fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Maciejewski: Hit z przeszłości

Fotorzepa/ Bartłomiej Zborowski
Cisza wokół kolejnej edycji „Big Brothera” jest głośniejsza niż oburzenie sprzed niemal 20 lat.

Wszystko to już dawno zwiędło. Ekscytacja podszyta niesmakiem, podniecenie wymieszane z niepokojem o społeczeństwo, które dało się uwieść spektaklowi wulgarnej przeciętności. Ten koktajl napuszonego oburzenia i skrytej fascynacji, marzenie każdego producenta telewizyjnego, wybuchł tak naprawdę tylko raz, 18 lat temu. Każda kolejna edycja „Big Brothera” i wszystkich jego reality-klonów, które w zeszłej dekadzie kolonizowały ramówki polskich telewizji, była już tylko smutną w swojej zawziętości próbą wskrzeszenia tamtych emocji. Kiedy szok traci swój smak, już niczym nie da się go posolić.

Dlatego kiedy program wrócił przed kilkoma miesiącami, zrobił to ukradkiem. Ale i tak od września ma pojawić się znowu. Jeden z tygodników wróży mu nawet zawrotną oglądalność, a to na podstawie liczby chętnych, którzy pojawili się na castingach. W siódmej edycji „Big Brothera” chciało podobno wystąpić aż 26 tys. Polaków. Te tłumy wróżą chyba jednak pustkę przed telewizorami. Pragnienie bycia widzianym jest odwrotnie proporcjonalne do zainteresowania faktem, że ktoś inny wystawia swoją prywatność na widok publiczny. Na początku XXI wieku wydanie każdego fragmentu swojego życia na pastwę kamer wymagało przekroczenia granicy lęku albo przyzwoitości, zależy jak na to spojrzeć. Po praniu mózgów zafundowanym nam przez media społecznościowe ta granica już właściwie nie istnieje. Cisza wokół show TVN jest głośniejsza niż oburzenie sprzed niemal 20 lat.

18 lat temu na łamach „Rzeczpospolitej” Dariusz Karłowicz stwierdził, że popularność „Big Brothera” bierze się z głodu polityczności. Polacy nie tylko poczuli, że mogą decydować o losie swoich „przedstawicieli”, pozbyć się ich bądź zatrzymać, wysyłając odpowiednią ilość SMS-ów. Jeszcze ważniejsze było, że podglądając ich i podsłuchując, poczuliśmy, jakby po raz pierwszy w III RP opadła zasłona niewiedzy oddzielająca elity od mas.

W tym samym czasie TVN uruchamiał pierwszą w Polsce całodobową telewizję informacyjną. Polityka została wydana na pastwę kamer, zamknięta w domu Wielkiego Brata. A skoro z czasem zaczęła się dostosowywać do reguł dyktowanych przez gospodarza, to i „Big Brother” przestał być komukolwiek potrzebny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA