fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Lekarzy medycyny ratunkowej jest za mało

Fotorzepa/Kuba Krzysiak
Lekarzy medycyny ratunkowej jest za mało, bo ministerstwo wypycha ich z karetek – mówią specjaliści. I krytykują zmiany w ratownictwie medycznym.

System rendez-vous ma zastąpić lekarzy w karetkach. O co chodzi? Zespół podstawowy karetki („P") złożony z ratowników w określonych okolicznościach mógłby wezwać zespół „S" z lekarzem i pielęgniarką. Taką propozycję zgłosił wiceminister zdrowia Marek Tombarkiewicz. Ma to być alternatywa dla całkowitego wycofania lekarzy z karetek. Propozycja jest odpowiedzią na głosy lekarzy, którzy nie zgadzają się na całkowite wycofywanie zespołów specjalistycznych.

Takie rozwiązanie przewiduje nowelizacja ustawy o państwowym ratownictwie medycznym. Wczoraj w Sejmie minister wyjaśniał, że rezygnację z zespołów „S" zaplanowano na 2020 r., a stosunkowo długie vacatio legis pozwoli dostosować wykształcenie ratowników.

Zdaniem prof. Juliusz Jakubaszki, szefa Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej, system rendez-vous stosuje się w krajach, w których nie ma medycyny ratunkowej.

– Funkcjonował wiele lat temu w Niemczech, zanim wprowadzono tę specjalizację. Tymczasem w Polsce działa ona wiele lat – mówi prof. Jakubaszko. I dodaje, że nie ma sensu zastępować światowych standardów przestarzałymi rozwiązaniami. Jego zdaniem takie pomysły są niezgodne z dyrektywą UE, a plany zastąpienia lekarzy ratownikami „wyprowadzają Polskę na peryferie cywilizowanego systemu ochrony zdrowia".

– Rezygnujemy z zespołów specjalistycznych, bo zmniejsza się liczba specjalistów medycyny ratunkowej. Liczba zespołów „S" w ciągu ostatnich lat spadła z 630 do 580 – mówił w Sejmie wiceminister Tombarkiewicz.

Profesor Jakubaszko ripostuje, że liczba lekarzy medycyny ratunkowej spada, bo od 2012 r. ministerstwo systematycznie rezygnuje z zespołów specjalistycznych i obniża wymagania.

– Dziś w polskiej karetce może jeździć lekarz rodzinny, bez wiedzy i przygotowania specjalisty medycyny ratunkowej – wysoce zaawansowanej i jednej z trudniejszych specjalizacji, co sprawia, że lekarze porzucają tę specjalizację na rzecz innej albo kończą, by pracować na Zachodzie – mówi prof. Jakubaszko.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: k.kowalska@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA