Niestety, Komorowski podsumowuje w ten sposób swoją politykę historyczną. Zazwyczaj zachowawczą albo żadną w sprawach wymagających zdecydowania (takich jak „polskie obozy" czy ludobójstwo na Wołyniu), a w sprawach niekontrowersyjnych dla naszych sojuszników nagłaśnianą i barwną (od Westerplatte po Monte Cassino).
Wykład, który miał w środę wieczorem wygłosić w Berlinie, nosi tytuł „Opór i opozycja w Europie XX wieku. Dziedzictwo, odpowiedzialność i wyzwanie".
Pisząc ten tekst, nie wiedziałem, co o niemieckim ruchu oporu przeciwko Hitlerowi powiedział polski prezydent, być może była to też krytyka. Jednak wykład, mimo jego wygłoszenia 8 lipca, wpisuje się w obchody rocznicowe nieudanego zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 r., a one są już raczej bezkrytyczne. Stojący na czele spiskowców Claus von Stauffenberg występuje w roli bohatera, symbolu tego, że nie wszyscy Niemcy do końca wspierali Führera.
Wpisuje się całkiem oficjalnie; organizatorzy – Fundacja Konrada Adenauera powiązana z rządzącą partią CDU – przedstawiali wykład Komorowskiego jako wystąpienie z okazji rocznicy „najważniejszego zamachu stanu w czasach nazizmu".
Uczestnictwo Komorowskiego w upamiętnieniu von Stauffenberga jest niezręczne dlatego, że co prawda chciał on obalić Hitlera (by zakończyć wojnę i zmniejszyć liczbę niemieckich ofiar), ale ideologicznie odległy mu raczej nie był. Część historyków uważa go za typowego – jak na ówczesną armię niemiecką – antysemitę i przypomina, że był przeciwnikiem demokracji parlamentarnej.
Jego najbardziej znaną opinię na temat Polski – z listu do żony wysłanego po wkroczeniu do naszego kraju we wrześniu 1939 roku – można traktować jako wzór antypolonizmu. Mieszkańcy przedstawieni są jako „niewyobrażalny motłoch, wielu Żydów i tak wiele ludności mieszanej", wymagający bata i najlepiej nadający się do pracy niewolniczej w niemieckim rolnictwie.
Von Stauffenberg może i jest odpowiednią ikoną dla niemieckiej polityki historycznej. Ale polski prezydent nie powinien się o nią troszczyć.
Niemcy zresztą sobie świetnie radzą z prowadzeniem tej polityki, mają wspaniały wizerunek na świecie, w coraz mniejszym stopniu zakłócany przez wspomnienia o Trzeciej Rzeszy. W ponad stu krajach dzięki popularnemu serialowi pokazali ludzką twarz Wehrmachtu (i nieludzką Armii Krajowej).
Mogą się cieszyć z powszechnego użycia słowa „nazistowski" w odniesieniu do zbrodni niemieckich z czasów drugiej wojny. I powszechnego użycia słowa „niemiecki" w odniesieniu do wysokiej jakości towarów z fabryk, które w czasie tej samej wojny, wykorzystując robotników przymusowych, produkowały ich „nazistowskie" pierwowzory.
W taki kontekst wpisał się, chcąc nie chcąc, Bronisław Komorowski w czasie swojej pożegnalnej wizyty w Niemczech.