Reklama

Stefan Szczepłek: Bez wstydu na Wembley

Przegrana z Anglią na Wembley była brana pod uwagę, ale możemy mieć niedosyt. Zwłaszcza po tym jak Jakub Moder strzelił bramkę w tej samej minucie co Jan Domarski 48 lat temu.
Stefan Szczepłek: Bez wstydu na Wembley

Foto: AFP

Paulo Sousa w trzecim meczu wystawił inną jedenastkę i kiedy ją zobaczyłem, myślałem nawet, że ma rację. Ofensywne ustawienie, które wyraźnie preferuje trener, choć przeciw Anglikom ryzykowne, powinno dać im do myślenia, że się nie boimy. Może tak było, ale długo to nie trwało.

Za trenerem trudno trafić. Jego wybory są czymś między szaleństwem a hazardem. Karol Świderski już w pierwszej minucie mocno oberwał w głowę, szybko się zorientował gdzie gra i nie było z niego większego pożytku. Krzysztof Piątek też nic nie zrobił, bo skutecznie odcięto go od podań, a gospodarze hasali sobie swobodnie, utwierdzając się z każdą minutą o swojej wyższości.
W drugiej połowie obróciło się to przeciw nim. Można powiedzieć, że w wyniku zbytniej pewności siebie Johna Stonesa (bądź co bądź z Manchesteru City) wbili sobie bramkę sami, a Jakub Moder tylko im w tym pomógł.

Czytaj także: 

Anglia - Polska. Cudu nie było

Jakub Moder: cenny punkt był blisko

Reklama
Reklama

Grali rywale Polaków. Węgrzy rozbili Andorę

Od tej pory stracili pewność siebie, a chwilami ratowali się w popłochu wybijaniem piłki w stylu Roya MacFarlanda pół wieku temu. Doszło do tego, że kiedy ostatecznie Maguire wbił gola na 2:1 Anglicy, na Wembley, mając kolejne dwa kornery grali na czas. To coś niezwykłego.

Pewnie zostaną rozjechani przez prasę, bo zagrali słabo, ale to nie jest nasze zmartwienie. Polacy zaprezentowali się przyzwoicie, jednak wciąż jest to gra zachowawcza. Bramka - podarunek, niewiele akcji, ani jednego rzutu rożnego. Umiemy nieźle przeszkadzać, ale żeby coś zbudować, to już nie my. Nic nowego.
Bardzo dobrze zagrał Grzegorz Krychowiak. Szkoda, że Kamil Jóźwiak, najlepszy zawodnik dwóch poprzednich meczów, znów nie pojawił sie na boisku od początku.

Jeśli można powiedzieć o drużynie przegranej, że zrobiła dobre wrażenie (przynajmniej w drugiej połowie), to tak było. Trudno powiedzieć, czy obecność Roberta Lewandowskiego cokolwiek by zmieniła. Może postraszyłby obrońców bardziej niż Piątek.
Byłem na meczu na Anfield Road, kiedy Widzew wprawdzie przegrał z Liverpoolem, ale awansował do półfinału Pucharu Mistrzów. Publiczność wstała, żeby brawami uhonorować Polaków. Oni oczywiście bardzo cieszyli się z awansu, a kilku z nich jeszcze bardziej z tego, że osiągnęli go bez Zbigniewa Bońka (grał już wtedy w Juventusie).

Mam nadzieje, że być może kilku graczy w naszej drużynie pomyślało: bez Roberta też można. I choć jest on reprezentacji bardzo potrzebny, to wiedzą już, że bez niego nie wolno spuszczać głów.

Komentarze
Marek Kozubal: MON wygrywa w starciu z MSWiA, czyli walka o medyków
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Komentarze
Jerzy Haszczyński: Radosław Sikorski o USA i UE. Nie wymienił nazwiska Trumpa. I dobrze
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Dlaczego wystąpienie Radosława Sikorskiego podobało się Karolowi Nawrockiemu?
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Komentarze
Jędrzej Bielecki: Po raz pierwszy w historii III RP szef MSZ wyraził taką ostrożność wobec sojuszu z USA
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama