fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Nieoczekiwana zmiana miejsc: PO stało się PiS-em

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Szklany sufit na poziomie 25-30 proc. poparcia. Lider, który budzi rekordową nieufność i staje się bardziej obciążeniem, niż atutem. Wiara w to, że jeszcze jedna wpadka władzy – i wszystko się odmieni, bo Polacy wreszcie przejrzą na oczy – Platforma Obywatelska Anno Domini 2019 bardzo przypomina PiS z lat 2007-2014.

Grzegorz Schetyna w rankingu zaufania przegrałby dziś pewnie nawet z Jerzym Brzęczkiem – i to nawet tuż po meczu Polski z Austrią. Z sondażu IBRiS dla Onetu wynika, że jedynie Januszowi Korwin-Mikkemu ufa dziś mniej Polaków niż przewodniczącemu głównej partii opozycyjnej. Trzeba przyznać, że z takim bagażem społecznej nieufności trudno uchodzić za odnowiciela demokracji w Polsce.

Na drugim biegunie znajduje się dziś Jarosław Kaczyński – w badaniu o którym mowa tylko Andrzej Duda i Mateusz Morawiecki cieszą się wyższym zaufaniem niż on, co w praktyce oznacza, że ranking zaufania otwiera prezes PiS w trzech osobach. Tu z kolei wali się narracja polegająca na straszeniu Polaków PiS-em. Owszem, można to robić, ale biorąc pod uwagę wyniki sondażu będzie to – mówiąc eufemistycznie – umiarkowanie skuteczne. Gdyby ktoś nie śledził wydarzeń w Polsce patrząc na wyniki badania zaufania do polityków mógłby uznać, że to Schetyna, a nie Kaczyński jest postrzegany w Polsce jako zagrożenie dla demokracji.

Schetyna i PO znaleźli się dziś w sytuacji, w jakiej przez lata tkwił PiS. Kolejne ofensywy, „szóstki Schetyny”, rzucona na odcinek odciągania uwagi od niepopularnego lidera Małgorzata Kidawa-Błońska, jednoczenie się z całą opozycją, jednoczenie się tylko z częścią opozycji, skupianie się na demokracji, skupianie się na sądownictwie, skupianie się na służbie zdrowia, wiercący rządzącym dziurę w brzuchu interpelacjami Krzysztof Brejza – wszystko kończy się zawsze tak samo. Przychodzi kolejny sondaż – i PO może oglądać tylko plecy PiS-u.

Jakby tego nie było dość – nawet mniejsze i większe wpadki partii rządzącej nie zmieniają tego trendu. Ktoś pamięta jeszcze aferę KNF? Rozmowy Jarosława Kaczyńskiego z Gerardem Birgfellnerem rejestrowane pieczołowicie przez tego ostatniego? Konsekwentne ignorowanie przez Beatę Szydło i Beatę Kempę wyroków TK wydanych w czasach, gdy Trybunałem kierował prof. Andrzej Rzepliński? 1:27 w Brukseli? Dziś wszyscy żyją aferą w resorcie sprawiedliwości, przez którą blednie całkiem przecież niedawna historia z latającym Markiem Kuchcińskim w roli głównej. Ale czy mamy pewność, że ktoś będzie o niej pamiętał za miesiąc? Teflon na PiS-ie trzyma się mocno.

Dokładnie tak samo wyglądał układ PO-PiS w latach 2007-2014 – z tym, że wówczas partie te były obsadzone w przeciwnych rolach. To PiS nie mógł przekroczyć bariery 30 proc. mimo. Afera hazardowa wysadziła w powietrze połowę rządu Donalda Tuska – a mimo to PO wygrywała kolejne wybory, a w PiS powtarzano sobie, że jeszcze tylko jedna opóźniona przed Euro 2012 autostrada i wszystko się zmieni. Wyborcy – jak mówił wówczas Kaczyński – wołali na spotkaniach z nim „Jarosław, Polskę zbaw”, ale jednocześnie to Kaczyński z Macierewiczem wygrywali w cuglach wszystkie rankingi nieufności. Nie pomógł „premier z tabletu”, nie pomagały zapowiedzi obniżania akcyzy na paliwo, VAT-u (których – nota bene – PiS potem nie obniżył).

Jeśli dziś PO chciałoby wyciągnąć jakieś wnioski ze stania się PiS-em powinno zastanowić się, co zmieniło się w 2015 roku. Po pierwsze – PO straciła wówczas oddelegowanego do Europy Tuska, ale nie wydaje się, by Platforma miała możliwość odesłania do Europy Kaczyńskiego. Po drugiej – koalicja PO-PSL poniosła bolesne straty w wyniku afery taśmowej, ale czekanie na aferę o podobnym rażeniu dotyczącej PiS, jak wskazują ostatnie miesiące, jest jak na razie czekaniem na Godota. Po trzecie – PiS wrócił do wizji Polski socjalnej z 2005 roku, wyciągając na sztandary nie Smoleńsk ale 500plus. I nad tym punktem politycy PO powinni się pochylić pamiętając, że wizja nie polega na tym, by w każdym temacie dawać dwa razy więcej niż PiS (plus obrona demokracji gratis), lecz na własnej, spójnej wizji państwa. Bo na razie propozycje Platformy pojawiają się i znikają, a w efekcie „Jutro może być lepsze”, ale wcale nie musi. A tym szerokim niczym morze słowem „może” trudno porwać za sobą tłumy.  

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA