fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Obraz Polski odbity w filmach na festiwalu Gdynia 2019

Dawid Ogrodnik jako jazzowy pianista Mieczysław Kosz w filmie Macieja Pieprzycy
Mat. Pras.
W pokazywanych na festiwalu filmowych opowieściach o artystach odbija się też obraz Polski.

Z tego filmu widzowie wychodzą w pełnej skupienia ciszy. „Ikar. Historia Mietka Kosza” to opowieść o człowieku, dla którego muzyka oznaczała życie. O niewidomym pianiście pokonującym własne ograniczenia, odbierającym i komentującym świat dzięki dźwiękom. To film o wrażliwości, o prawie do spełniania marzeń. Ale też o potwornej samotności. Bo muzyka pomaga o niej zapomnieć tylko na chwilę. A potem zostaje się w świecie, który innych wypycha na margines.

Jazz Mietka Kosza

Maciej Pieprzyca umie opowiadać o ludziach, którzy mają w sobie siłę, by walczyć o siebie na przekór rzeczywistości i własnym niemożnościom. W „Ikarze” przypomina Mieczysława Kosza, który na przełomie lat 60. i 70. grał na Jazz Jamboree i na jednym z najbardziej prestiżowych festiwali muzycznych Europy, w Montreux.

Kosz był chłopcem z prowincji, który w wieku siedmiu lat zaczął tracić wzrok. Matka oddała go do sióstr w Laskach. Tam zrozumiał, że muzyka jest jego pasją, jego kontaktem ze światem. W jednej ze scen Pieprzyca pokazuje lekcję gry na fortepianie w szkole muzycznej, gdy wspaniała profesorka mówi uczniowi: „Musisz zapomnieć o klawiszach. I grać. To się musi w tobie samo uwolnić. Jak się nie uwolni, będziesz jak wielu dobrych pianistów. Ale jak się uda, będziesz wyjątkowy”.

Udało się. Jazz stał się dla niego wszystkim. Ale po koncercie musiał przecież odejść od fortepianu, a wtedy był wokół szary socjalizm, były interesy innych i bolesna samotność. Są w „Ikarze” sceny, które bolą. Wzruszają. Są pełne prawdy i poezji, bo Pieprzyca zamienia swój film w dzieło sztuki.

Życie rapera

Tomasz Chada – muzyk z zupełnie innej rzeczywistości – jest bohaterem „Procederu” Michała Węgrzyna. I on, i Kosz zginęli podobnie. Kosz nie miał 30 lat, gdy w 1973 r. wypadł z okna, nigdy nie ustalono, czy był to wypadek czy samobójstwo. Chada zmarł w 2018 r., cztery dni po wyskoczeniu z okna. Miał niespełna 40 lat.

– „Chcę mieć życie jak z bajki, własny prywatny Eden, pływać jachtem i nie znać więcej pojęcia debet. Biedę niech klepią inni, nie odpowiadam za nich, mam apetyt, by czerpać z tego życia garściami” – śpiewał ten chłopak z blokowiska, wychowany przez matkę-pielęgniarkę. Węgrzyn zrobił film energetyczny i ostry. Jego bohater pił, ćpał, kradł, trafiał do więzienia, miał porachunki z gangsterami. A jednocześnie marzył. Chciał żyć inaczej. I śpiewał o tym, porywając nie tylko fanów, lecz także muzycznych recenzentów. Ale „Proceder” jest czymś więcej niż biografią rapera.

– To film o polskim społeczeństwie. W jednej ze scen ktoś mówi, że że dożyliśmy czasów, w których ludzie różnych klas spotykają się tylko na terapii i w kostnicy. Kiedyś jeszcze spotykali się w kościele, ale dzisiaj już nie. Pękło nam społeczeństwo i my je tym filmem zszywamy – mówił na konferencji w Gdyni Michał Węgrzyn dodając, że w przeciwieństwie do wielu artystów nie patrzy na świat Chady z góry.

Filmów o dzisiejszej pękniętej Polsce jest w festiwalowym konkursie niemało. „Boże Ciało” Jana Komasy, które przyjechało do Gdyni po sukcesach w Wenecji i Toronto. Ta historia chłopaka z poprawczaka, który na prowincji udaje księdza, staje się tu diagnozą kondycji naszego społeczeństwa.

Mocnym głosem o polskich fobiach i nietolerancji, o narastaniu ruchów nacjonalistycznych jest „Mowa ptaków” Xawerego Żuławskiego, nakręcona na podstawie proroczego scenariusza jego ojca – Andrzeja Żuławskiego. O tych filmach mówi się od wielu tygodni, wkrótce wejdą do kin.

Jeden dzień życia

W Gdyni odbyła się też premiera „Interioru” Marka Lechkiego, opowieści o dwojgu ludziach, których los zazębia się nieznacznie i tylko na małą chwilę. A jednak łączy ich to samo zagubienie w życiu.

Maciek został oszukany przez pracodawcę, nie ma jak spłacić kredytu, nie wie, jak żyć, i na chwilę wraca w rodzinne strony. Magda, którą spotyka na rynku, ma rodzinę, stabilną pracę w urzędzie miasta, szansę na awans. Ale jej świat załamuje się, gdy w czasie wizyty zagranicznej delegacji do szpitala trafia jej córka. Oboje, choć tak bardzo różni, muszą zadać sobie to samo pytanie: o sens życia, jakie prowadzą.

Przeżyją (każde z nich osobno) dzień, który zmieni ich nastawienie do świata. Tylko czy naprawdę są w stanie żyć inaczej? Mijając się na ulicy, spojrzą na siebie, wyczują ten sam lęk, te same niespełnienia i pytania. I tyle. Nic więcej. „Interioru” nie trzeba analizować. Lepiej go przetrawić w sobie, przeżyć. Może i my mogliśmy się znaleźć obok Magdy i Maćka na tym zamglonym rynku? Takie filmy – inteligentne, a jednocześnie pełne wrażliwości i wymagające wrażliwości od widza – robią w Gdyni duże wrażenie.

Inny obraz o współczesnej Polsce – political fiction „Solid Gold” Jacka Bromskiego – został dzień przed jego pokazami wycofany z konkursu. Wywołało to skandal. W kuluarach festiwalowych mówi się wręcz o powrocie cenzury.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA