fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Stefan Szczepłek: Nie znam trenera Paulo Sousy

Paulo Sousa
AFP
Zbigniew Boniek podczas całej konferencji podkreślał zasługi Jerzego Brzęczka dla reprezentacji i jego zalety. Takie jak uczciwość i pracowitość.

Tylko jednego zabrakło: dobrej gry reprezentacji. Niezłe mecze przeplatały się ze słabymi. Najlepszy rozegrała z Włochami na początku wspólnej drogi trenera i zawodników, a najsłabszy z tymi samymi Włochami na końcu tej drogi.

Prezes mówił że mogło być lepiej, ale nie było, bo w którymś momencie między zawodnikami a trenerem zaczęły rozchodzić się drogi. Aż nabrał pewności, że w takim stanie personalnym nasza reprezentacja niczego więcej nie osiągnie.

Skoro po nielicznych zwycięstwach można było jeszcze mówić o jako takiej symbiozie, to po porażkach zawodnicy dawali do zrozumienia, że to nie ich wina, tylko trenera.

Jedynym wyjściem z takiej sytuacji była zmiana. Należało znaleźć takiego selekcjonera, który potrafi tchnąć w zawodników nowego ducha, wymyśli taki system gry, który przyniesie zwycięstwa i ściągnie przed telewizory tych kibiców, którzy coraz częściej wątpili.

Zbigniew Boniek do tej pory zawsze mówił, że reprezentację Polski powinien prowadzić polski trener, ale teraz powiedział coś smutnego: nie ma w kraju trenera, który podołałby zadaniu. Czyli – Brzęczek był ostatnim i mu się nie powiodło.

Prezes nie dodał, że nie mamy też piłkarzy dających gwarancję sukcesu. Poza Robertem Lewandowskim są to w większości gracze średniej klasy europejskiej, od których będzie się wymagało zwycięstw w eliminacjach do mistrzostw świata, a między tymi meczami jeszcze dobrej gry w finałach Euro 2021. Zadanie dla nowego trenera jest jasne i zapisane w kontrakcie: wyjście z grupy na Euro i przynajmniej miejsce barażowe w grze o mundial w Katarze.

Boniek uważa, że dokonał wyboru najlepszego z możliwych.

Czołowi trenerzy świata rzadko pracują z reprezentacjami. Wolą pobierać milionowe gaże w klubach, gdzie rzeczywiście trenują, mają zawodników na co dzień, sprowadzają, kogo chcą, ustalają taktykę i odpowiadają za wyniki.

Selekcjonerzy nie mają na to czasu. Trzeba wybitnego fachowca z cechami dobrego psychologa, żeby w ciągu dwóch–trzech dni zgrupowania dotrzeć do zawodników, przekonać ich do swoich racji i udowodnić, że wspólnie mogą odnieść sukces.

Znam piłkarza Paulo Sousę. Widziałem nawet na własne oczy, jak dwukrotnie wygrywał Ligę Mistrzów. W roku 1996 w Rzymie w barwach Juventusu, rok później w Monachium w drużynie Borussii Dortmund. Jego trenerem w Juventusie był Marcelo Lippi, a w Dortmundzie Ottmar Hitzfeld. To wybitni specjaliści, pewnie Sousa czegoś się od nich nauczył.

Ale jako trenera Paulo Sousy nie znam. Pracuje w zawodzie od 12 lat, jednak w żadnym klubie długo nie zagrzał miejsca. Sukcesów międzynarodowych nie ma. Tylko dobre futbolowe portugalskie korzenie. Miał je też Ricardo Sa Pinto w Legii. A starsze pokolenie pamięta jeszcze z Kabaretu Starszych Panów Portugalczyka Vincento Osculatiego, który „naciął dziewcząt jak róż w kraju sosny". I nie zapłacił.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA