fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Ładosiów ratujących Żydów było więcej

Aleksander Ładoś w środku
NAC
Nie tylko polska placówka dyplomatyczna w Szwajcarii, ale też m.in. w Turcji, Portugalii, USA, Brazylii pomagały w czasie wojny uniknąć śmierci Żydom z rąk Niemców.

„Poselstwo RP w Bernie. Przemilczana historia" – to nowa publikacja – autorstwa dr Danuty Drywa, opisująca działania tzw. grupy Ładosia – polskich dyplomatów z czasów wojny, którzy wraz z działaczami organizacji żydowskich próbowali ratować zagrożonych Zagładą Żydów. Ładoś i jego współpracownicy fałszowali dokumenty latynoamerykańskie, przemycali ludzi przez terytorium Francji Vichy, sprawowali opiekę nad żydowskimi uchodźcami, a w ostatniej fazie wojny wspierali organizacje żydowskie w próbach wykupu Żydów z rąk niemieckich nazistów.

Dr Drywa jest autorką wielu wydawnictw naukowych i popularnonaukowych, poświęconych historii KL Stutthof, oraz wystaw. W jej dorobku znajduje się też jeden z pierwszych artykułów opisujących działalność grupy Ładosia.

- Początkowo monografia ta miała dotyczyć jedynie pomocy Poselstwa RP w Bernie udzielanej obywatelom polskim pochodzenia żydowskiego, przebywającym w Szwajcarii. Jednak badania pokazały, że nie można rozdzielić pewnych spraw, że wszystko się łączy i że działalność poszczególnych Komitetów Opieki nad Uchodźcami polskimi, które powstawały w krajach, gdzie przebywali polscy obywatele, nie byłaby do końca możliwa, gdyby nie pośrednictwo Poselstwa w Bernie z rządem polskim w Londynie – powiedziała dr Danuta Drywa.

„Autorka książki wykazała, jak dalece placówka berneńska była świadomie wybranym narzędziem w działaniach ratunkowych, pomocowych oraz informacyjnych, prowadzonych przez polski rząd w Londynie" - napisał we wstępie dyrektor Muzeum Auschwitz dr Piotr M. A. Cywiński.

- Doktor Drywa opisuje Ładosia znacznie szerzej niż wcześniejsi autorzy, w tym ja sam. O ile my zwracaliśmy głównie uwagę na fenomen paszportów latynoamerykańskich, badaczka pokazuje akcję w o wiele szerszej perspektywie. Szczegółowo zajmuje się m.in. bezprecedensową sprawą depesz Ładosia – informacji o Holokauście i o ratowaniu z Holokaustu, wysyłanymi przez żydowskie organizacje korzystające z infrastruktury polskich placówek dyplomatycznych. Osobą, która wydała zgodę na korzystanie z polskich szyfrów, był właśnie Ładoś. Pod niektórymi są jego dopiski – uważa Jakub Kumoch, ambasador RP w Turcji. Apeluje on, aby wydać depesze Ładosia, bowiem znajdują się w nich m.in. ślady prowadzonych pod koniec wojny negocjacji pomiędzy organizacjami żydowskimi i Heinrichem Himmlerem o uwolnienie Żydów przebywających w obozach koncentracyjnych. Informacje na ten temat znalazły się w polskiej placówce dyplomatycznej w Szwajcarii, bowiem wykorzystywany był utrzymywany przez nią kanał łączności. Zdaniem Kumocha podobną jak w Szwajcarii działalność prowadziły też inne polskie placówki dyplomatyczne. W czasie spotkania promującego książkę dr Drywa w tym kontekście wymienił on Turcję, Lizbonę, stolicę Portugalii, Buenos Aires stolice Argentyny, Brazylię, Genewę w Szwajcarii, Japonię i USA. Jego zdaniem to nie było tylko przekazywanie paszportów krajów południowoamerykańskich dla Żydów, ale też fałszowanie tożsamości, przekazywanie pieniędzy. – Tych Ładosiów jest więcej – dodał ambasador.

Zdaniem prof. Magdaleny Gawin, wiceminister kultury gdy istniały instytucje państwa (w tym przypadku placówki dyplomatyczne – dop. red.) istniały narzędzia do ratowania Żydów, nie tylko Polskich, ale także europejskich. Jej zdaniem był to element polityki zagranicznej MSZ rządu na uchodźstwie.

Pracę nad publikacją badaczka rozpoczęła jesienią w 2008 r. kwerendami w archiwach szwajcarskich. Jak przyznała Magdalena Gawin z niewiadomych powodów publikacja ta przeleżała w ministerstwie kultury 8 lat i dopiero teraz została wydana.

Tzw. grupa Ładosia była nieformalną formą współpracy polskich dyplomatów z Poselstwa RP w Bernie i przedstawicieli organizacji żydowskich na rzecz ratowania europejskich Żydów. Kierowana przez ambasadora Aleksandra Ładosia grupa dostarczała fałszywe paszporty południowoamerykańskie: Paragwaju, Peru, Haiti i Hondurasu, które miały ochronić ich posiadaczy przed wywózką do obozów zagłady w okupowanej przez Niemcy Polsce. Według różnych szacunków wydano w sumie od 8 do 10 tysięcy takich dokumentów. Jakub Kumoch i inni autorzy opublikowanej niedawno po polsku i po angielsku „Listy Ładosia" szacują, że co najmniej 3262 osób mogły skorzystać z paszportów wydanych przez tzw. grupę Ładosia.

W skład tzw. grupy Ładosia wchodzili: jego zastępca Stefan Ryniewicz, wicekonsul Konstanty Rokicki, attaché Juliusz Kühl oraz przedstawiciele organizacji żydowskich – Abraham Silberschein i Chaim Eiss.

Dokumenty trafiały do Żydów znajdujących się na terenie okupowanej Polski, ale też do Belgii, Holandii, Francji, Słowacji, Włoch, a także do pozbawionych niemieckiego obywatelstwa Żydów pochodzących z Niemiec i Austrii. Osoby, które posiadały takie dokumenty niekiedy były traktowana przez funkcjonariuszy państwa niemieckiego jako cudzoziemcy, czyli mogły zostać umieszczone na listach osób przeznaczonych do wymiany, lub zostać skierowane do obozów przejściowych dla internowanych.

Ile paszportów mogła wydać grupa Ładosia? Nie ma takiej pewności. Abraham Silberschein na początku 1944 r. oceniał, że mogły trafić nawet do 10 tys. osób. To oznacza, że opublikowana lista posiadaczy paszportów, stanowi około 30–40 proc. tych, których próbowała ratować grupa polskich dyplomatów. Z ustaleń naukowców wynika, że 796 osób będących w posiadaniu „paszportu Ładosia" przeżyło wojnę, a 957 zginęło (m.in. w obozach koncentracyjnych). Los niemal połowy z nich nie jest znany.

Publikacja, w której znajduje się lista nazwisk do których mogły trafić sfałszowane dokumenty, została wydana w poprzednim roku przez Instytut Pileckiego w Warszawie. Weryfikacją danych oprócz pracowników Instytutu Pileckiego, zajmowali się pracownicy IPN, archi¬wum Żydowskiego Instytutu Historycznego oraz Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA