fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

„Antologia duchów miasta”: Życie wśród duchów przeszłości

„Antologia duchów miasta” już na ekranach
Aurora Films
Film Denisa Côté wytrąca widza z samozadowolenia, zmusza do zadawania niełatwych pytań.

Horror? To uproszczenie. Kanadyjczyk Denis Côté jest eksperymentatorem kina i autorem, który na ekranie potrafi stworzyć zarówno opowiadanie, jak i esej. Jego „Antologia duchów miasta", choć wkracza w rejony zjawisk nadprzyrodzonych, przede wszystkim niesie refleksję dotyczącą umierania – człowieka, społeczności.

Najpierw jest pusty, zmrożony krajobraz. Kanadyjska prowincja. Niewielka, zamieszkała przez 215 osób miejscowość Irénée-les-Neiges. Drogą jedzie samochód. Nagle, bez powodu, gwałtownie skręca. Wbija się w leżące w tym miejscu kamienne bloki. I znów zalega cisza.

W samochodzie ginie 21-letni chłopak. To szok dla jego rodziny: dla matki, która nie wierzy, że Simon mógł popełnić samobójstwo, dla ojca nie potrafiącego stawić czoła tej tragedii, a także dla starszego o dwa lata brata, od dawna marzącego, by przenieść się do Quebecu.

Ta śmierć robi też wrażenie na mieszkańcach wioski. Bo tu każdy ma swoje lęki i niespełnienia. I tylko pani mer próbuje uspokajać i zapewniać, że społeczność Irénée-les-Neiges jest solidarna i da sobie radę ze wszystkimi swoimi problemami.

A problemy są ewidentne. Miejscowość powoli umiera. Nikt tu nie ma wielkich perspektyw. Od myślenia o przyszłości silniejsze są tajemnice przeszłości. One żyją. Wracają. Przybierają postać tych, którzy odeszli. Simon ukazuje się rodzicom i bratu. Nic nie mówi. Ale jest. Patrzy. Dlaczego zginął?

Na stypie komuś się wymknęło, że przecież Simon nie był szczęśliwy, że miał swoje demony. Teraz sam jest demonem, który nie daje odpocząć najbliższym. I nie on jeden ukazuje się mieszkańcom Irénée-les-Neiges.

Na skraju tej wioski stoi dom, w którym kiedyś doszło do tragedii: ojciec zabił czwórkę dzieci, po czym popełnił samobójstwo. Każdy nosi tu więc coś w sobie. Zaśnieżony, pusty krajobraz zaludnia się duchami.

U Denisa Côté duchy nie straszą jak w horrorze, nie żywią się niczyją krwią. One są. Jak wyrzut sumienia. Jak nierozliczony kawałek życia. Jak pytania, na które pewnie nigdy nie poznamy odpowiedzi. Reżyser niczego zresztą widzowi nie ułatwia. W jego filmie wszystko niepokoi – obraz, hulający wiatr, niespełnienia ludzi, naturalne dźwięki, a nawet cisza.

„Antologię duchów miasta" każdy zrozumie po swojemu, jako opowieść o umieraniu albo o życiu po stracie najbliższej osoby. A może ktoś przypomni sobie, że ci, co odeszli, są. Gdzieś blisko. Patrzą. O czymś przypominają. Pytają.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA