fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Festiwal Biegowy

Wanda Panfil: Tokio nigdy nie zapomnę

Wanda Panfil
materiały prasowe
Wanda Panfil, jedyna Polka, która zdobyła mistrzostwo świata w maratonie (1991), po 28 latach emigracji w Meksyku wróciła do ojczyzny i szuka talentów

O wspomnieniach z Japonii

-  Ostatnie dwa tygodnie przed mistrzostwami świata spędziłam w miasteczku olimpijskim. Dzięki sponsorowi miałam zapewnione wszystko, ludzie wozili mnie na treningi. Trenowałam sama. Czułam się świetnie. Wierzyłam, że jestem przygotowana i zdobędę medal. Byłam tak skoncentrowana na biegu, że zapomniałam zabrać buty z hotelu. Na pięć minut przed startem miałam na nogach obuwie treningowe. Na szczęście ktoś z ekipy był jeszcze w hotelu i zdążył je przywieźć w ostatniej chwili, gdy wołali nas już na start.

O dniu, w którym zdobyła mistrzostwo świata

-  Nigdy go nie zapomnę. Pierwsze 20 km rywalizacji było bardzo wolne. Kamila Gradus uderzyła mnie niechcący w łydkę. To mnie zmusiło do szybszego biegu. Zrobiłam mocniej dwa kilometry. Z trasy zeszła Portugalka Rosa Mota, zostało nas sześć w czołówce. Czekałam, jak zareagują przeciwniczki. Na ostatnich trzech kilometrach ruszyłam bardzo szybko, zgubiłam je i było złoto.

O braku medalu olimpijskiego

-  Po mistrzostwach w Tokio posłuchałam trenera, który powiedział, że gdybym zmieniła plany treningowe, to byłabym jeszcze mocniejsza. Niestety, odniosłam kontuzję i marzenia o medalu prysły.

O szukaniu talentów

-  Mamy zdolnych zawodników, ale problemem jest konserwatywne podejście do treningu. Nabijanie kilometrów nie ma sensu. Polacy trenują dużo, a potem brakuje im mocy. Są zmęczeni już przed startem, kiedy powinna rozpierać ich energia. Nie można bać się zmian. Pracuję teraz w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie amatorzy biegają maraton poniżej trzech godzin. Prowadzę dziewczynę, która w Krynicy pokonała 10 km w 37 minut. Ma 20 lat i jeśli będzie mnie słuchać, jest szansa na sukces.

O modzie na maratony

-  Nie widzę kobiet na trasach 10 km czy półmaratonu. Nie należy uciekać od krótkich dystansów i po roku rzucać się na maraton, bo to może spowodować zniechęcenie. Trzeba najpierw polubić krótkie bieganie. Ile przygotowywałam się do maratonu? Siedem tygodni, trenując dwa razy dziennie. W ósmym był już start. Tygodniowo biegałam najwyżej 130–140 km. Raz tylko pokonałam 170 km i bardzo źle się czułam. Po wyjeździe do Meksyku zmieniłam styl trenowania. Uciekłam od polskiej monotonii i sama decydowałam, co robić. Jak byłam zmęczona, to odpuszczałam. Biegałam z dużą grupą mężczyzn. Oni pokonywali 15 km, a ja 10 km, ale w ich tempie.

O regeneracji

-  Krioterapię polecam, ale rolowania nie lubię. Czuję się po tym bardzo zmęczona. Nie wykonuję tego. Dużo czasu poświęcam na rozciąganie. Lepiej przebiec mniej, ale dobrze się rozciągnąć. Biegam codziennie, bo to lubię. Od 8 do 10 km.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA