawdę mocne – zapowiada Bol w rozmowie z „Rz". – Jestem realistką, więc uważam, że tej zimy na Femke nie będzie mocnych. Moim zdaniem w biegu indywidualnym pozostanie niezagrożona – przyznaje Justyna Święty-Ersetic.

Szlagierem toruńskiej imprezy będzie pojedynek na wysokości. Rywalizacja tyczkarzy otworzy ostatnią, niedzielną sesję mistrzostw Europy i niewykluczone, że zawodnicy wciąż będą fruwali pod dachem, kiedy inne konkurencje już się zakończą. Do walki o złoto staną ludzie z licencją na latanie – Szwed Armand Duplantis oraz Francuz Renaud Lavillenie.

Pierwszy poprzedniej zimy dwa razy bił najlepszy wynik w dziejach konkurencji i rozpalił wyobraźnię tych, którzy po abdykacji Usaina Bolta wypatrują nowej gwiazdy królowej sportu. Drugi jest starym mistrzem, ale w roku olimpijskim zebrał się na ostatni zryw i lata jak za najlepszych lat.

Lavillenie kilka dni temu oddał swój najlepszy skok (6,06 m) od pobicia rekordu świata Siergieja Bubki w 2014 roku, a później został pierwszym tyczkarzem, który zaatakował poprzeczkę zawieszoną na wysokości 6,20 m.

Duplantis jest liderem światowych list (6,10 m) i zapowiada, że gdy już zapewni sobie wygraną, to powalczy o poprawienie rekordu globu.

Piotr Lisek nigdy nie skakał tak wysoko jak ci dwaj. Może dlatego, że jako góra mięśni jest na tle rywali jak Guliwer w krainie liliputów. Szwed i Francuz pędzą po rozbiegu niczym sprinterzy (Duplantis przebiegł kiedyś 100 m w 10.57, życiówka Lavillenie w sprincie to 11.04), a później robią z tyczki sprężynę i przelatują nad poprzeczką, jakby dla sportu się urodzili.

Toruń odwiedzi dziewięciu liderów światowych list, a organizatorzy chwalą się, że w zawodach weźmie udział rekordowa liczba 733 sportowców z 47 krajów. Nie będzie Rosjan, bo światowa federacja World Athletics wciąż nie wznowiła programu ANA, pozwalającego tamtejszym sportowcom startować w międzynarodowych zawodach jako atleci neutralni.

Koronawirus przestraszył Norwega Karstena Warholma (400 m), kontuzja zatrzymała Serbkę Ivanę Spanović (skok w dal), a spokojne przygotowania do igrzysk wybrali brytyjscy biegacze: Jemma Reekie, Laura Muir i Elliot Giles. Ten ostatni zrezygnował, choć podczas toruńskiego Copernicus Cup osiągnął na 800 m drugi wynik w dziejach konkurencji (1:43.63).

Cudowne buty

Giles prawdopodobnie nie miałby szans na taki wynik, gdyby nie przygotowane przez Nike buty z cienkiego i elastycznego materiału Pebax. Specjalista od biomechaniki Geoff Burns wyjaśnia, że mogą dać one 1–1,5 proc. przewagi. To różnica, która w finale wielkiej imprezy dzieli pierwsze i ostatnie miejsce.

Wyścig technologiczny najpierw odmienił biegi uliczne, a teraz może przynieść poprawę wyników w hali i na stadionie. Nie brakuje głosów, że to rewolucja na miarę wynalezienia tartanu. Dziennikarze „L'Equipe" policzyli, że tej zimy na dystansach od 400 do 3000 m padło osiem wyników, które należą do pięciu najlepszych w dziejach konkurencji.

Ten, kto nie ma cudownych butów, biega dziś w innej lidze. Nie wiadomo, jak obuwnicza rewolucja wpłynie na starty Polaków, ale powodów do obaw raczej nie ma, bo właściwie wszyscy kadrowicze chwalą się kontraktami z liderami rynku, a twarzami Nike są między innymi Jóźwik oraz Kszczot.

Branżowy serwis „Athletics Weekly" wróży naszej kadrze w Toruniu aż 12 miejsc na podium, czyli medalowe żniwa. Sukcesem nie możemy się jednak zachłysnąć, bo halowe mistrzostwa Europy to tylko przystanek w drodze do celu, jakim są igrzyska, gdzie o medale będzie znacznie trudniej.

Terminarz finałów – polskie atrakcje

Piątek
20.35: pchnięcie kulą (M – M. Haratyk)
21.35: 1500 m (M – M. Lewandowski)

Sobota
20.25: 400 m (K – J. Święty-Ersetic)
20.58: 60 m (M – R. Olszewski)

Niedziela
17.05: skok o tyczce (M – P. Lisek)
17.52: 3000 m (M – M. Lewandowski)
18.13: 800 m (K – J. Jóźwik, A. Cichocka)
18.25: 800 m (M – A. Kszczot)
18.46: 60 m (K)
18.57: 4x400 m (K)
19.10: 4x400 m (M)

Transmisje w TVP 2 i TVP Sport

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA