fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Skarżyński: rodakom na Wschodzie należy się zadośćuczynienie

Czesław i Aneta Skarżyńscy oraz Krzysztof Konstanty Radziwiłł podczas obchodów 71. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, Muzeum Powstania Warszawskiego, 30.07.2015 r.
Archiwum
Nie można traktować osób pochodzenia polskiego jako cudzoziemców – mówi „Rzeczpospolitej” prezes Fundacji Solidarność-Wschód Czesław Skarżyński.

Rzeczpospolita: Do Sejmu trafił poselski projekt nowelizacji ustawy o Karcie Polaka dzięki czemu osoby polskiego pochodzenia po roku nieprzerwanego pobytu w Polsce będą mogli uzyskać obywatelstwo. Mają otrzymać także wsparcie finansowe. Czy jest Pan usatysfakcjonowany tymi zmianami?

Czesław Skarżyński: Jestem usatysfakcjonowany tym, że coś ruszyło. Jest to zdecydowanie krok do przodu, który bardzo popieramy. Czuje jednak pewien dyskomfort, ponieważ jest to wciąż rozwiązanie niepełne i nie rozwiązuje całości problemu. Od dwudziestu lat czekamy na rozwiązanie tego problemu i nigdy to nie dochodziło do skutku. Zobaczymy co będzie tym razem, ważne by jak najszybciej ustawa została uchwalona. W tym zakresie obowiązuje ustawa o Karcie Polaka, ustawa o repatriacji oraz ustawa o obywatelstwie polskim. Są pomiędzy nimi niespójności w wielu kwestiach. Przede wszystkim ustawa o Karcie Polaka nie obejmuje wszystkich osób pochodzenia polskiego na Wschodzie. Z kolei ustawa o repatriacji jest martwą ustawą, ponieważ obowiązek zapewnienia wsparcia socjalnego dla repatriantów wciąż leży na gminach, a nie na budżecie państwa. Problemem jest również to, że ustawodawca do dziś nie sprecyzował wyraźnie, kim jest osoba pochodzenia polskiego. Nie może być tak, by osoba polskiego pochodzenia była traktowana tak samo jak każdy inny cudzoziemiec w drodze nadania obywatelstwa. Tu chodzi o odzyskanie obywatelstwa przez ludzi, którzy znaleźli się po za granicami kraju nie z własnej woli.

Starał się Pan nie o nadanie, tylko o odzyskanie obywatelstwa polskiego. Jak kręta była ta droga?

Droga do odzyskania obywatelstwa zajęła mi osiem lat. Przeszedłem wszystkie szczeble od wojewody, Ministra Spraw Wewnętrznych, sądu administracyjnego, a nawet występowałem przed Trybunałem Konstytucyjnym. W konsekwencji zostałem uznany za obywatela polskiego jako osoba polskiego pochodzenia. Odbyło się to na podstawie zasady „prawa krwi". Pozostała gorycz i ciężar tych lat. Zdobyłem jednak doświadczenie w tym zakresie, poznałem dużo dobrych ludzi i teraz znam jak niełatwa jest droga powrotu do macierzy.

Jak dużo osób pochodzenia polskiego pozostało za wschodnią granicą?

Według różnych szacunków na Wschodzie pozostaje około 3,5 mln Polaków. Przede wszystkim chodzi o Białoruś i Ukrainę, gdzie mieszka najwięcej naszych rodaków. Większość rodzin jest mieszanych, polsko-białoruskich lub polsko-ukraińskich. Czymś innym jest jednak liczba ludzi potencjalnie dążących do odzyskania obywatelstwa i przesiedlenia się do Polski.

Ile według Pana może być chętnych?

Od kilkuset do pół miliona ludzi. Dochodzą do mnie takie bezpodstawne głosy, że ci ludzie przyjadą do Polski, otrzymają paszporty i wyjadą do Niemiec. A nawet gdyby wyjechali, to co z tego? Z punktu widzenia moralnego, należy im się zadośćuczynienie. Mają prawo do tego by polepszyć swój stan bytu i zobaczyć inny świat. Polska jest wolnym krajem i każdy ma prawo decydować o swoim losie.

Pochodzi Pan z Grodzieńszczyzny. Jak potoczyły się losy Pana rodziny po 1939 roku?

Mój dziadek Stanisław Skarżyński był osadnikiem wojskowym. Uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej i został kawalerem Orderu Virtuti Militari. Później był dowódcą ochotniczego zgrupowania wojskowego. To on podpalił pierwszy czołg radziecki kiedy sowieci wkroczyli do Grodna. Dwa dni później został rozstrzelany przez funkcjonariuszy NKWD. Jego mogiła do 1992 roku znajdowała się w lesie. Po zmianach ustrojowych na Białorusi za czasów Szuszkiewicza (pierwszy przywódca niepodległej Białorusi - red.) grób został przeniesiony na cmentarz katolicki. Po powrotu z Kazachstanu moja babcia już nie zdecydowała wyjechać z Grodzieńszczyzny. Urodziłem się już na Białorusi w 1956. Przez trzydzieści lat mieszkałem w Mińsku, kończyłem tam studia i działałem w Związku Polaków. Kiedy na Białorusi władzę objął Aleksandr Łukaszenko, sytuacja polityczna w kraju radykalnie się pogorszyła i wtedy postanowiłem powrócić do macierzy.

Czy po wyjeździe setek tysięcy Polaków z Białorusi i Ukrainy polskość ma szansę na przetrwanie w tych regionach?

Czy każdy cel usprawiedliwia środki? Czy państwo polskie ma na siłę zamykać powrót do macierzy swoim rodakom jedynie po to by oni byli strażnikami polskości de facto na terenie innego państwa? Czy to nie jest zbyt wysoka cena? Granice zostały już ustalone i chyba nikt nie myśli o ich zmianie.

Białoruskie prawo nie uznaje podwójnego obywatelstwa, reakcja prezydenta Łukaszenki na otrzymanie polskich paszportów przez tysięcy obywateli Białorusi jest nieprzewidywalna. Osoby te mogą zostać pozbawione wszelkich praw, a przecież posiadają tam majątki. Czy państwo polskie może zabezpieczyć przed tym swoich rodaków?

Według białoruskiego prawa są przypadki kiedy takie podwójne obywatelstwo jest tolerowane. Jednak decyzje tę podejmują białoruskie władze. Kiedyś Łukaszenko powiedział, że na Białorusi nie ma Polaków, tylko są jego obywatele. Po wprowadzeniu Karty Polaka na Białorusi wielu naszych rodaków spotkało się z represjami, zostali pozbawieni pracy. Zakładam, że podobnie białoruski prezydent zareaguje na nowelizacje ustawy o Karcie Polaka. W tej sytuacji warto się zastanowić nad podpisaniem z białoruską stroną odpowiedniej umowy bilateralnej, która by przewidywała różnego rodzaju sytuacje. Taką umowę warto by było podpisać również z Ukrainą. Nie zapominajmy jednak, że na Białorusi panuje dyktatura której działania nie są przewidywalne.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA