fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Maciejewski: Wyznawcy świętego spokoju

Fotorzepa/ Piotr Guzik
Walka polskich hierarchów z „ideologią LGBT" jest strategicznie samobójcza.

Ze wszystkich świętych, o których wstawiennictwo modli się polski Kościół, najwięcej żarliwych próśb wysłuchiwać musi święty spokój. Minęło właśnie pół roku od premiery filmu braci Sekielskich, a żeby rozbroić tykającą bombę księży pedofilów i ich ofiar zrobiono bardzo mało albo prawie nic. Ale święty spokój jest patronem nie tylko milczenia i zamiatania spraw pod dywan, równie często staje się orędownikiem kulturowych wojen; świątynią zbudowaną pod jego wezwaniem jest oblężona twierdza. W ferworze jej obrony zagłuszane są też odgłosy z innych frontów.

Pomysłem polskich hierarchów na czas pontyfikatu papieża Franciszka – wywołany nim pozytywny ferment, jak chcą jedni, albo chaos i zgorszenie, jak wolą inni – stała się walka z „ideologią LGBT". Mają w niej po swojej stronie konserwatywną wrażliwość dużej części społeczeństwa, ale – co jeszcze ważniejsze – również wroga, który idealnie nadaje się do obsadzenia w tej roli. Żaden inny temat nie byłby w stanie tak pobudzić wyobraźni i zmotywować do działania „obrońców rodziny" i „bojowników o wolność". Dlatego taktycznie ta decyzja wydaje się rozsądna. Co z tego jednak, skoro strategicznie jest samobójcza.

Pozwala bowiem, w imię świętego spokoju i pod jego wezwaniem, bagatelizować to, co dzieje się w Kościele powszechnym: coraz bardziej widoczny w nim rozłam, który prędzej czy później również polski Kościół zmusi do opowiedzenia się po którejś ze stron. Rozłam ten jeszcze nigdy nie był bardziej wyraźny niż po zakończonym właśnie Synodzie ds. Amazonii. Zwolennicy reform nigdy jeszcze tak głośno nie świętowali, a tradycjonaliści nie mówili równie zgodnie o katastrofie. Niespodziewanie do grona tych drugich dołączył niedawno najbardziej znany watykański dziennikarz Vittorio Messori, autor wywiadu rzeki z Janem Pawłem II czy rozmowy z kardynałem Ratzingerem (opublikowanej potem jako „Raport o stanie wiary"), który stwierdził, że Franciszek wydaje się podważać to, do obrony czego został zobowiązany.

Logika oblężonej twierdzy może okazać się skuteczna tylko wtedy, gdy wiadomo, czego się broni. I jeżeli tym czymś nie jest święty spokój.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA