fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikty zbrojne

Erdogan w akcji na Kaukazie

AFP
Nowym elementem starego konfliktu o Górski Karabach jest zdecydowanie mocne wsparcie Baku przez Ankarę.

Jeśli Azerbejdżan zechce rozwiązać ten problem na polu walki, będziemy go wspierać wszystkimi możliwymi środkami. Zrobimy wszystko, co konieczne, jeśli Azerbejdżan zażąda. Turcja i Azerbejdżan to dwa państwa, ale jeden naród, oświadczył w środę rządowej agencji Anadolu szef tureckiej dyplomacji.

Odnosząc się do opinii kandydata na prezydenta USA Joe Bidena i prezydenta Francji Emmanuela Macrona wzywających Ankarę do nieangażowania się w konflikt, minister odpowiedział jasno: Zamiast mówić „Turcja powinna się wycofać", powinni powiedzieć „Armenia powinna się wycofać z okupowanych ziem".

Te słowa nie pozostawiają wątpliwości co do aktywnej roli, jaką zamierza odegrać Turcja w konflikcie na Kaukazie. Jest w gruncie rzeczy uzupełnieniem doktryny prezydenta Erdogana mającej na celu umocnienie pozycji jego kraju jako mocarstwa regionalnego. Świadczy o tym zaangażowanie Turcji na Bliskim Wschodzie, Afryce Północnej i wschodnich regionach Morza Śródziemnego. Doktryna Erdogana wpisuje się także doskonale w strategię prezydenta dążącego do uzyskania pozycji obrońcy islamu na świecie, o czym pisał niedawno „The Economist". W końcu wojna o Górski Karabach jest także konfrontacją chrześcijańskiej Armenii z muzułmańskim Azerbejdżanem. Do tego dochodzi sprawa rzezi Ormian przez armię turecką przed ponad wiekiem, co do dzisiaj komplikuje niezmiernie wzajemne relacje obu krajów.

Jakie jest faktyczne zaangażowanie Turcji w konflikt, do końca nie wiadomo. Już latem tego roku, wkrótce po wybuchu pierwszych starć na linii granicznej, Turcja wysłała 11 tys. żołnierzy do Azerbejdżanu na wspólne ćwiczenia. Według niepotwierdzonych informacji jedna z tureckich firm ochroniarskich rekrutuje najemników w Syrii, którzy mieliby zostać przetransportowani do Azerbejdżanu. Armenia oskarża także Ankarę o zestrzelenie przez F-16 jej samolotu Su -25, co miałoby być dowodem bezpośredniego uczestnictwa Turcji w wojnie. Zarówno Baku, jak i Ankara zaprzeczają.

Oba kraje łączą nie tylko więzi etniczne i językowe, ale także silne powiązania gospodarcze jak np. ropociąg Baku–Tbilisi–Ceyhan czy rurociąg TANAP transportujący gaz z Baku przez Anatolię docelowo także do Europy.

W obliczu narastającego konfliktu na Kaukazie prezydent Erdogan zrobił krok wstecz w konfrontacji z Grecją, grożącą wybuchem zbrojnego starcia na Morzu Śródziemnym. Turecki statek poszukujący złóż gazu wycofał się z wód leżących w greckiej strefie ekonomicznej. Obie strony zamierzają rozpocząć rozmowy w Stambule na temat dostępu do węglowodorów na interesujących Turcję obszarach. Ankara ustąpiła w sytuacji, gdy UE okazała właściwie bezgraniczną solidarność Grecji. Po jej stronie stanęła także administracja waszyngtońska. Pojawiły się nawet informacje, że USA zrezygnują z bazy lotniczej w tureckim Incilrik i przeniosą się do Grecji i na Cypr. Byłby to wielki cios dla Erdogana. W obecnej sytuacji międzynarodowej wzmacnia ona negatywne skutki spadku aktywności gospodarczej w czasie epidemii koronawirusa. Kurs liry obniżył się we wtorek przejściowo do rekordowego poziomu 9,1 liry za dolara.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA