fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konsumenci

Prawo wodne: każdy Polak dopłaci rocznie 100 zł za wodę

Fotolia.com
Sejm ma jednak uchwalić nowe przepisy, które dotkną 225 tys. posiadaczy zezwoleń np. na pobór wód powierzchniowych i podziemnych.

Projekt ustawy – Prawo wodne znalazł się ponownie w porządku obrad, tym razem 46. posiedzenia Sejmu. Podczas poprzedniego został wycofany. Premier Beata Szydło powiedziała, że „zgłoszono dużo wątpliwości". Okazało się, że dla PiS były one nieistotne.

Ustawa to rewolucja w zarządzaniu wodą i inwestycjami wodnymi. Zakłada powołanie nowej centralnej instytucji – Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. Ma ona odpowiadać za wszystko: ochronę przeciwpowodziową, przed suszą, a także za wydawanie pozwoleń wodnoprawnych. Do tej pory wydawali je, na mocy zadania zleconego przez rząd, marszałkowie i starostowie. Wody Polskie będą też odpowiedzialne za pobór opłat za wodę, ścieki i wodę deszczową. Diametralnie zmienia się system opłat za wodę, co oznacza, że wszyscy zapłacimy więcej. Likwiduje bowiem wiele zwolnień z opłat za korzystanie z wody.

Kościół nie musi

Oficjalnie celem ustawy była konieczność implementacji dyrektywy wodnej UE. Termin minął w końcu czerwca 2017 r. i Komisja Europejska zagroziła Polsce zawieszeniem refundacji środków z tej dziedziny w wysokości 3,5 mld euro. Implementację wykorzystano jednak do wprowadzenia drastycznych opłat za wodę. Przy okazji wprowadzono też nową, tzw. stałą opłatę za pobór wody i odprowadzanie ścieków do wód lub ziemi. O jej wysokości zdecyduje prezes Wód Polskich.

Według Izby Gospodarczej Wodociągów Polskich dla trzyosobowej rodziny oznaczać to może, poza podwyżką cen wody, dodatkową opłatę w wysokości 20 zł rocznie.

Opłatami objęto nie tylko mieszkańców korzystających z wody do celów domowych, ale też rolników, branżę energetyczną, hodowców ryb czy producentów piwa, napojów i soków. Opłaty będą też wnosić gospodarze wód za użytkowanie gruntów pokrytych wodami i wykorzystywanych do celów turystycznych. Z kolei tzw. podatek od deszczu zapłacą właściciele nieruchomości o powierzchni ponad 3500 mkw. oraz ci, którzy zabudowali swą działkę w co najmniej 70 proc. powierzchni, a w okolicy brakuje kanalizacji deszczowej. Ta opłata dotyczy też budynków mieszkaniowych, biurowców, centrów handlowych, a co za tym idzie – przeniesiona zostanie na konsumentów. Uprzywilejowane zostały kościoły i związki wyznaniowe – ich opłata nie obejmuje.

40 groszy za metr

Podstawowa opłata zbiorowego zaopatrzenia ludności w wodę przez gminy wyniesie od 0,15 zł do 0,40 zł za 1 mkw. w zależności od rodzaju wód i stopnia jej poboru. Minister środowiska Jan Szyszko obiecuje, że nie będzie skokowej podwyżki opłat za pobór wody i odprowadzanie ścieków dla mieszkańców. Zostanie wprowadzona w 2019 r. i może być rozłożona na kilka lat. W ustawie jednak są maksymalne stawki opłat, co sugeruje, iż chodzi o dużą podwyżkę.

– Wyliczono, że koszt dla obywateli wprowadzenia ustawy tylko w pierwszym roku obowiązywania to 3,6 mld zł, a w drugim – 4,3 mld zł. To oznacza od 96 do 115 zł na każdego Polaka rocznie – stwierdził Marek Sowa, poseł Niezależnej.

Związek Miast Polskich uważa że, „tak poważne konsekwencje gospodarcze, które nie są wynikiem zjawisk czy procesów ekonomicznych, ale arbitralnych decyzji politycznych, wydają się pozbawione racjonalnego uzasadnienia".

Jan Szyszko tłumaczył, iż wysokie opłaty mają sfinansować inwestycje wodne, bo ich stan jest tragiczny. Nie wyjaśnił jednak, czemu brakuje na nie środków z budżetu państwa, choć sytuacja finansowa jest dobra i nie ma potrzeby sięgania do kieszeni obywateli.

Nie wiadomo też, dlaczego pozbawiono samorządy wojewódzkie i powiatowe dochodów np. z wydawania pozwoleń wodnoprawnych. Rocznie podejmowano ok. 28 tys. decyzji wodnoprawnych. Z tytułu samych opłat skarbowych samorządy zarabiały ok. 6 mln zł od ponad 200 tys. zainteresowanych podmiotów. Nic dziwnego, że samorządy, uznając, że ustawa jest antysamorządowa, protestowały przeciwko niej.

Ponadto ich zdaniem zmiana podmiotu wydającego pozwolenia wodnoprawne będzie niekorzystna dla ubiegających się o dokument. A to dlatego, że postępowanie przed PGW Wody Polskie ma być prowadzone w trybie kodeksu postępowania administracyjnego, ale tylko w jednej instancji. Samorządy sprzeciwiały się przeniesieniu na PGW Wody Polskie prawa do wydawania pozwoleń wodnoprawnych, bo to oznacza także odebranie samorządom kompetencji, zadań i dochodów. To musi się wiązać z koniecznością zwalniania pracowników, którzy np. w powiatach zajmują się wydawaniem pozwoleń. Przy czym koszty tych zwolnień rząd łaskawie zostawił do pokrycia samorządom.

Olgierd Geblewicz - marszałek zachodniopomorski

Nie jestem entuzjastą reformy wodnej. Pomysł, aby budować państwowego molocha w postaci Wód Polskich, prowadzi do nieefektywności i drożyzny. Marszałkowie i starostowie wydawali pozwolenia wodnoprawne na zasadzie zadania zleconego. Nic nie stało na przeszkodzie, abyśmy nadal go wykonywali, być może we współpracy z gminami. Do wielu wodnych inwestycji dopłacaliśmy. Scentralizowane zadanie kosztuje znacznie więcej, a zapłacą za to wszyscy mieszkańcy. Kryjąc się za koniecznością implementacji dyrektywy unijnej, wybrano najdroższe rozwiązanie tylko po to, aby ziścił się sen o władzy.

etap legislacyjny: trzecie czytanie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA