Kultura

Reżyser ma dużo z wojownika

Fotorzepa, Zuzanna Szamocka
Kinga Dębska przygodę z filmem zaczynała od dokumentu. Jako reżyser przyznaje, że najlepiej się czuje, kiedy prawda jest punktem wyjścia, a nie dojścia.

Pierwszą, czyli poprzednią edycję festiwalu w Nowym Sączu dyplomatycznie ocenia jako zróżnicowaną.

– Zaskoczeniem był dla mnie fakt, że tak dużo dobrych filmów powstaje poza głównymi szkołami filmowymi – mówi Kinga Dębska. – Decyduje o tym z pewnością dostępność narzędzi, którymi można zrobić krótki film fabularny, oraz wszechobecna potrzeba opowiedzenia historii. Ludzie, którzy funkcjonują w różnych miejscach, chcą opowiedzieć o świecie, który znają, rzeczywistości, która ich otacza. Dla mnie to dużo cenniejsze niż próba opowiadania o realiach, których się nie zna. A to z kolei często pojawia się w etiudach prestiżowych szkół filmowych. My więc nagrodziliśmy film „Redaktor" Pawła Wróbla z wybitną rolą Andrzeja Konopki. Jest w tym jakaś prawda, i ją właśnie doceniliśmy. Myślę po prostu, że trzeba najpierw coś dobrze poznać, by potem próbować o tym opowiadać.

Pytana, czy krótkie fabuły reżyserzy traktują jako rodzaj warsztatu dla swych późniejszych, dłuższych opowieści, Kinga Dębska odpowiada:

– Tak jakoś się złożyło, że ostatnio dość często jestem zapraszana do jury festiwali filmowych, gdzie pokazywane są krótkie filmy, w zeszłym roku w Nowym Sączu i na łódzkim Transatlantyku i w Koszalinie. Pojawiają się na nich twórcy o ciekawym spojrzeniu na rzeczywistość, o których można by myśleć z nadzieją. Niestety, okazuje się, że większość z nich nie robi potem filmów. Dobrze, że formuła festiwalu w Nowym Sączu jest otwarta. Uczestnicy spotykają się z Robertem Glińskim i z nami. Przyjeżdżają całe ekipy i toczą się wielogodzinne rozmowy. Rozmawiamy szczerze nie tylko na temat samych filmów, ale też przyszłości ich autorów, Robert udziela im wielu nie tylko artystycznych, ale i praktycznych, życiowych wskazówek.

Kinga Dębska zwraca uwagę, że młodzi twórcy są w dość trudnym momencie, bo jak pokazuje życie, od ukończenia szkoły do debiutu fabularnego mija zwykle około dziesięciu lat. Trwa to tak długo, bo - jak przyznaje szefowa jury - młodzi ludzie nie są w szkole przygotowywani, by np. umieć zdobyć pieniądze na swoją pełnometrażową produkcję, nie umieją sfinalizować swoich scenariuszy i o nie walczyć.

Festiwal w Nowym Sączu zarówno Kinga Dębska, jak i Robert Gliński traktują jako rodzaj sztafety pokoleń, imprezę, na której oni, reżyserzy różnych pokoleń, już z pewnym dorobkiem, mogą podzielić się własnymi doświadczeniami. Pytana, jakich rad udzieliłaby młodym, odpowiada:

– Żeby robić filmy, trzeba mieć naturę wojownika, ale też dużo delikatności i oczywiście wyobraźni. Do tego dochodzi wiarygodność. Jak powiedziałam, najlepiej  opowiadać o sprawach, na których się znamy, o sprawach, które nas samych bolą. Tak więc namawiam, by nie podejmować tematów modnych czy spektakularnych, ale zająć się tym, co intymne, bardzo ważne osobiście. Można się tym przebić, zwrócić na siebie uwagę. Nie namawiam do fajerwerków, lecz introspektywnego spojrzenia, wniknięcia wewnątrz siebie. Jeśli ktoś chce robić filmy, powinien przede wszystkim zorientować się, czy potrafi opowiadać historie. Po to są m.in. te wszystkie festiwale, żeby się o tym przekonać, bo tego nie da się tak po prostu nauczyć. Albo ktoś ma tę umiejętność prowadzenia narracji, albo nie. A poza tym namawiam wszystkich młodych, żeby nikogo do końca się nie słuchali. Żeby polegali na własnej intuicji, uczyli się na własnych błędach. Potknięcia i błędy robione na początku drogi twórczej są niezwykle inspirujące.

Przyglądając się twórczości młodych, Kinga Dębska zaprzecza, jakoby dało się wyłonić typowo męskie czy kobiece tematy.

– Teraz jest taki czas – mówi reżyserka – że kobiety biorą się do męskich tematów, a mężczyźni do kobiecych. Mówiąc krótko: całkowity gender.

Przewodnicząca jury

Kinga Dębska

- jest absolwentką reżyserii filmowej praskiej FAMU, a wcześniej japonistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Ma na swoim koncie kilkanaście filmów dokumentalnych, ostatnim z nich jest nagrodzona Orłem pełnometrażowa „Aktorka" o Elżbiecie Czyżewskiej. Za swój debiut fabularny „Hel" dostała nagrodę za najlepszy scenariusz na festiwalu Młodzi i Film w Koszalinie. Film „Moje córki krowy" jest jej drugim filmem fabularnym, za który dostała Orła za najlepszy scenariusz, nagrodę publiczności, nagrodę dziennikarzy oraz nagrodę kin studyjnych i lokalnych na 40. Festiwalu Filmowym w Gdyni oraz ponad 20 innych nagród w Polsce i na świecie. „Moje córki krowy" obejrzało w kinach ponad 730 tysięcy widzów. Na premierę czekają jej nowe filmy: „Plan B" i „Zabawa, zabawa".

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL