Konflikt na Ukrainie

Dziwny most połączył Rosję z Półwyspem Krymskim

Szofer amator ciężarówki Władimir Putin po dojechaniu na Krym
AFP
Prezydent Władimir Putin przejechał po nowym moście na czele kolumny ciężarówek z Kubania, choć samochodom ciężarowym nie wolno na niego wjeżdżać.

– Super! – zawołał, gdy dojechał na Krym i wysiadł z kabiny ciężarówki, którą sam prowadził. Za nim jechało 35 podobnych wozów, choć w środę od rana na most będą mogły wjechać tylko samochody osobowe.

Po dwóch latach budowy i wydaniu 7 miliardów dolarów brak jest dróg dojazdowych do mostu. Dlatego transport towarów na półwysep zamiast ciężarówkami nadal będzie odbywał się promem położonym kilkanaście kilometrów na północ. Promy często nie mogą wypłynąć z powodu ciężkich warunków atmosferycznych i na dojazdach do przeprawy tworzą się kilkudziesięciokilometrowe korki.

Ale prezydentowi i tak się podobało. – Dalej będziemy pracować nad podobnymi projektami w całym kraju. Właśnie w całym kraju! Będziemy budować nowe drogi, nowe mosty, lotniska i porty – zapowiedział na mityngu z robotnika budującymi most.

Okazał się on nie tylko najdłuższy obecnie w Europie, ale i najdroższy na świecie. Najdłuższą taką przeprawą jest chiński Wielki Most Danyang-Kunshan prowadzący nad rozległą deltą rzeki Jangcy i mający prawie 165 kilometrów długości. Jak podały moskiewskie „Ekonomiczeskije Izwiestia", metr chińskiego mostu kosztował 8,8 tys. dolarów, a rosyjskiego – 200 tys. dolarów.

Rosyjski budżet nie szczędził jednak pieniędzy, głównym wykonawcą była firma należąca do Arkadija Rotenberga – przyjaciela prezydenta z czasów dzieciństwa i partnera z klubu dżudo. Po rozpoczęciu budowy zarówno koncern Rotenberga, jak i sześć innych rosyjskich firm zostało objętych amerykańskimi sankcjami – właśnie za budowę, która narusza integralność terytorialną Ukrainy. Jednak mimo amerykańskich i unijnych sankcji wiele zachodnich firm uczestniczyło w inwestycji, wśród nich Exxon Mobile czy niemieckie koncerny Stetter i Heidelberg Cement. W Holandii prowadzone jest dochodzenie przeciwko kilku miejscowym biznesmenom, którzy dostarczyli specjalistyczny sprzęt na budowę.

Pierwszy most przez Cieśninę Kerczeńską – z Krymu na Kubań – zbudowali zresztą Niemcy. W czasie wojny, w 1942 roku powstała tam tymczasowa przeprawa. Planowano zbudowanie stałego mostu, zgromadzono nawet materiały na obu brzegach, ale wszystko – łącznie z Krymem – w 1944 roku zdobyła Armia Czerwona. Ona też ze zgromadzonych materiałów zbudowała most, tyle że nie dotrwał on nawet do końca wojny i zawalił się w lutym 1945 roku.

Za prezydentury Wiktora Janukowycza na Ukrainie Kijów i Moskwa wróciły do idei budowy mostu i w 2010 roku podpisano porozumienie międzypaństwowe. Ale do chwili obalenia Janukowycza budowa nie ruszyła. Sprawa wróciła, gdy Rosja zdobyła Krym wiosną 2014 roku i okazało się, że nie ma jak dostarczać na półwysep ogromnej ilości sprzętu potrzebnego rosyjskiemu zgrupowaniu wojskowemu tworzonemu na Krymie.

Po oficjalnym otwarciu mostu we wtorek rosyjscy wojskowi nieoficjalnie jednak stwierdzali, że wcale nie został on zbudowany dla nich – jest za duży na potrzeby armii. Ale mimo to do jego ochrony wydzielono specjalną brygadę Gwardii Narodowej, wyposażoną w pojazdy opancerzone, kutry patrolowe, specjalną sieć podwodnych mikrofonów (przeciw dywersantom). Część ekspertów wojskowych sugeruje, że sformowano również specjalną jednostkę obrony przeciwlotniczej wyposażoną w rakiety „Buk" (taką w lipcu 2014 roku Rosjanie zestrzelili malezyjski pasażerski samolot nad Donbasem).

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL