Nawet tak mocne słowa Karola Nawrockiego, jak wygłoszone w Przemyślu w obecności prezydenta Węgier Tamása Sulyoka: „Dla Polski Władimir Putin i Federacja Rosyjska są zagrożeniem egzystencjalnym, tak jak bolszewicy w w roku 1920. Polacy kochają Węgrów i nienawidzą Putina, który jest zbrodniarzem wojennym”, nie zmienią faktu, że polski prezydent wybierając się dziś z oficjalną wizytą na Węgry i spotykając z Victorem Orbanem – świadomie bądź nie wpisuje się w prorosyjską linię węgierskiego premiera i jego kamaryli. Świadomie, czy nie?
Czytaj więcej
Nie we wszystkim się zgadzamy - mówił Karol Nawrocki, który spotkał się z prezydentem Węgier Tamásem Sulyokiem w Przemyślu, w związku z obchodami d...
Czy Karol Nawrocki rozumie, w co się pakuje?
Do wizyty Nawrockiego na Węgrzech dochodzi w konkretnym czasie i okolicznościach. To finał kampanii wyborczej, w której Orbán po raz pierwszy od dekady walczy z godnym siebie przeciwnikiem i może stracić władzę. Wybory odbędą się za trzy tygodnie i będą miały – jak twierdzą eksperci – kluczowe znaczenie dla przyszłości nie tylko Węgier, ale i Unii Europejskiej. To konfrontacja nie tyle wizji Unii (o czym mówił w swoim wystąpieniu Nawrocki), ale wstęp do brutalnie postawionego kryterium przetrwania wspólnego projektu albo jego pogrzebania. To zarazem konfrontacja przeciwników reżimu Putina i jego zwolenników.
Nieprzypadkowo właśnie dziś w Budapeszcie pojawia się reprezentacja europejskich „Patriotów dla Europy”, z zadeklarowanymi sojusznikami moskiewskiego reżimu: Matteo Salvinim, Marine Le Pen i Geertem Wildersem na czele. Wezmą udział w wiecu poparcia dla Victora Orbána i jego Fideszu, podobnie jak ledwie dwa dni temu z poparciem pospieszyli uczestnicy budapesztańskiej edycji konserwatywnej konferencji CPAC. Czyżby organizatorzy wizyty Karola Nawrockiego tego nie wiedzieli? Nie mieli świadomości zaangażowania Rosjan w kampanię wyborczą Fideszu? Nie czytali ostatnich wydań światowej prasy, która przedstawia dowody, że Węgrzy od lat na bieżąco przekazywali Moskwie tajne informacje z kuluarów spotkań liderów Rady Unii Europejskiej? Cóż. „Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej” w najmniejszy sposób nie usprawiedliwia pakowania się w takie bagno.
Czytaj więcej
Wizyty polityków PiS w Budapeszcie nie są dyplomatycznym przypadkiem, lecz symbolem politycznego przesunięcia. Viktor Orbán blokuje wsparcie dla Uk...
Czy Polska straciłaby, gdyby Karol Nawrocki nie pojawił się na Węgrzech?
Możliwe, że przyjaźń naszych narodów jest ponad czasem i ponad podziałami – jak chce tego Karol Nawrocki. Ale skoro tak, to przetrwa, niezależnie od tego, czy Nawrocki wybrałby się dziś do Budapesztu, czy nie. I niezależnie od tego, kto dojdzie nad Dunajem do władzy.
Dziś pewne jest jedno: Orbán ostatecznie stracił na Węgrzech rząd dusz. W walce o władzę chwyta się brzytwy, czyli wsparcia Moskwy. Brutalnie gra w kampanii argumentem antyukraińskim. Zwołuje do swojej stolicy nacjonalistów i europejskich rozłamowców. Czy naprawdę tego dnia jego gościem powinien być polski prezydent? I co dzięki temu zyskuje? W kraju nic. Jedyne wyjaśnienie, jakie się nasuwa, to podejrzenie, że były w tej sprawie konsultacje z Waszyngtonem. Na koniec pytanie, co o tym sądzi budapesztańska ulica. „Nic” – jak słyszę od swoich rozmówców. Wpływ na wyniki wyborów gości Orbána: Le Pen, Salviniego czy Nawrockiego będzie żaden. Węgrów znacznie bardziej interesuje wielki koncert dla opozycji, który się odbędzie 10 kwietnia, na dwa dni przed wyborami. Artyści staną za przeciwnikami Orbána. I to może być kropka nad „i”.