fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekologia

Zakaz hodowli na futra poczeka

Stock Adobe
PiS łagodzi stanowisko. Nawet dziesięć lat może wynieść vacatio legis przepisu zamykającego fermy norek.

Podwyższenie kar za znęcanie się nad zwierzętami, zakaz trzymania psów na łańcuchu, obowiązek wszczepiania elektronicznych czipów tym czworonogom, ograniczenie uboju rytualnego (czyli bez ogłuszenia) – to najważniejsze elementy ustawy o ochronie zwierząt, którą wniósł PiS.

Największe emocje towarzyszą planowanemu zakazowi hodowli zwierząt futerkowych. W Polsce zabija się ich co roku ponad 8 mln, głównie norek. Zdaniem PiS fermy oprócz cierpienia zwierząt powodują duże uciążliwości dla okolicznych mieszkańców.

Początkowo zakaz miał wejść w życie za pięć lat. Z informacji „Rzeczpospolitej" wynika, że PiS planuje znaczne wydłużenie vacatio legis, nawet do dziesięciu lat. Powodem są skargi hodowców, którzy twierdzą, że muszą mieć więcej czasu na spłatę kredytów i rozliczenie środków unijnych.

Jeden z takich hodowców, Jerzy Kuczyński z woj. mazowieckiego, wziął udział w niedawnej konferencji w Sejmie. Zorganizował ją poseł Kukiz'15 Jarosław Sachajko, który uważa, że zamknięcie branży futrzarskiej będzie oznaczało dużą stratę dla gospodarki, bo Polska jest trzecim producentem skór na świecie. – Mam 52 lata i zostaję z kredytem na 18 lat do spłacenia – narzekał Kuczyński.

Wnioskodawca projektu PiS Krzysztof Czabański potwierdza, że „jest pole do rozmowy". – Trzeba będzie wysłuchać wszystkich argumentów. Nie chcemy tępić przedsiębiorców. Zależy nam, by dalej prowadzili działalność, tylko trochę inną – mówi.

Przekonuje, że nie zapadła jeszcze decyzja odnośnie do vacatio legis, choć z naszych informacji wynika, że jest inaczej. Po wniesieniu projektu przez PiS niemal identyczną propozycję złożyły PO i Nowoczesna, w których też działa silna frakcja obrońców zwierząt. Tam vacatio legis wynosi ponad siedem lat.

Odroczenie wejścia przepisów w życie niepokoi działaczy organizacji prozwierzęcych. Twierdzą, że horyzont zmian wyjdzie poza kilka kadencji Sejmu, co da hodowcom większe pole do lobbingu. – Już teraz mamy do czynienia z próbami zastraszenia – mówi Marta Jarosiewicz ze stowarzyszenia Otwarte Klatki. Przypomina, że poseł Jarosław Sachajko poprosił niedawno ABW o zbadanie działalności organizacji prozwierzęcych.

Obrońcy praw zwierząt starają się z kolei zbudować pozytywny klimat wokół zmian. Otwarte Klatki zebrały ponad 100 tys. zł na kampanię, w ramach której na początku roku zostaną wyemitowane spoty telewizyjne popierające zakaz hodowli na futra. Już teraz w ramach tej kampanii pojawiły się billboardy w kilku miastach, a po Warszawie jeżdżą oklejone autobusy. – Zależy nam, by politycy dostrzegli, że jest to ważny temat społeczny. Gdyby było inaczej, Polacy nie wsparliby zbiórki – mówi Marta Jarosiewicz.

Podczas głosowania raczej nie będzie dyscypliny. Jak zachowa się PiS? – Prawdopodobnie poprze zakaz – mówi Paweł Suski z PO, szef Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt.

Jego zdaniem dla zmiany nastawienia posłów partii rządzącej kluczowa była decyzja Jarosława Kaczyńskiego, który podpisał się pod projektem, a następnie nagrał się dla fundacji prozwierzęcej Viva!. – To powinno być niedopuszczalne, my nie możemy być krajem drugiej kategorii – powiedział o hodowli na futra.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA