fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

#RZECZoBIZNESIE: Marian Szołucha: Koronawirus może przerodzić spowolnienie w recesję

tv.rp.pl
Przeciętny zjadacz chleba w Polsce może odczuć koronawirusa poprzez inflację, jeszcze bardziej rosnące ceny towarów - mówi dr Marian Szołucha, ekonomista i wykładowca w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, gość programu Marcina Piaseckiego.

Gość podkreślił, że koronawirus będzie miał najgorsze skutki dla region ASEAN, z Chinami na czele. - Tam fabryki stanęły, zakorkowały się porty, jest problem z komunikacją, przemieszczaniem się ludzi, napływem robotników z innych krajów ościennych. Stanęła produkcja, więc też import do Europy. To podstawowy problem dla naszej części świata - mówił Szołucha.

W pierwszej kolejności ucierpiały rynki finansowe, na czele z giełdami. - Ucierpiały też dobra luksusowe, dla których chińscy odbiorcy stawali się w ostatnich latach coraz ważniejsi. Wszyscy, którzy mieli ścisłe związki z Chinami odczuwają skutki koronawirusa. Dalej wszystko zależy od tego czy uda się epidemię zdusić w zarodku – ocenił gość.

Przyznał, że w Polsce jesteśmy we względnie dobrej sytuacji. Najgorzej w Europie mają się północne Włochy.

- Koronawirus pojawił się w momencie, kiedy gospodarki zaczęły wchodzić w naturalną fazę spowolnienia. To może przerodzić się w recesję – tłumaczył.

Ekonomiści z Credit Agricole ocenili, że wzrost PKB Polski może spaść do 1 proc., może się pojawić techniczna recesja i trudności z eksportem.

- Jeżeli koronawirus nas dotknie to dostaniemy rykoszetem. Prognozy są bardzo różne. Credit Agricole opublikowało najbardziej dramatyczną. Prognoza Polskiego Instytutu Ekonomicznego mówi, że skutki koronawirusa dla polskiej gospodarki będą śladowe, nieodczuwalne dla przeciętnego zjadacza chleba - podał Szołucha.

Zaznaczył, że przeciętny zjadacz chleba może odczuć koronawirusa poprzez inflację, jeszcze bardziej rosnące ceny towarów.

Podatek cukrowy

Szołucha ocenił, że dobrą ideą jest dążenie do zmiany postaw żywieniowych Polaków. - Wolałbym, żeby następowała w sposób bardziej organiczny i świadomy – mówił.

Wyjaśnił, że podatek cukrowy polega na tym, że za każdy litr napoju słodzonego, do 5 gram cukru na 100 ml, nałożona będzie opłata w wysokości 50 gr. Potem za każdy dodatkowy gram cukru następne 5 gr, maksymalnie 1,2 zł.

- Mamy wysoko ustawiony poziom minimalny i bardzo nisko limit. Rozsądniej byłoby tę progresję rozciągnąć, żeby dla przeciętnego konsumenta różnica w cenie między zdrowszym i bardzo posłodzonym napojem była wyraźna. Wtedy byłoby to dla niego bodźcem do lepszego wyboru – stwierdził.

- Ze strony producenta dobrze by było tę opłatę skonstruować tak, by stała się bodźcem do zmiany receptury. Wtedy towarów szkodliwych dla organizmu człowieka na półkach sklepowych byłoby mniej – dodał.

Nowozelandzki instytut zbadał podobną opłatę, którą wprowadzono w 47 krajach. Wcale poziom zdrowia społeczeństwa się nie poprawił.

- W ustawie nie ma mowy o słodyczach, a w tej formie najwięcej cukru nasz organizm otrzymuje. Niepotrzebne jest też wyłączenie piw i wódek smakowych - mówił Szołucha.

- To jest ruch ryzykowny politycznie. Z badań opinii publicznej wynika, że Polacy nie są zwolennikami wprowadzenia tej opłaty. Zobaczymy jak to wszystko się skończy – dodał.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA