7 maja 1925 r. rosyjski rewolucjonista Borys Sawinkow „wypadł z okna” ze znajdującej się na czwartym piętrze celi więzienia na Łubiance. W Moskwie wówczas stwierdzono, że doszło do samobójstwa. W ten sposób swoje życie zakończył jeden z najważniejszych przeciwników bolszewików, który osobiście stał za najgłośniejszymi zamachami w Rosji na początku XX w. (m.in. zamachem na ministra spraw wewnętrznych Wiaczesława Plehwego czy wielkiego księcia Sergiusza Aleksandrowicza Romanowa). Miał szerokie grono kontaktów w Europie. Spotykał się z Piłsudskim, Churchillem i nawet Mussolinim. Tak mocno wierzył w możliwość obalenia bolszewizmu, że dał się oszukać agentom OGPU. Wprowadzono go w błąd i podstępem zwabiono do Rosji. Służby Feliksa Dzierżyńskiego w tym celu zainscenizowały działalność podziemnej antysowieckiej organizacji w Związku Radzieckim. Wszystko po to, by pozbyć się człowieka, którego działalność zagrażała Kremlowi. Od tamtej pory minęło sto lat. Ale charakter pisma oficerów Łubianki, jak pokazuje historia Aleksieja Nawalnego, pozostaje ten sam.
Jak mordowano Aleksieja Nawalnego?
Nie wiemy, czy do powrotu Aleksieja Nawalnego do Rosji z Niemiec w 2021 r. przyczynili się agenci Putina. Nie mógł nie obliczyć możliwych skutków i ryzyka takiej decyzji. Niespełna pół roku wcześniej został otruty nowiczokiem, a jego życie ratowano w najlepszym berlińskim szpitalu wyłącznie dzięki szybkiemu zaangażowaniu ówczesnych prezydenta Finlandii Sauliego Niinistö i kanclerz Niemiec Angeli Merkel. Skąd miał pewność, że nie zostanie aresztowany tuż po wylądowaniu? A może liczył, że swoją postawą sprowokuje masowe protesty w Rosji? Za rządów Putina tego się na pewno nie dowiemy. Natychmiast po opuszczeniu samolotu został aresztowany. A trzy lata później (16 lutego 2024 r.) stracił życie w syberyjskiej kolonii karnej. W odróżnieniu od Sawinkowa „nie wypadł z okna”. Władze stwierdziły, że jego śmierć „ma charakter arytmogenny, który objawił się zaburzeniami rytmu oraz przewodzenia serca”. I postawiono kropkę. Odmówiono wszczęcia postępowania karnego.
Czytaj więcej
Brytyjskie MSZ oraz część europejskich sojuszników ogłosiły, że w próbkach pobranych z ciała Aleksieja Nawalnego wykryto ślady epibatydyny – silnej...
Po dwóch latach wspólnego śledztwa szefowie dyplomacji Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Szwecji i Holandii ujawnili prawdę o okolicznościach śmierci Nawalnego. Podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa i w obecności wdowy po opozycjoniście, Julii Nawalnej, ogłosili, że najważniejszy przeciwnik Władimira Putina został zabity trucizną opracowaną na bazie toksyny z żab drzewołazowatych (Epipedobates anthonyi, występujących w Ekwadorze i Peru). Ustalono to w wyniku skomplikowanych badań laboratoryjnych i dzięki przemyconym za granicę próbkom materiału biologicznego zabitego w łagrze opozycjonisty. Czy to zaskakuje? Nie. Znana powszechnie od dwóch lat prawda została jedynie utrwalona ustami polityków najważniejszych państw Europy. Po tym, jak agenci Putina otruli w Londynie w 2006 r. radioaktywnym izotopem polonu-210 Aleksandra Litwinienkę i w 2018 r. posmarowali nowiczokiem klamkę drzwi domu Siergieja Skripala w Salisbury, trudno być zaskakoczonym tego typu działaniami rosyjskich służb. Zwłaszcza jeżeli chodzi o najważniejszego rywala politycznego, którego obecność w zaangażowanej w wojnę z Ukrainą Rosji stanowiła potencjalne zagrożenie dla reżimu. I którego już raz próbowano zabić.
Aleksiej Nawalny. Wróg numer jeden Władimira Putina
Nawalny nie walczył z Putinem przy pomocy zamachów, dywersji czy aktów terrorystycznych. Miał znacznie groźniejszą, jak na warunki XXI w., broń – słowo. I sprytnie wykorzystywał najnowsze technologie, by docierać z nim do milionów swoich rodaków. Czy Putin mógł wybaczyć Nawalnemu materiał o swoim wartym miliardów dolarów pałacu pod Gelendżykiem, który obejrzało ponad 135 mln ludzi i który w 2021 r. został najpopularniejszym materiałem (nierozrywkowym) w rosyjskojęzycznej części YouTube'a? Nie wybaczył mu zapewne i Dmitrij Miedwiediew po obejrzanym przez 50 mln ludzi filmie dokumentalnym z 2017 r., w którym Nawalny zdemaskował imperium korupcyjne (wille, jachty, zagraniczne posiadłości) jednego z najbliższych ludzi dyktatora. Od tamtej pory memem w Rosji są „kaczuszki Miedwiediewa”, dla których budował domki na stawach przy jednej ze swoich rosyjskich posiadłości.
Nawalny podkopał reputację wielu rosyjskich polityków i biznesmenów długo przed wielką inwazją Rosji nad Dnieprem. Był zagrożeniem dla urządzonego pod Putina i jego przyjaciół państwa. Podobnie jak Borys Niemcow, zastrzelony pod murami Kremla w 2015 r. Też był odważny, dociekliwy, niezłomny i bardzo pewny siebie. Takich Putin nienawidzi najbardziej.
Czytaj więcej
Jedni Rosjanie zamarzają w okopach i giną w wojnie Putina z Ukrainą, drudzy hucznie imprezują w pięciogwiazdkowych hotelach we francuskich Alpach.
Do dzisiaj rosyjska opozycja demokratyczna nie podniosła się po śmierci Nawalnego. Przeciwnicy Putina są podzieleni, skłóceni między sobą i skupieni w kilku ośrodkach (mieszczących się głównie w Londynie, Berlinie, Waszyngtonie, Paryżu i w mniejszym stopniu w Warszawie i Wilnie). Brakuje im lidera, który swoją charyzmą i odwagą mógłby dorównać Nawalnemu. Co prawda jego przyjaciele z Fundacji na rzecz Walki z Korupcją z Wilna nadal publikują uderzające w Kreml filmiki, ale już nie mają takich spektakularnych zasięgów, jak niegdyś. Najpopularniejszy, sprzed roku, obejrzało 2,6 mln widzów w YouTubie; dotyczył zatrudniania prostytutek w państwowej korporacji Rosnieft. Zapewne będzie wiele kolejnych, ale czy obalą reżim Putina? Zamordowany w syberyjskim łagrze opozycjonista wiedział, że zmienić Rosję można tylko od środka i zapłacił za to swoim życiem. Obecni rywale Putina czekają na sprzyjające wiatry i na to, że przyniosą im kolejnego Nawalnego, który zachwieje reżimem.