fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt izraelsko-palestyński

Prof. Aleksiej Małaszenko: Rosja woli się nie wypowiadać

PROF. ALEKSIEJ MAŁASZENKO
PROF. ALEKSIEJ MAŁASZENKO TO ROSYJSKI ZNAWCA ISLAMU, CZOŁOWY EKSPERT MOSKIEWSKIEGO THINK TANKU DIALOG CYWILIZACJI, WCZEŚNIEJ ANALITYK CENTRUM CARNEGIE.
FOT. CARNEGIE.RU
Mamy bardzo dobre stosunki z Izraelem, ale Arabów też nie możemy tak łatwo porzucić – mówi prof. Aleksiej Małaszenko, czołowy znawca islamu w Rosji.

Tym razem konflikt izraelsko-palestyński nie jest podobny do tych z przeszłości. Będzie wielka wojna?

Myślę, że mamy do czynienie z nieszczęśliwym wypadkiem. Czy będzie wielka wojna? Raczej strony tego konfliktu zrobią wszystko, by tak się nie stało. Nie wierzę w to, że w obecnej sytuacji politycznej, gdy w Izraelu nie ma w ogóle rządu, premier Netanjahu będzie chciał eskalacji. Przecież wszystko się zaczęło od drobiazgu. Od próby przesiedlenia kilku palestyńskich rodzin w dzielnicy Sheikh Jarrah. Mam wrażenie, że to w ogóle była głupota jakiegoś oficera izraelskiej policji lub armii. To wywołało reakcję łańcuchową i teraz nikt nie chce się wycofać.

W przeszłości wojny światowe wybuchały czasami przez drobiazgi.

To prawda i to jest straszne. Sytuacja jest bardzo niebezpieczna i bardzo napięta. I co najważniejsze: nikomu to nie jest na rękę. To nawet nie jest potrzebne Hamasowi, a jeżeli już, to niewielkiej części jego radykalnego skrzydła. Może jeszcze fundamentalistom izraelskim, nikomu więcej. Ale wygląda na to, że świat nie wie, jak radzić sobie z tym konfliktem.

Prezydent Putin i premier Netanjahu często rozmawiają ze sobą. Politycy w Moskwie mają pomysł na rozwiązanie konfliktu?

Rosyjscy politycy wolą milczeć. Stosunki z Izraelem są bardzo dobre, przecież dopiero 9 maja (chodzi o wystąpienie podczas parady z okazji Dnia Zwycięstwa – red.) Putin porównywał rusofobię do antysemityzmu. Psychologicznie Rosja jest na stronie Izraela, ale nie może o tym publicznie powiedzieć, bo wiąże się to z licznymi problemami. Poza tym nie można też tak łatwo porzucić Arabów, zwłaszcza że lider Hamasu Ismail Hanija odwiedza Moskwę niemalże w każdą niedzielę. Dlatego politycy wolą nie stawać po żadnej ze stron, muszą lawirować.

Jakim cudem Rosji udaje się lawirować pomiędzy Hamasem a Izraelem?

Nie tylko Rosji. Robią to sprytnie też Stany Zjednoczone. Co prawda Donald Trump oficjalnie uznał Jerozolimę za stolicę Izraela i narobił zamieszania, ale był raczej biznesmenem, który przypadkowo znalazł się polityce. Biden prowadzi już zupełnie inną politykę na Bliskim Wschodzie, jest bardzo ostrożny. Z kolei Europejczycy się nie angażują, nie chcą dodatkowego bólu głowy. Europa tam w ogóle nie jest obecna, to nie jest jej konflikt. W Brukseli wydają jedynie jakieś oświadczenia i tyle. Rosja jest w zupełnie innej sytuacji.

W wielu europejskich stolicach boją się cokolwiek mówić, bo zdają sobie sprawę z tego, że może to wywołać ostrą reakcję mniejszości muzułmańskiej lub żydowskiej. Rosja może sobie pozwolić na więcej?

Nie słyszałem jakoś, by rosyjscy muzułmanie specjalnie przejmowali się tym tematem. Nie ma też demonstracji w obronie Palestyny. Głos zabrał jedynie Ramzan Kadyrow (przywódca Czeczenii – red.), który często wciela się w rolę niemalże drugiego prezydenta kraju. Może sobie pozwolić na więcej niż inni, ale to się nie przekłada na całą społeczność muzułmańską w Rosji, a już tym bardziej na politykę zagraniczną kraju. Rosjanie żyją czymś innym, a dzieje się sporo. Ludzi interesuje wysokość emerytur, niedawny atak na szkołę w Kazaniu, mamy też sprawę Nawalnego. Wydarzenia na Bliskim Wschodzie są na peryferiach zainteresowań, także rosyjskich muzułmanów. To już nie lata 90., gdy w Rosji mówiło się o islamskim odrodzeniu.

Czy ważni przedstawiciele społeczności żydowskiej w Rosji mają wpływ na politykę Putina wobec tego konfliktu? Niektórzy rosyjscy oligarchowie, zaprzyjaźnieni z Kremlem, oprócz rosyjskiego mają obywatelstwo Izraela.

Sądzę, że w obecnej sytuacji myślą oni bardziej o własnym biznesie. W Rosji panuje taka opinia, że tutejsi Żydzi są świetnymi biznesmenami, ale niezbyt dobrymi politykami. Raczej nie angażują się w sprawy polityki zagranicznej Kremla, nie słychać też, by była jakaś akcja solidarności z Izraelem wśród nich.

Rosja ma długą historię udziału w tym konflikcie. Niegdyś ZSRR bardzo mocno pomagał Palestyńczykom. Czy dzisiejsze rosyjskie wsparcie można porównywać z polityką tamtych latach?

To nie jest porównywalna skala, to już tylko pozostało w pamięci. Była zimna wojna, konfrontacja ideologiczna. Związek Radziecki był obecny nie tylko w Syrii (jak i dzisiejsza Rosja), ale również w Egipcie, Algierii, Sudanie, Iraku i wielu innych miejscach. To była prawdziwa konfrontacja, uczestniczyliśmy w trzech wojnach: w 1956, 1967 i 1973 roku. Tam większość broni pochodziła z ZSRR, a nieraz w czołgach siedzieli nasi. Nie wspominam już o pilotach myśliwców. Dzisiaj już tego nie ma.

Po co więc przywódcy Hamasu jeżdżą do Moskwy? Rosja nie sprzedaje im broni?

To wielka gra. Rosyjska broń oczywiście tam jest. Ale trafia tam np. poprzez Aleksandra Łukaszenkę czy inne państwa pośredniczące w tym procesie. Ale to tylko biznes, nic po za tym.

Ale wpływy Rosji w regionie nie są wcale skromne. Moskwa kontroluje sytuację w Syrii, ma wpływ na Iran. Zupełnie inaczej wygląda pozycja USA w tym regionie.

Nie chodzi tylko o Iran czy Syrię. Rosja ociepla relacje z Arabią Saudyjską, ale też z innymi krajami Zatoki Perskiej: Katarem, Bahrajnem, Kuwejtem. Jesteśmy obecni na Bliskim Wschodzie, ale Rosja tam nie dominuje. Bo Saudyjczycy i Amerykanie sprzedają tam o wiele więcej broni niż Rosjanie.

Władimir Putin ostatnio podczas spotkania z kremlowską Radą Bezpieczeństwa powiedział, że konflikt palestyńsko-izraelski „odbywa się w pobliżu rosyjskich granic i wprost dotyczy bezpieczeństwa kraju". To gdzie kończy się Rosja?

Putin od lat utrzymuje, że żyjemy jak w oblężonej twierdzy i nikt nie wie, gdzie są jej granice. Pewnie wychodzi z założenia, że jak już jesteśmy w Syrii, to konflikt palestyńsko-izraelski jest tuż obok, więc dotyczy naszych interesów. A co będzie, jak tam zaangażują się zachodnie państwa i ich agenci wpływu? Logika Putina jest taka, że jesteśmy największym państwem na świecie i gdziekolwiek cokolwiek by się działo, zawsze potencjalnie będzie zagrażać naszemu bezpieczeństwu.

W sprawie konfliktu już trzykrotnie zbierała się Rada Bezpieczeństwa ONZ. Wiele krajów próbuje pośredniczyć. Rosja pasuje do tej roli?

Rosja zawsze pośredniczyła tam ze względu na dobre relacje zarówno z jedną, jak i drugą stroną. Trudno powiedzieć, czy Rosji czy komukolwiek innemu uda się namówić Palestyńczyków i Izraelczyków, by usiedli do stołu rozmów. To zbyt długi proces. Świat jak najszybciej powinien wymusić tam zawieszenie broni, bo giną ludzie. Sporo będzie zależało od zaangażowania świata arabskiego, Arabii Saudyjskiej czy Egiptu. Istnieje groźba, że jeżeli konflikt pójdzie zbyt daleko, to włączy się Iran. A to już nikomu nie jest na rękę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA