fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Stefan Szczepłek: Gramy dalej, bo mamy drużynę

PAP/ EPA/Marcel Del Pozo / POOL
Po najsłabszym meczu Polaków w finałach mistrzostw Europy przyszedł najlepszy. W starciu z Hiszpanią na jej stadionie mało kto dawał nam szanse. Bardziej rady, w rodzaju: grajcie tak ambitnie jak Szkoci z Anglią, Węgrzy z Portugalią i Francją czy Ukraina z Holandią. Tylko wysiłkiem fizycznym i twardą walką można wyrównać szanse w meczu z przeciwnikiem, który jest lepiej wyszkolony technicznie, ma więcej klasowych zawodników i w dodatku gra u siebie.

I właśnie tak Polacy zagrali. Od pierwszej do ostatniej minuty bardzo ambitnie, widać było drużynę, ducha zespołu. Nikt się nie wyróżnił i wszyscy się wyróżnili. Robert Lewandowski wreszcie w ważnym meczu na najwyższym poziomie zrobił to, co do niego należy.

To prawda, że Polacy głównie się bronili, ale robili to bardzo dobrze. Nie tylko imponowali w pojedynkach, ale także jako drużyna, w której konieczne jest asekurowanie kolegi, przewidywanie co może się stać. Nie tylko czekali na kontry, ale starali się stosować atak pozycyjny. A tego w starciu z Hiszpanią trudno się było spodziewać.

Korespondencja z Sewilli: Remis Polski z Hiszpanią i gramy dalej

Ten sposób gry Hiszpanów zaskoczył, wybił im argumenty. To nie nasze zmartwienie, że po epoce Xaviego, Iniesty, Fabregasa, Sergio Ramosa, Fernando Torresa czy Davida Silvy pozostało już tylko wspomnienie. Nie bardzo wiadomo kto może ich zastąpić. Hiszpania miała już przewagę w meczu ze Szwecją, ale nie potrafiła udokumentować jej bramkami.

Z Polakami szło Hiszpanom jeszcze trudniej, bo my nie wybijaliśmy piłki na oślep, zmuszaliśmy ich do błędów, atakowaliśmy już w rejonie linii środkowej, utrudniając zorganizowanie akcji. Stąd tyle niecelnych podań w ich wykonaniu, lub błędów  w przyjęciu piłki. Sytuacja, w której Karol Świderski trafił w słupek była efektem błędu Rodri Hernandeza, przyjmującego piłkę tak źle, że odbiła mu się od nogi na dwa metry. Wydawało się, że hiszpański piłkarz nie może tak się zachować.

Jak widać może i on, i kilku innych, bo żaden piłkarz na świecie, nawet najlepszy nie lubi, kiedy ma na plecach przeciwnika twardego, wyprzedzającego, szybszego. A jak popełnia się w takich sytuacjach dużo błędów, to traci się wiarę.

Tak właśnie było w Sewilli. Stało się coś, co wydawało się niemożliwe, nielogiczne, co zmusi do zmiany ocen, przywróci wiarę. „Mecz o wszystko” zremisowaliśmy, a kolejny tej rangi zagramy w środę. Szkoda tylko jednego: gdybyśmy ze Słowacją zagrali tak, jak z Hiszpanią, to już bylibyśmy w drugiej rundzie. Nie jesteśmy, ale wciąż mamy szansę, a tego przed meczem z Hiszpanami mało kto się spodziewał.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA