fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Lojalki lekarzy: szpitalne oddziały zagrożone zamknięciem

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Kilkaset oddziałów szpitalnych trafiło na listę zagrożonych zamknięciem w związku z lojalkami specjalistów.

Dziesięć oddziałów, izba przyjęć, siedem poradni i zakład patologii Centrum Zdrowia Dziecka, 13 oddziałów, w tym szpitalny oddział ratunkowy w Szpitalu Specjalistycznym w Radomiu, a także dwa oddziały w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie – to tylko niektóre z kilkudziesięciu oddziałów w 18 placówkach zgłoszonych jako zagrożone brakiem dostępności do świadczeń medycznych.

Czytaj także: Lojalki lekarzy groźne dla pacjentów

Na Śląsku zagrożonych brakiem lekarzy jest aż 31 placówek, na Podlasiu 17, na Podkarpaciu i Opolszczyźnie – po 14. Niektóre oddziały, jak dolnośląski, wciąż podejmują decyzje w sprawie wpisania szpitali na listę.

Wszystko przez umowy lojalnościowe, które na początku września podpisali lekarze specjaliści. Z przepisów wynika, że jeśli zobowiążą się do dyżurowania tylko w jednym szpitalu publicznym, mogą liczyć na podwyżkę etatu do 6750 zł brutto.

Małe i duże

Choć eksperci przypuszczali, że na lojalki zdecyduje się niewielu lekarzy z tytułem specjalisty, podpisało je 15 585 medyków. Wydawało się, że zaszkodzi to głównie małym placówkom miejskim i powiatowym, w których na dyżurach dorabiali sobie lekarze na co dzień zatrudnieni w dużych ośrodkach wojewódzkich. Przed zagrożeniami związanymi z lojalkami ostrzegały resort zdrowia, Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych i Polska Federacja Szpitali. Okazuje się jednak, że ucierpią również inne placówki – szpitale kliniczne, wojewódzkie i instytuty. Najbardziej lojalki zaszkodziły oddziałom leczącym dzieci. Wśród 127 placówek wymienionych na stronach oddziałów wojewódzkich NFZ jako zagrożone przewijają się oddziały pediatryczne i neonatologiczne. Zgłosiły je m.in. Szpital Specjalistyczny w Kościerzynie na Pomorzu, gdański Copernicus, szpital wojewódzki w Tarnobrzegu i stołeczny Szpital Bielański.

– Pediatria i neonatologia to specjalności deficytowe, w których specjalistę trudno znaleźć nawet za duże pieniądze – mówi Dorota Gałczyńska-Zych, dyrektor Szpitala Bielańskiego, w którym noworodki konsultują specjaliści zatrudnieni na etatach w Centrum Zdrowia Dziecka.

Zdaniem dr Jerzego Gryglewicza z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego przyczyną jest demografia:

– Średni wiek w tej grupie neonatologów i pediatrów przekroczył 58 lat – mówi i przypomina, że minister zdrowia zwiększył nabór na te specjalizacje, zaliczając je do deficytowych. Kłopot w tym, że proces kształcenia specjalistów jest długotrwały i neonatologów wyszkolonych dzięki zwiększeniu miejsc na specjalizacji będzie można zatrudnić dopiero za pięć–sześć lat.

Zgodnie z Centralnym Rejestrem Lekarzy RP prowadzonym przez Naczelną Izbę Lekarską w Polsce jest 1602 neonatologów, z czego zawód wykonuje tylko 1534. Z kolei na 17 088 pediatrów zawód wykonuje 14 965. To wciąż za mało, by zaspokoić potrzeby zdrowotne polskich dzieci.

Liczą na dobrą wolę

Dyrektorzy szpitali zgłaszają zagrożenie brakiem dostępności także w przypadku oddziałów radioterapii. Zgłosił je np. do mazowieckiego oddziału NFZ dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego na Szaserów w Warszawie. Zdaniem dr Gryglewicza w tej dziedzinie również brakuje specjalistów, a liczba radioterapeutów w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców jest na Mazowszu najniższa.

Placówki zagrożone brakiem dostępności nie są jednak całkiem bezbronne. Miejsce na liście opublikowanej przez dyrektora wojewódzkiego oddziału NFZ daje lekarzom z lojalkami prawo do udzielania świadczeń zdrowotnych na ich rzecz. Przy dobrej woli takich specjalistów oddziały zagrożone brakiem dostępności nie pozostaną bez lekarzy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA