fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Zuzanna Dąbrowska: Sejm zdalny? Do wszystkiego!

AFP
Nie ma wątpliwości, że PiS chce wykorzystać dla siebie pełnię władzy, jaką oddaje mu koronawirus. Ale czy opozycja będzie umiała kiedyś demokrację przywrócić?

Sejm jest nieprzygotowany do zdalnego prowadzenia debat – nie ma sprawnego systemu i gwarancji bezpieczeństwa głosowania. Ale nie ma dziś innego sposobu niż praca zdalna, by w miarę bezpiecznie (pod względem zdrowotnym) uchwalać prawo. Argumenty, że posłowie muszą być dzielni i w związku z tym narażać się na zakażenie, bo inni pracownicy też się narażają, są po prostu dziecinne. Podobnie jak wypominanie tchórzostwa posłom, którzy np. po wylewie boją się zarażenia podwójnie.

Niestety, nie ma żadnych powodów, by mieć zaufanie do większości parlamentarnej, do czystości jej intencji legislacyjnych. Po ostatnich pięciu latach dobrze wiadomo, że jak PiS będzie miało możliwość wykorzystania sytuacji do realizacji swoich interesów, to ją wykorzysta, nie przejmując się regułami legislacji czy zasadami demokracji.

W środę marszałek Elżbieta Witek nie słuchała najbardziej nawet oczywistych i zasadnych wniosków opozycji, np. w sprawie policzenia kworum, co wobec deklaracji o uzasadnionej nieobecności wielu posłów było oczywistym wymogiem. Władza dopięła swego: dyskusja o tarczy antykryzysowej została schowana w internecie, bez ekspertów, bez strony społecznej, bez zewnętrznej weryfikacji 120-stronicowego druku.

Czy dałoby się w środku pandemii prowadzić normalną debatę na ten temat w gmachu Sejmu? Pewnie nie. Ale PiS miało szansę przekonać opinię publiczną, że ma dobre intencje, przyjmując od razu niektóre poprawki opozycji do zmian w regulaminie. Jednak – jak zwykle – szansę wykorzystało w znikomym stopniu. Bo wierzy, że jego elektorat przekonywania nie wymaga, a elektorat obcy przekonać się nie da.

A to przecież iluzja. Wyborcy innych partii nie są tej partii działaczami, nie należy ich utożsamiać z szyldem – takim czy innym. Nie muszą słuchać prezesa czy przewodniczącego. Tak jak niewielu wyborców PiS dorównuje determinacją Antoniemu Macierewiczowi, tak nie wszyscy głosujący na PO są równie złośliwi wobec przeciwników jak Sławoimir Nitras...

Ale politycy tego nie widzą i zapominają, że mogliby kogoś po prostu przekonać argumentami. Wyborców się kupuje, uwodzi, szantażuje moralnie i nęci. W PiS i PO przekonywać nie próbuje już prawie nikt, nawet w kwestiach takiej wagi jak pandemia. W mniejszych partiach zdarzają się jednostki próbujące się przebić z argumentami merytorycznymi, przykładem w Sejmie było wystąpienie Krzysztofa Bosaka z Konfederacji czy posłanek Lewicy: Anny Marii Żukowskiej i Darii Gosek-Popiołek. Ale natychmiast są betonowane przez główny spór.

„Jesteście tchórzami, którzy nie chcą pracować!" – krzyczy PO. „Narażacie życie posłów i narażacie obywateli na zarażenie" – awanturuje się PiS. Czy ta wymiana zdań naprawdę jeszcze kogoś obchodzi?

To jest prawdziwy problem polskiej polityki. Bo przecież, jeśli wierzyć rock and rollowi, „jeszcze będzie przepięknie", a „ta zima musi kiedy minąć", ale nie stanie się to samo z siebie. Czy opozycja z KO będzie potrafiła udźwignąć odbudowę? Po wirusie i po PiS-ie?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA