Nie czepiałbym się rządzących, za to że nie przypisali terminów poszczególnym etapom, bo byłoby to zbyt ryzykowne i mało odpowiedzialne, ale powinniśmy byli usłyszeć na jakich danych, obliczeniach, statystykach i czyich rekomendacjach władza się opiera. Niewiele też padło odpowiedzi na pytania dziennikarzy, bo rządzący wykorzystują formułę zdalnego zadawania pytań klucząc, nie mówiąc na temat lub całkowicie uciekając od odpowiedzi.
Rodzice nie dowiedzieli się, kiedy ich dzieci wrócą do szkół, przedszkoli i żłobków. Biznes nie dowiedział się, kiedy ich interesy będą mogły ruszyć. Pracownicy nie usłyszeli, kiedy wrócą do pracy. Nie dowiedzieliśmy się też, kiedy loty zostaną przywrócone. I nie byłoby zaskakujące, że władza nie chce przedstawić konkretnych terminów odmrożenia życia Polaków, gdyby nie to, że ta sama władza jest pewna, że wybory prezydenckie mogą odbyć się za ponad trzy tygodnie. PiS nie chce ryzykować życiem i zdrowiem Polaków kiedy mowa o gospodarce i opiece nad dziećmi, ale już nie ma skrupułów ryzykować, gdy chodzi o zapewnienie reelekcji prezydentowi Andrzejowi Dudzie w maju.
Dziwi, że minister zdrowia wciąż nie mówi, że ryzyko kontaktu ludzi w maju będzie zbyt duże dla wyborców i tych, którzy te wybory będą obsługiwać. Łagodzenie restrykcji idzie w parze w zaostrzeniu politycznego kursu PiS. TVP na 6 maja organizuje… debatę prezydencką. Prezydent Duda nie wychodzi z inicjatywą wypracowania, wraz ze wszystkimi siłami politycznymi, nowego terminu wyborów.