fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Bogusław Chrabota: A jednak masakra

Fotorzepa, Jakub Czermiński
Masakra z (przypadkowym?) dopuszczeniem do szczepień 40-latków w prima aprilis nie jest wcale aż tak obciążająca dla rządu, jakby chciała opozycja.

Jeśli w ogóle można mówić o masakrze, to jej widmo wisi raczej nad opozycją, która nie umie znaleźć ścieżki do serc i wyobraźni Polaków w samym środku pandemii. Wykazały to dobitnie badania IBRiS przeprowadzone 19–20 marca, które co prawda nie potwierdzały autorytetu rządzących w sprawie pandemii, ale opozycji dawały w tej kategorii jedno wielkie okrągłe zero. Większość Polaków wierzy w tej sprawie lekarzom, a ci w większości próbują pozostać neutralni politycznie i merytoryczni. Więcej więc punktów za pandemię zbiera realnie z nią walcząca administracja niż bezczynna i mająca niewiele do powiedzenia opozycja.

To pigułka gorzkiej prawdy, którą ta ostatnia musi nie tylko przełknąć, ale i przetrawić. Może wtedy wyciągnie wnioski. Inaczej późną jesienią, kiedy przejdziemy zbiorowo fazę szczepień, rząd bez przeszkód odtrąbi z wielkim echem koniec pandemii i jego słupki skoczą tak wysoko, że zapowiadane przeze mnie od dawna przyspieszone wybory będą miały dla PiS jakiś sens. Może będzie to nawet ostatnia szansa na sukces. Im bliżej tego terminu, tym ryzyko wywrócenia się aktualnie rządzących jest mniejsze. Wszak tylko oni dysponują realnymi narzędziami do walki z wirusem.

Jak na tym tle prezentuje się minister Michał Dworczyk? Mimo pohukiwania opozycji, że jest „ojcem chaosu", znaczna część moich równolatków uznaje, że zachował się racjonalnie i odważnie. Jeśli mamy szersze możliwości szczepienia, pojawiają się nowe dostawy szczepionek, a starsze grupy Polaków nie są dostatecznie aktywne, dlaczego nie szczepić tych, którzy na to czekają? W tym sensie Dworczyk, luzując reguły, wyszedł im naprzeciw i dopiero ujawniony przypadkiem przez ministra Adama Niedzielskiego brak wewnętrznej komunikacji pokazał, że ktoś w rządzie musiał się oburzyć i całą akcję wstrzymać. Kto? To zagadka, choć nie taka pewnie wielka.

A teraz o prezesie Jarosławie Kaczyńskim, realnym ojcu zawieruchy. Z pewnością ma dyskomfort z koalicjantami. Rośnie w siłę w radykalnym elektoracie Zbigniew Ziobro (patrz: nowy sondaż Indicatora), wewnątrzpartyjny kryzys pokonał Jarosław Gowin. Ich samodzielność musi coraz bardziej uwierać Kaczyńskiego, który nie ma już sprawnej większości w Sejmie i jest zmuszony ciułać głosy przy konkretnych głosowaniach. A bardzo tego nie lubi. Ziobro publicznie zarzuca PiS-owi zdradę wspólnych wartości. Gowin podnosi sprawę zerwania przez PiS umowy koalicyjnej, a przy okazji co chwila pojawiają się głosy o jego szansach w opozycji.

Nie jest to pewny grunt do rządzenia i Kaczyński, tak jak jego partia, zdaje sobie z tego sprawę. Przydałyby się nowe wybory, ale prezes PiS zdecyduje się na nie wyłącznie wtedy, gdy kalkulacje dadzą mu szansę zwycięstwa. A to jesień lub wiosna. Obwieszczenie przez TVP triumfu w walce z covidem, propagandowa szarża z Krajowym Planem Odbudowy i podlane finansowo przez UE nowe obietnice socjalne to dobre środowisko dla wyborczego sukcesu. Odbicia się PiS do samodzielnych rządów. Utrzymania synekur i wpływów w sferze publicznej. Plan ryzykowny, ale dzięki ludziom takim jak Dworczyk coraz bardziej realny. Strzeż się więc, opozycjo. Liczenie na porażkę rządu w walce z pandemią jest coraz bardziej złudne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA