fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Zielonka: Strategia Borisa Johnsona

AFP
Nowy premier Wielkiej Brytanii jest przedstawiany w liberalnych mediach jako szalony samobójca. Zdaniem komentatorów efektem jego polityki będzie nie tylko śmierć głównego aktora, lecz też upadek albo rozpad Wielkiej Brytanii z konsekwencjami dla całej Europy. Jednak Johnson jest z natury hedonistą i nie ma zamiaru popełnić samobójstwa.

Jego gra jest potwornie niebezpieczna, lecz jej bohater ma konkretny plan, jak z tej gry wyjść zwycięsko. Nasz blondyn nie jest kamikadze. On pozuje na słynnego Jamesa Bonda, niezależnie od widocznej nadwagi. Jak wiemy, agent 007 często znajduje się na krawędzi śmierci, lecz nigdy nie umiera.

Boris Johnson jest dziś premierem, bo wcześniej niż jego konkurenci zrozumiał, że wynegocjowanie polubownego brexitu jest niemożliwe. Nie da się rozsupłać 20 tysięcy praw łączących jego kraj z Unią Europejską w sposób logiczny i sensowny. Zawsze będą grupy, które na rozwodzie stracą, a więc będą ten rozwód blokować. Trzeba zatem ten związek wysadzić w powietrze i na jego gruzach zbudować coś nowego.

Johnson również zrozumiał, iż w polityce liczy się wiarygodność. Była brytyjska premier Theresa May powtarzała w nieskończoność, iż brexit oznacza brexit, lecz przez dwa lata nie mogła powiedzieć, kiedy ten brexit nastąpi. Boris ustalił sztywną datę i będzie się jej trzymał bez względu na gospodarcze konsekwencje. To prowadzi do trzeciego filara jego strategii.

Johnson zrozumiał, że w erze postprawdy koszty brexitu są sprawą względną. W kampanii referendalnej przeciwnicy wyjścia z Unii Europejskiej straszyli Brytyjczyków natychmiastową katastrofą gospodarczą, która po ogłoszeniu wyników referendum jednak nie nastąpiła. Dziś nawet Bank Anglii nie ryzykuje prognoz gospodarczych po brexicie. Zresztą jego koszty są uzależnione od wielu czynników, których dziś jeszcze nie znamy.

Najważniejszym aspektem strategii Johnsona są jednak wybory parlamentarne. Johnson chce je wygrać, galopując na grzbiecie brexitu. W Izbie Gmin torysi oraz ich koalicjanci z Irlandii Północnej mają większość tylko jednego głosu, a każdy kolejny dzień pogłębia podziały w samej Partii Konserwatywnej. Wybory postawią rebeliantów partyjnych pod ścianą: jesteście ze mną czy z premierem laburzystowskim?

Zwycięstwo strategii Johnsona wymaga zbiegu wielu pomyślnych okoliczności. Nie jest to jednak strategia skazana na porażkę. Pytanie tylko, czy osobiste zwycięstwo premiera nie jest porażką dla Wielkiej Brytanii jako takiej. Szkocja nie chce umrzeć na ołtarzu angielskiego nacjonalizmu. Wojna domowa może wrócić do Irlandii Północnej. Brytyjskie firmy zarabiające na europejskim handlu i polskiej sile roboczej zaczną bankrutować. Demokracja brytyjska jest w rozsypce. Już teraz kanclerz mojego uniwersytetu i były minister w rządzie Margaret Thatcher nazywa Wielką Brytanię państwem upadłym.

Europa też straci na tym rozwodzie, bo współzależność uderza w obie strony konfliktu. Świadomość kosztów brexitu i gotowość ponoszenia ich ciężaru jest dzisiaj większa w Wielkiej Brytanii niż w Europie. Kiedy wreszcie zapuka do drzwi niemieckich, polskich czy francuskich przedsiębiorców i pracowników, zaczniemy pytać: kto stracił Wielką Brytanię?

Autor jest profesorem studiów europejskich na  Uniwersytecie w Oksfordzie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA