Już raz kontrolowana przez polityków prokuratura chciała pociągnąć do odpowiedzialności prezesa Najwyższej Izby Kontroli – poprzednika Banasia Krzysztofa Kwiatkowskiego. W sprawie od kilku lat nie doszło jednak do żadnego przełomu i dziś teza o tym, że próby jego ścigania były motywowane wyłącznie politycznie, wydaje się prawdopodobna.
Dlatego też dziś do twierdzeń prokuratury, która zażądała uchylenia immunitetu Marianowi Banasiowi, należy podchodzić z ostrożnością. Tym bardziej że sprawa wcale nie dotyczy ostatnich lat, lecz okresu wcześniejszego, gdy obecny prezes NIK zajmował eksponowane stanowiska w kolejnych rządach PiS. Czy mamy uwierzyć, że służby państwowe odpowiedzialne za bezpieczeństwo publiczne przez lata nie dostrzegały uchybień w oświadczeniach majątkowych Banasia, a nagle je dostrzegły, gdy stanął na czele NIK i postanowił uniezależnić się od swego środowiska politycznego? Zwłaszcza że sądząc po wynikach ustaleń kierowanej przez niego Izby, to uniezależnienie poszło tak daleko, że PiS ma powody, by obawiać się Banasia.