fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Handel

Nie wszystkim odpowiada zakaz handlu w niedziele

Pracownicy handlu cieszą się, że mogą niedziele spędzać z rodziną. Narzekają jednak na niższe zarobki
shutterstock
Wprowadzenie ograniczeń w niedzielnym handlu wymaga od Polaków zmiany przyzwyczajeń zakupowych. Wielu przyznaje, że utrudnia im to życie.

Wprowadzone w marcu ubiegłego roku niedzielne ograniczenie handlu miało poprawić sytuację życiową pracowników tego sektora (szczególnie sklepów wielkopowierzchniowych), drobnych przedsiębiorców oraz wpłynąć na zmianę sposobu spędzania wolnego czasu przez Polaków. I choć rzeczywiście zmiana zasad otwarcia sklepów zmusiła do przeorganizowania życia, to wciąż znalezienie w tygodniu czasu na wyjście do sklepu jest problemem. Co ciekawe, na powstałe utrudnienia narzekają także pracownicy sektora handlowego oraz osoby, które według deklaracji, są wierzące i praktykujące (ustawodawca tłumaczył, że praca w niedzielę utrudnia chodzenie do Kościoła).

Wnioski te płyną z raportu diagnozy społecznej „Polacy z różnych grup zawodowych i społecznych oceniają obowiązujące ograniczenia handlu w niedziele" opracowanego przez firmę badawczo-konsultingową Danae.

Raport:
„Polacy z różnych grup zawodowych i społecznychoceniają obowiązujące ograniczenia handlu w niedziele" - PDF.

W odróżnieniu od prostych badań ilościowych określających kto jest za, a kto przeciw zakazowi handlu, które pojawiały się na rynku, diagnoza ta pokazuje konkretnie, co zakaz zmienił w życiu różnych grup zawodowych i społecznych Polaków i ich rodzin, czego by chcieli lub nie w niedziele. Autorzy przeprowadzili pogłębione rozmowy z 60 osobami w 10 miastach (różnej wielkości) i wsiach w całej Polsce. Respondenci byli zróżnicowani pod względem wieku, płci, stylu życia i poziomu zaangażowania religijnego. Szczególną uwagę zwrócono na pracujące mamy, przedsiębiorców działających w branży handlowej oraz studentów i emerytów, którzy w weekendy dorabiali w galeriach handlowych.

Wywiady pogłębione oraz wspierające badania ilościowe oraz ankiety internetowe CAWI na reprezentatywnej grupie Polaków przez agencję SW Research przeprowadzone były w kwietniu i maju 2019 r.

Coraz mniej handlowych niedziel

Uchwalona na początku stycznia 2018 r. ustawa o zakazie handlu w niedziele zakładała niemal dwuletni okres przejściowy zmierzający do całkowitego zamknięcia sklepów w ten dzień. Od 1 marca 2018 r. do końca roku handel dopuszczony był w pierwszą i ostatnią niedzielę miesiąca. Od początku tego roku handlować można tylko w ostatnią niedzielę miesiąca. Największe zmiany czekają klientów w styczniu 2020 r., kiedy to sklepy będą otwarte tylko w 7 niedziel w roku (26 stycznia, 5 kwietnia, 26 kwietnia, 28 czerwca, 30 sierpnia, 13 grudnia i 20 grudnia).

Wprowadzenie niemal dwuletniego okresu przejściowego to efekt negocjacji między przedsiębiorcami działającymi w sektorze handlowym a PiS, który był zdeterminowany do wprowadzenia całkowitego zakazu handlu. Dla ugrupowania rządzącego była to obietnica wyborcza złożona nie tylko pracownikom handlu, ale przede wszystkim NSZZ Solidarność. Dla tych ostatnich był to jeden z warunków poparcia udzielonego PiS podczas poprzedniej kampanii wyborczej.

Ale dwa lata temu było też większe poparcie społeczne dla niedzielnego zamykania sklepów niż po 1,5 roku obowiązywania ograniczeń.

Z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS dla „Rzeczpospolitej" w połowie października 2017 r. wynika, że ograniczenia niedzielnego handlu chciało wówczas 51 proc. ankietowanych (30 proc. wręcz twierdziło, że sklepy powinny być zamknięte we wszystkie niedziele). Za pozostawieniem sklepów otwartych opowiedziało się 43 proc. respondentów.

Gdy podobne pytanie IBRiS postawił w grudniu 2018 r. za bezwzględnym zakazem handlu w niedziele opowiedziało się już tylko 19 proc. ankietowanych (dodatkowo raczej tak odpowiedziało 9 proc.). A 45 proc. była temu zdecydowanie przeciwna, raczej nie deklarowało 23 proc.

W marcu tego roku w sondażu IBRiS (tym razem dla Radia Zet) przeciwko zakazowi handlu we wszystkie niedziele opowiedziało się już 62 proc. ankietowanych.

– Ustawa jest inaczej oceniana z perspektywy przedsiębiorców chcących rozwinąć własny biznes, inaczej z punktu widzenia pracowników handlu, a jeszcze inaczej z perspektywy konsumenta, który musi zmieniać przyzwyczajenia swoje i swojej rodziny – pisze we wstępie do raportu dr Marcin Spławski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, współautor opracowania. Jak dodaje, przygotowując raport, autorzy chcieli zbadać faktyczne zmiany zachowań społecznych oraz zainicjować dialog publiczny, mający na celu wypracowanie najlepszych rozwiązań odpowiadających oczekiwaniom Polaków, a nie jedynie wyobrażeniom polityków/urzędników.

Matki mówią o dwóch niedzielach

Pierwszą grupą, którą wzięli pod lupę badacze, były matki – zarówno te zatrudnione w handlu, jak i pracujące w innych branżach. I choć wszystkie zgodnie stwierdziły, że w ich życiu najważniejsza jest rodzina, to ich oceny co do wpływu zakazu handlu na relacje rodzinne w niej były podzielone. – Dzięki wolnym niedzielom ludzie będą bardziej wypoczęci, chętni do pracy, bardziej skoncentrowani na rodzinie – mówi Aneta, pracownica stacji benzynowej.

Respondentki zwróciły też uwagę na to, że wolne niedziele są dla matek ważne, zwłaszcza gdy ich dzieci są małe.

Jednak pracujące w handlu matki często podkreślały, że przez lata przyzwyczaiły się do braku wolnych niedziel i zaakceptowały elastyczny grafik. Dostrzegają także korzyści wynikające z takiej formy zatrudnienia. – Ludzie się godzą dlatego, że jest to więcej płatne, więc każdy z chęcią przychodzi – mówi pracująca w firmie transportowej Elwira.

Matkom odpowiadało także to, że w zamian za pracę w niedziele, przysługiwał im dzień wolny, co umożliwiało załatwienie sprawy w urzędzie, szkole lub przedszkolu. A dodatkowo stawka za pracę w niedziele była wyższa, więc finalnie wychodziły na plus.

Z drugiej strony dla kobiet, które pracują poza handlem, zamknięte sklepy w niedziele są sporym kłopotem. Narzekają zwłaszcza te, które nadal pracują w niedziele, bo to oznacza, że muszą robić zakupy w tygodniu. A tym samym mają mniej czasu dla bliskich.

Problemem dla wszystkich są natomiast soboty. Ruch skumulował się w jednym dniu, jest tłoczno, nerwowo, a pracownicy mają więcej obowiązków. Ci ostatni dodają jednak, że myśl o wolnej niedzieli rekompensuje im sobotni wysiłek. Z kolei klienci narzekają na zakupy w pośpiechu i tłoku. – Nie lubię robić zakupów w sobotę, bo zajmuje mi to dwa razy więcej czasu niż w dni powszednie – mówi Małgorzata pracująca w administracji jednej ze szkół. – Kolejki, nerwy, awantury. Zanim coś się kupi, to pięć razy trzeba się zastanowić, czy się chce w tej kolejce stać.

Zakaz handlu uderza szczególnie w rodziny wielodzietne, w których z uwagi na nadmiar obowiązków trudniej jest znaleźć czas na zakupy w tygodniu. Teraz większość obowiązków domowych skumulowała się w soboty.

Polkom brakuje także rozrywki, której dostarczały im galerie handlowe. To dla nich były nie tylko zakupy, ale także możliwość spędzenia czasu z rodziną w restauracjach czy w kinie. – Zamknięcie sklepów w niedzielę to dla mnie jest największa porażka, bo naprawdę jest to też odbieranie tego czasu wspólnego, kiedy wiadomo, że w tygodniu człowiek tak nie spędza czasu razem – mówi pracująca w banku Marta. – Powinnyśmy mieć jakiś bufor, kiedy możemy załatwić coś dla siebie, bo przecież nie żyjemy, żeby pracować, tylko pracujemy, żeby żyć.

Większość respondentek była za możliwością wyboru, czy osoba chce przyjść do pracy w niedzielę czy nie. A optymalnym rozwiązaniem są sklepy zamknięte dwie niedziele w miesiącu.

Tracą rodziny przedsiębiorców

Bardziej sprecyzowane poglądy dotyczące ograniczenia handlu przedstawili przedsiębiorcy. Według przytoczonych w raporcie badań ilościowych aż 45 proc. ankietowanych stwierdziło, że regulacja ta utrudnia rozwój drobnego biznesu. Odmiennego zdania było 33 proc. respondentów, a 22 proc. nie miało w tej sprawie zdania. – Gdybym miała porównać obroty tygodniowe, to sporo klientów mieliśmy w niedziele. Ludzie mają wolne i wtedy sporo osób nas odwiedzało – mówi Aleksandra, właścicielka biura podróży w galerii handlowej.

Przedsiębiorcy skarżą się więc na utratę części klientów a tym samym obniżenie dochodów. Tłumaczą, że niedziela była najbardziej dochodowym dniem, którego nie da się zrekompensować w inne dni tygodnia. Strata jest tym bardziej odczuwalna, że czynsz i inne koszty stałe pozostały te same.

Wolne niedziele nie dały im także więcej czasu dla rodziny, bo chcąc rekompensować straty, pracują dłużej w tygodniu, „przynoszą" pracę do domu lub otwierają sklepy internetowe. W dodatku pracując do późna, muszą jeszcze zrobić zakupy, co powoduje, że czas dla rodziny kurczy się.

Paradoksalnie na zakazie handlu nie zyskały także osiedlowe sklepy, bo ludzie nauczyli się robić w tygodniu zakupy na zapas w sieciach handlowych.

Przedsiębiorcy, podobnie jak matki na etatach, zwracali uwagę na to, że w zamian za pracę w niedzielę, mogli zrobić sobie dzień wolny w tygodniu. – Wolałam pójść w niedzielę do pracy i mieć wolne w tygodniu, odebrać dziecko ze szkoły wcześniej i na spokojnie odrobić z nim lekcje – mówi Iwona, właściciela salonu kosmetycznego.

Kobieta podkreśla także, że był to doskonały moment relaksu dla kobiet, który odebrano im, zamykając tego dnia galerie. – Kobiety chciały czasem uciec od dzieci (do galerii handlowej – red.), bo są takie, które chcą mieć trochę czasu dla siebie, a w ciągu tygodnia nie mogą go mieć, bo są w pracy – dodaje.

Skorzystał na tym natomiast sektor drobnych usług, bo ludzie w niedziele nie jedzą obiadów w galeriach tylko w lokalnych restauracjach.

Problem z dorobieniem

Duży ruch w niedzielę wymagał od przedsiębiorców zatrudnienia dodatkowego personelu. Korzystano wówczas z pomocy studentów i emerytów. Dla obu tych grup była to szansa dorobienia (studenci dzienni nie mieli możliwości pracy w inne dni), a osobom starszym dodatkowo umożliwiało kontakt z ludźmi. Dla tych osób praca w niedziele była wyborem i nie oczekiwali zmiany regulacji w tym zakresie. – Nikt na siłę nie pracował, wręcz się kłócili, czyja kolej teraz. Wszyscy chcieli sobie dorobić i nie mogli. Nikt do pracy nie zmuszał – mówi Henryk, emeryt.

Teraz część zrezygnowała z pracy, bo zatrudnienie tylko w jeden dzień w tygodniu było kłopotliwe i nieopłacalne. Inni zostali zwolnieni, bo przedsiębiorcy, ograniczając zatrudnienie, w pierwszej kolejności rezygnowali z osób zatrudnionych okazjonalnie. Studenci, którzy potrzebowali środków na utrzymanie, podejmowali pracę w tygodniu kosztem studiów.

Niektórzy mogli zamienić zatrudnienie w sklepach na gastronomię. Z tego rozwiązania skorzystali studenci, bo dla emerytów są to zajęcia zbyt ciężkie fizycznie.

Dla obu tych grup nie są to dla nich zmiany korzystne, więc wywołują u nich złość i rozgoryczenie. – Na dziesięć osób sześć jest pokrzywdzonych tym faktem, czterem i tak nie robi to większej różnicy – mówi Tomasz, student informatyki.

Wolność a sacrum

Pracownicy i klienci w wywiadach podkreślali, że zostali pozbawieni możliwości wyboru. Zwracają uwagę, że zamiast rezygnowania z handlowych niedziel lepsze byłoby wprowadzenie regulacji chroniących pracownika przed nadużyciami ze strony pracodawcy. Aż 83 proc. respondentów stwierdziło, że pracownicy powinni mieć wybór, czy chcą w niedziele pracować czy nie. Z czego 28 proc. twierdzi że pracownikom powinno się ustawowo zagwarantować dwie wolne niedziele w miesiącu. 5 proc. podkreśla, że terminy pracy powinny być ustalone z pracodawcą. A 12 proc. twierdzi, że nie powinno się pracować w niedziele.

Zwrócono też uwagę (aż 90 proc.), że pracującym w ten dzień należą się ekstrabenefity: 54 proc. ankietowanych jest zdania, że powinni oni otrzymywać wyższą stawkę godzinową, a 15 proc. wskazuje na gwarancję wolnego dnia w zamian za każdą niedzielę.

Dało się także zauważyć przekonanie, że ograniczenie zakazu pracy tylko do jednej grupy jest zdecydowanie niesprawiedliwe. Takie uwagi zgłaszali np. pracownicy gastronomii czy sektora rozrywkowego.

Nieoczywiste pozostaje też podejście do handlowych niedziel osób wierzących i praktykujących. Jak pokazują badania, przed wprowadzeniem ograniczenia w handlu w niedziele – te osoby wybierały się w niedziele do sklepu równie często jak inne. W ich opinii zarówno uczestnictwo we mszy św. jak i zakupy, nie wykluczały się. – Można iść do kościoła się pomodlić i do sklepu – mówi Aleksandra, urzędniczka.

Niektóre osoby jednak przyznały, że czuły wyrzuty sumienia z powodu przesuwania niedzielnej mszy na dalszy plan na rzecz zakupów. Większość jednak nie traktowała wizyty w sklepie tego w kategorii grzechu, ale rozrywki.

Prowincji jest trudniej

Dla osób mieszkających poza miastem niedzielna wyprawa do miasta wiązała się z różnego rodzaju aktywnościami. Dostarczała także rozrywki takich jak kino czy wyjście do restauracji, której na wsi brakuje.

– W galerii jest mnóstwo rzeczy do zrobienia, szczególnie dla dzieci. Bardziej to było aktywne niż jest teraz – mówi Jerzy, pracownik biurowy.

Rodzice podkreślają, że zakaz handlu dotkliwy jest zwłaszcza zimą i gdy pada deszcz.– Uważam, że jest to tysiąc razy lepsze niż miałabym im puszczać film w telewizji. Kiedy jest brzydka pogoda, to nie pójdziemy do ogrodu ani nie da się wyjechać na wycieczkę. To co ja mam z nimi zrobić – pyta Anna, fotografka. Wyprawa do miasta w niedzielę tylko w jednym celu traci dla nich rację bytu. – Kiedyś jak jechałam do kina w niedzielę, to przy okazji mogłam zrobić zakupy i pozałatwiać różne rzeczy. A teraz mam poczucie, że tylko płacę za paliwo i najczęściej nie chce mi się jechać wyłącznie do kina – dodaje Anna.

Osoby mieszkające na prowincji zaznaczają także, że wraz z zakazem handlu skasowano część połączeń komunikacyjnych, co utrudnia im dotarcie do miasta i powoduje, że zmuszone są spędzać niedziele w miejscu swojego zamieszkania.

Opinia polityka

Janusz Śniadek, poseł Prawa i Sprawiedliwości, były przewodniczący NSZZ Solidarność:

Ustawę ograniczającą handel w niedziele oceniam bardzo dobrze. Pomimo straszenia regulacja ta nie doprowadziła do upadku małych sklepików. Co roku oczywiście część z nich przestaje funkcjonować, ale skala nie jest większa niż w poprzednich latach. Drobny handel i gastronomia kwitną.

Można także zauważyć, że więcej osób w niedziele zamiast na zakupy wybiera się do lokalu w centrum miasta. Z jednej strony brak możliwości spędzenia wolnego czasu w galerii kieruje ich w inne miejsca. Z drugiej Polacy mają więcej pieniędzy i częściej stać ich na jedzenie w restauracjach.

Uważam, że świetnym rozwiązaniem było wprowadzenie dwuletniego okresu przejściowego, bo to pozwoliło na przyzwyczajenie się do nowej sytuacji. Od przyszłego roku wchodzi w życie całkowity zakaz handlu w niedziele.

Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego:

Wprowadzone przez PiS zmiany nie przyniosły oczekiwanego efektu. Z publikowanych chociażby przez Biuro Analiz Sejmowych danych wynika, że na ograniczeniu, a w perspektywie zakazie, handlu w niedzielę tracą najbardziej małe, rodzinne sklepiki.

Stanowisko Polskiego Stronnictwa Ludowego w tej kwestii nie zmienia się od kilku lat. Mając na uwadze życie rodzinne pracowników sklepów, handel w niedzielę powinien być ograniczony. Proponujemy, by sklepy były otwarte w niedzielę do godziny 13. Reszta dnia powinna być wolna, by pracownicy mogli ten czas spędzić ze swoimi najbliższymi. Oczywiście, idąc w ślad za postulatami Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, opowiadamy się za tym, aby za pracę w niedzielę obowiązywała wyższa stawka. Uważamy, że powinna to być dwuipółkrotność stawki podstawowej.

Izabela Leszczyna, posłanka Platformy Obywatelskiej:

Koalicja Obywatelska zniesie zakaz handlu w niedzielę w obowiązującej obecnie formie, zamiast niego wprowadzimy do kodeksu pracy przepis gwarantujący pracownikom minimum dwie wolne niedziele w miesiącu.

Zakaz handlu w niedzielę miał podobno pomóc małym, rodzinnym, osiedlowym sklepikom. Tymczasem z przyczyn ekonomicznych do zakończenia działalności zmuszonych zostało ok. 11 tys. takich sklepów. Na front wojny cenowej pomiędzy dyskontami PiS wprowadził małe osiedlowe sklepy, które, jak pokazują dane, tej wojny nie przetrwają. Zakaz handlu w niedzielę miał też wymiar propagandowy. PiS twierdził, że w ten sposób rodziny będą spędzać więcej czasu ze sobą, a ludzie zamiast do galerii pójdą do kościoła. Nakazami nie buduje się jednak wspólnoty, ani rodzinnej, ani religijnej.

Maciej Konieczny, partia Razem, „jedynka" w wyborach do Sejmu na liście Lewicy w Katowicach:

Partia Razem popiera zakaz handlu w niedzielę. Polacy w ogóle pracują za długo, brakuje nam równowagi pomiędzy życiem a pracą. Zakaz handlu w niedzielę to krok w dobrym kierunku. Wolne niedziele to szansa na wspólne spotkania w szerszym gronie. To nie działa, gdy jedna osoba ma wolne we wtorek, druga w czwartek, a trzecia w niedzielę.

Jeżeli pracowników nie stać na wolne niedziele, bo muszą dorabiać, to oznacza po prostu, że pensje są za niskie. Rozwiązaniem jest tu wzrost np. płacy minimalnej.

Przepisy o zakazie handlu w niedzielę powinny być uszczelnione. To, że niektóre sklepy udają nagle placówki pocztowe, to jest kpina z polskiego prawa.

Podoba nam się pomysł OPZZ, aby wszyscy pracownicy mogli liczyć na 250 proc. stawki godzinowej.

Komentarz eksperta

Barbara Leszczyńska, socjolog, dyrektor regionalny Dana:

Zaskoczył nas brak zdecydowanych opinii dotyczących handlu w niedziele, mimo że Polacy musieli zmienić zwyczaje zakupowe i organizację codzienności. Problemy mają zwłaszcza rodziny wielodzietne, w których obowiązków jest więcej, a teraz prawie wszystkie skumulowały się w soboty.

W sposobie spędzania wolnego czasu nie zauważyliśmy znaczącej zmiany jakościowej. Kto wcześniej spędzał czas z rodziną, nadal to robi: faktycznie teraz bardziej w niedzielę. Szczególnie straciły osoby mieszkające w małych miejscowościach, skąd trudniej wyrwać się tylko do kina czy restauracji. Zupełnie zbagatelizowaną grupą byli studenci i emeryci, którzy nie mogą dorobić sobie w niedziele. Nie wzięto także pod uwagę drobnych przedsiębiorców, którzy prowadzą swoje punkty usługowe w galeriach i w niedziele zarabiali najwięcej. Pracownicy handlu cieszą się z dnia wolnego. Ale dodają, że stracili na tym finansowo.

Prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego:

Ograniczenie handlu nie spowodowało rewolucji obyczajowej. Polacy stopniowo przyzwyczaili się do wprowadzonych zmian, ale nie można stwierdzić, że zaczęli spędzać czas w inny, lepszy sposób. Nie ma także pełnej akceptacji tej zmiany. Obawiałem się, że z powodu zakazu handlu ludzie zamkną się w domach i w ogóle nie będzie im się chciało szukać innych aktywności. Tak się jednak nie stało.

Nie można także zauważyć, by z powodu zamknięcia sklepów przybyło wiernych w kościele. Wcześniej bardziej „opłacało" im się wychodzić z domu, gdy mieli w planach zarówno mszę, jak i zakupy. Zwyczajowo najpierw udawali się do kościoła, a potem do sklepu.

Polacy jeszcze nie uświadamiają sobie, że od przyszłego roku sklepy będą zamknięte we wszystkie niedziele w miesiącu. Myślę, że trudno będzie się im do tego przyzwyczaić.

- Publikacja powstała we współpracy z firmą badawczo-konsultingową Danae, autorem opracowania

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA