fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Kowal: Prawda i republika

AFP
Michael Cohen – mówi o nim cała Ameryka, ale u nas pozostaje nieznany. Przyznał, że w 2014 i 2015 r. płacił firmie z branży informatycznej za manipulowanie sondażami. Trafiały one potem do mediów i urabiały opinię publiczną na korzyść Donalda Trumpa.

Mamy poświadczone w paru zachodnich państwach próby wpływania na głosowania za pomocą zewnętrznych sił. Niektóre tropy prowadzą na północny wschód od naszego kraju.

W Polsce szykują się trzy kampanie wyborcze, a partie są bogate. Na dodatek ugrupowanie rządzące ma do swej dyspozycji media państwowe. Możliwości manipulowania nami, wyborcami, pojawia się więc sporo, a zamieszanie medialne uniemożliwia reakcję na czas. Patrzymy na Wielką Brytanię kilka lat po kampanii brexitowej. Nawet poważne media przyznawały, że w którymś momencie przestano weryfikować podawane przez sztaby dane. Nie pozostawało nic innego, jak tylko udzielić drugiej stronie głosu i to wszystko. Jeden więc mówił, że Londyn zyska na brexicie siedemdziesiąt tertylionów, drugi odpowiadał, że to nieprawda. Z kolei ze skołowanym wyborcą debatowały na ten temat w sieci boty opłacone za rubelki albo nie wiadomo za co. Tak rodziła się być może jedna z najważniejszych decyzji politycznych we współczesnej historii Wielkiej Brytanii.

Nie chodzi tylko o boty, sens współczesnych manipulacji nie ogranicza się też do promowania nienawiści. Nie chodzi także o moralizatorskie pogawędki. Chodzi o skłonienie wyborców do decyzji w oparciu o mylne dane, o nadużycie naszego zaufania. Gdyby ktoś zapomniał odpowiednio oznaczyć niebezpieczne schody na budowie albo, gorzej, gdyby oznaczenia wprowadzały w błąd i ludzie spadaliby z wysokości, bylibyśmy oburzeni, a sprawcy nie wychodziliby z sądu czy kryminału. Jeśli ktoś poda statystykę z sufitu i na jej podstawie zbałamuceni ludzie zmienią rząd, to nie ma sprawy? Państwo musi się przed tym bronić. Albo prawda i republika, albo szachrajstwa na coraz większą skalę, chaos i nowe autorytaryzmy.

Kupowanie wyników sondaży, działanie w celu zmylenia opinii publicznej, a więc także podawanie nieprawdziwych danych gospodarczych w kontekście wyborów, powinno być uznane za działanie przeciwko demokracji i być karane jak istniejące już w kodeksie karnym przestępstwa wyborcze. To samo dotyczy ograniczania dostępu do informacji publicznej. Niegdysiejszej opozycji, powiedzmy delikatnie, nie udał się obiecany pakiet demokratyczny. Może dzisiejsza wyszłaby z pakietem prawdy wyborczej i go potem uchwaliła? Dla dobra Rzeczypospolitej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA