fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt izraelsko-palestyński

Były szef Mosadu: Nie krytykuję Polski, rozumiem jej stanowisko

Najwcześniej w lipcu się okaże, jaką decyzję w sprawie Zachodniego Brzegu podejmie nowy izraelski rząd. Jego szefem jest od 17 maja Beniamin Netanjahu (z lewej), za półtora roku ma go zastąpić Benny Ganc (z prawej)
AFP
Nie krytykuję Polski. Rozumiem jej stanowisko w sprawie Zachodniego Brzegu Jordanu – podkreśla Efraim Halevy, były szef Mosadu i eksambasador Izraela przy UE.

Zapowiada się, że Izrael anektuje Zachodni Brzeg Jordanu (terytorium, które wraz ze Strefą Gazy ma być państwem palestyńskim). Jaka byłaby reakcja świata na takie posunięcie?

Przede wszystkim tu nie chodzi o cały Zachodni Brzeg, ale wyłącznie o osady, czy teraz to już raczej miasta, żydowskich osadników. O to, by przeszły pod suwerenność Izraela. To nie byłaby aneksja całego Zachodniego Brzegu. Nie mówię, czy to dobre czy złe. Precyzuję.

Tak czy owak chodzi o aneksję części terytorium, które większość świata postrzega jako nieizraelskie.

Owszem. Są zresztą na ten temat poważne podziały w samym Izraelu, nawet partner koalicyjny Likudu, partia Benny'ego Ganca, mówi, że chciałby to zrobić po konsultacji z państwami arabskimi, szczególnie tymi, z którymi mamy porozumienia pokojowe, Jordanią i Egiptem. Chce też rozmawiać z Autonomią Palestyńską. Jak to będzie ostatecznie wyglądało, nie wiem. Zgodnie z umową koalicyjną Ganc nie ma weta w takich sprawach. Dużo zależy od stanowiska USA. Powiedziały, że to wewnętrzna decyzja Izraela, co oznacza, że one nie są w nią zaangażowane. Jak to rozumieć? Czy uważają, że to nie może być zrobione bez wspomnianych konsultacji? Czy też ich zdaniem premier Netanjahu ma w tej kwestii całkowicie wolną rękę? Nie jestem pewien, która wersja jest trafna. Sprawa naprawdę ożyje na początku lipca, wynika to z ustaleń dotyczących kalendarza pracy nowego izraelskiego rządu.

Byłem przekonany, że administracja Trumpa mocno wspiera aneksję i że sekretarz stanu Mike Pompeo po to składał 13 maja wizytę w Jerozolimie, by to pokazać. Myliłem się?

To nie jest jasne. Pompeo spotkał się z dwoma osobami, Netanjahu i Gancem, w tajemnicy i z każdym z osobna. Obaj mówili, że są zadowoleni ze swoich spotkań. Nie wiem, jak to interpretować. Potem było jeszcze mocne oświadczenie króla Jordanii. Egipt nie wydał podobnego równie ostrego oświadczenia, ale wiadomo, że Egipcjanie nie chcieliby mieć wewnętrznych niepokojów z tego powodu. A Autonomia Palestyńska zapowiedziała obcięcie wszelkich stosunków z Izraelem, łącznie z tymi z zakresu bezpieczeństwa. Dlatego w następnych tygodniach wiele się będzie działo wokół tej sprawy. I wciąż jest za wcześnie, by przewidzieć rezultat.

Mówi pan, że Ganc chce konsultować z Jordanią, ale znamy stanowisko Jordanii: grozi poważnymi konsekwencjami.

Nie wiem, jakie konsultacje miał na myśli i jak daleko miały one dojść. Mówię, że jest za wcześnie, by przewidzieć, jak to się skończy. Mamy jeszcze co najmniej sześć tygodni, zanim ta sprawa stanie się gorącym kartoflem. Na Bliskim Wschodzie w ciągu sześciu tygodni można mieć i wojnę, i pokój. Na standardy bliskowschodnie to mnóstwo czasu.

Czy premier Netanjahu będzie brał pod uwagę stanowisko UE? Która na razie reaguje bardzo ostro.

Tak, włącznie z Polską. Polska dołączyła w tej sprawie do Francji, Niemiec.

Wie pan dlaczego? Przypomina to działania Rosji, aneksję Krymu.

Ja nie krytykuję Polski. Wiem, skąd się to bierze. Rozumiem to stanowisko. A tak na marginesie to Rosja też jest przeciw tej aneksji. Czyli, można zażartować, że akurat w tej kwestii polityka polska i rosyjska są takie same. Na razie jesteśmy na etapie wygłaszania oświadczeń, wszyscy to robią. My tu w Izraelu musimy wziąć pod uwagę sytuację gospodarczą. Mamy poważny kryzys z powodu koronawirusa, ponad milion bezrobotnych. Na ostateczną decyzję wpłynie to, co się od teraz do lipca wydarzy. Za parę dni Netanjahu powinien stanąć przed sądem, a bardzo tego nie chciał.

Zdanie UE będzie się liczyć?

Stosunki z Unią są dla Izraela bardzo ważne, nie tylko ekonomicznie. Mamy umowę stowarzyszeniową, współpracę w zakresie nauki, technologii, innowacji. Byłem ambasadorem Izraela przy UE, wtedy liczącej 15 członków, gdy mój kraj był zaproszony do tej współpracy, pierwszy spoza Wspólnoty. Co pięć lat współpraca wymaga odnowienia, niedługo nowy termin. Nie wiadomo, czy UE zakończy na oświadczeniach, czy też przejdzie do działań, które nas dotkną. Wiemy, że jest w UE grupa państw mających odmienne zdanie, Węgry, Czechy. Kraje wyszehradzkie, choć już bez Polski.

Efraim Halevy. 28 lat pracował

w Mosadzie (izraelskiej agencji wywiadu i operacji specjalnych),

w latach 1998–2002 był jego szefem, a między 1996 a 1998

ambasadorem Izraela przy UE

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA