fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koalicja Obywatelska

Kowal: Mam jeden priorytet - onkologia

tv.rp.pl
- Jeśli ktoś startuje do Sejmu, powinien mieć w głowie, po co to robi - mówił w #RZECZoPOLITYCE Paweł Kowal, kandydat Koalicji Obywatelskiej w wyborach do Sejmu.

Zuzanna Dąbrowska: Dzień dobry, Zuzanna Dąbrowska, #RZECZoPOLITYCE. Moim gościem jest Paweł Kowal, polityk, znawca spraw międzynarodowych, jedynka na krakowskiej liście KO.

Paweł Kowal: Dzień dobry.

Dzisiaj PO zaprezentowała program, zrobiła to kandydatka na szefową rządu Małgorzata Kidawa-Błońska. Jest on oparty na sześciopaku Grzegorza Schetyny.

Tak, ten program rozwija te płaszczyzny, które zarysował Grzegorz Schetyna w swoim wystąpieniu kilka tygodni temu. Tak zwany sześciopak Schetyny to był pomysł na to, żeby pokazać czym chcemy się zajmować w kampanii.

Które kwestie są ważne.

Tak, myślę, że nie było tam nic zaskakującego poczynając od demokracji poprzez sprawy zdrowia, seniorów, a kończąc na ekologii.

Diabeł tkwi w szczegółach, można się zajmować ekologią na różne sposoby, ochroną zdrowia też można się zajmować na różne sposoby, zresztą nikomu to specjalnie nie wychodziło przez ostatnie 30 lat.

Kandydaci powinni mieć zinternalizowane niektóre punkty, jeśli ktoś startuje do Sejmu, powinien mieć w głowie, po co to robi. W moim przypadku popchnęła mnie sytuacja mediów w Polsce, w pewnym momencie wystraszyłem się, że nacisk na media prywatne i dokręcenie mediów publicznych doprowadzi do tego, że w Polsce nie będzie już żadnego pluralizmu. W związku z tym nie będzie porządnych wyborów, bo nie będzie można przeprowadzić porządnej kampanii za 4 lata. Mam absolutnie jeden priorytet - onkologia.

To zaskakujące jak na politologa.

Wydaje mi się to dziś najważniejszym problemem, przez ostatnie lata jako politolog uczestniczyłem w wąskim kręgu ekspertów - Medycznej Racji Stanu. Spotykaliśmy się kilka razy w roku, organizowaliśmy konferencje, przyglądałem się właśnie jako politolog co jest dzisiaj najważniejsze z punktu widzenia obywateli. Bez wątpienia ludzie w Polsce mówią, że chcą czuć się bezpiecznie, nie chcą się bać.

Tak, ale temu musi towarzyszyć wzrost wydatków na zdrowie, bo jeżeli teraz efektywnie wydajemy 4,8% PKB, to bez wzrostu do 6% PKB.

Zgadzam się, że trzeba podnieść być może trzeba podnieść o 30% w stosunku do tego co było. Zaczynając zmiany trzeba wiedzieć, że to się stanie, tylko, że dyskusja na temat reformy zdrowia która przez 30 lat przebiega w oparciu o jakieś procenty których nikt nie rozumie, nie ma szans w kampanii wyborczej. W kampanii wyborczej trzeba powiedzieć dokładnie co w której dziedzinie zostanie zrobione.

Ale trzeba pokazać skąd będą na to pieniądze.

Właśnie niekoniecznie dlatego, że tym się zajmuje minister finansów, ten kto jest politycznym front-manem, czyli dziś np. marszałek Kidawa-Błońska. Kiedy ja z panią rozmawiam to nie mam obowiązku mówić szczegółowo ile i gdzie zostaną przesunięte środki. Obietnica polityczna powinna być prosta, krótka i możliwa do zrealizowania. W moim przekonaniu jeśli chodzi o ochronę zdrowia, to są trzy podgrupy. Po pierwsze rak, ludzie muszą się przestać bać raka i drugi z głównych zabójców, czyli np. rak jelita grubego, powinniśmy doprowadzić do sytuacji w której wszystkie możliwe lekarstwa i dostęp do wszystkich możliwych diagnoz jest taki sam dla kogoś kto zachoruje na tego raka pod Jasłem, czy w Warszawie. Druga sprawa to są choroby cywilizacyjne, tutaj głównie cukrzyca, ciągle boimy się cukrzycy, ponieważ to jest duża grupa ludzi, być może ok. 3 milionów mieszkańców Polski. Oni też muszą mieć dostęp do najnowszych lekarstw.

Tak, ale muszą mieć świadomość tego, do czego cukrzyca prowadzi, bo wydaje się na pierwszy rzut ucha pacjenta który nie chorował, no cóż cukrzyca będą brać tabletki może trzeba będzie brać insulinę w zastrzykach, ale właściwie od tego się nie umiera – umiera się.

Umiera się i trzeba o tym powiedzieć, być może powinni być to związane z akcjami uświadamiającymi. Cukrzyca jest straszna także dlatego, że powoduje kolejne różne schorzenia, wyciąga ludzi z rynku pracy, odbiera ludziom komfort życia, obciąża finansowo państwo na różne sposoby i ZUS i refundacja leków. Najważniejsze jest to, że jeżeli ktoś choruje na insulinę, zdiagnozować od razu, czyli zdiagnozować wtedy kiedy to jest możliwe i doprowadzić do tego aby, żeby miał dostęp do tych lekarstw do których ma pacjent w podobnej sytuacji w Holandii, czy Belgii. Trzeci punkt to choroby rzadkie i ultrarzadkie, tu nie chodzi o skalę, ponieważ tutaj skala jest minimalna, ale chodzi o zobowiązanie moralne społeczeństwa. Jeżeli komuś się zdarzy bez żadnej winy z jego strony, że ma chore dziecko.

Z zaburzeniami odporności, ze schorzeniami genetycznymi, jest tego sporo.

Jest ich sporo, ale każda z nich jest mało liczna czasami to jest kilka osób w roku. Dzisiaj dość często NFZ nie finansuje tych terapii, czyli lekarstw i opieki. Dlatego, że jest to drogie i jednostkowe, w skali państwa to nie są duże pieniądze, a mi się wydaje, ze to byłby taki sygnał, że jesteśmy moralni jako państwo, że zachowujemy się etycznie.

Czy to co stało się w warszawskim sądzie kiedy jedna z sędziów odmówiła w sprawie orzekania wspólnie z jednym z byłych urzędników z Ministerstwa Sprawiedliwości, czy wydaje się to panu dobrą metodą walki z niesprawiedliwością?

To jest pytanie o granicę, jednak struktura jest zhierarchizowana.

No właśnie kto ma decydować o tym kto jest sędzią, kto ma to osądzić?

Są racje etyczne, które stoją za tą panią i jest pytanie o organizacje sądów po tej reformie. Wydaje mi się, że problem jest o jeden poziom wyżej, to znaczy, ci którzy wprowadzili reformę okazali się bardzo niemoralni. Oni zgodzili się, zgłosili się do polityków, politycy powiedzieli chcemy reformy, żeby ona szła w tym kierunku i nagle ci, którzy mieli ją wykonywać, nadzorować, okazali się dowodem w sprawie, że źle się dzieje w polskich sądach. W tej chwili mamy zamieszanie i pytanie jak uspokoić sytuację w polskich sądach, myślę, że to nie jest jednostkowa sytuacja z tą panią sędzią. 

Jeden z polityków powiedział mi kiedyś, że ma już dosyć, budzi się rano, źle się czuje, nie chce mu się iść do kolejnej telewizji, czy radia, ale potem dzień się rozkręca i on znowu czuje się jakby wziął dawkę niesamowitego narkotyku. Wrócił pan po przerwie politycznej, czuje pan już to?

Emocje polityczne są specyficznie trudnymi emocjami, ale tłumaczę to sobie tak, że trzeba mieć drugi zawód, nie można zajmować się tylko polityką. Nie można mieć w głowie, że się musi, na szczęście u mnie tak się stało, że udało mi się napisać habilitację, obronić ją, napisać kilka książek i otrzymać profesurę w Polskiej Akademii Nauk, w instytucie studiów politycznych. Udało mi się zbudować taką pozycję zawodową, która pozwala mi wtedy kiedy mam moment słabości, powiedzieć sobie: ale przecież nie będziesz tego robić zawsze. Myślę, że człowiek, który nie musi jest bardziej efektywny.     

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA