fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Czy Polska użyje weta w sprawie funduszy unijnych

Charles Michel (przewodniczący Rady Europy, po lewej), David Sassoli (przewodniczący Parlamentu Europejskiego, w środku) i Ursula von der Leyen (przewodnicząca Komisji Europejskiej) będą mogli decydować o dostępie do unijnych funduszy
AFP
Rada UE wiąże unijne fundusze z rządami prawa. Zostaje nam blokada budżetu.

Założenia umowy zostały przyjęte w czwartek przez Parlament Europejski i sprawujące przewodnictwo w UE Niemcy. W najbliższych dniach zatwierdzi je sama Rada UE na poziomie ambasadorów.

Kompromis jest konieczny, i to szybko: bez niego nie da się uruchomić zarówno budżetu UE na lata 2021–2027 (1,07 mld euro), jak i nowego Funduszu Odbudowy (750 mld euro w darowiznach i kredytach). Pogrążona w najgłębszym kryzysie od wojny Europa z utęsknieniem czeka na te środki.

Umyślna dwuznaczność

Niemcy, ku zadowoleniu Polski, do niedawna ograniczyły zakres zapisów o praworządności do ochrony interesów finansowych Unii: zapobiegania oszustwom i korupcji przy wykorzystaniu europejskich dotacji. Jednak Parlament Europejski, gdzie nastroje wobec Polski i Węgier są bardzo wrogie, chciał rozciągnąć tę definicję na praworządność w ogóle. To w Warszawie i Budapeszcie wywołało uzasadnione obawy, że Bruksela uzyska arbitralny instrument „dyscyplinowania" krajów członkowskich z pominięciem zarówno Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE), jak i zapisanej w traktach procedury w Radzie UE (art. 7).

Ponieważ jednak bez zgody Europarlamentu fundusze nie zostaną uruchomione, Niemcy zdecydowały się na wyjście naprzeciw deputowanym w Strasburgu. Przyjęta formuła zakłada nie tylko, że „właściwe kroki zostaną podjęte po uznaniu, że pogwałcenie zasad praworządności może mieć bezpośredni wpływ na prawidłowe zarządzanie finansowe budżetem Unii" (co Polsce odpowiadało), ale „istnieje ryzyko", że tak się stanie.

– To jest kompromis. Zachowaliśmy zawężającą definicję praworządności, ale uwzględniliśmy stanowisko Europarlamentu, wpisując możliwość prewencyjnego działania w tym względzie – mówią „Rz" źródła w Berlinie. Ich zdaniem choć takie sformułowanie nie będzie odpowiadać ani Polsce i Węgrom (bo jest zbyt restrykcyjne), ani Holandii, Danii, Austrii, Finlandii (bo jest zbyt łagodne), to przecież w Radzie UE bez trudu znajdzie się 15 krajów zamieszkałych przez 65 proc. ludności Unii (tzw. większość kwalifikowana), aby zatwierdzić to porozumienie.

Zgodnie z nim jeśli Komisja Europejska dostrzeże ryzyko dla wydatkowania środków, będzie mogła wystąpić o ich wstrzymanie do Rady UE, która przyjmie decyzję w tej sprawie kwalifikowaną większością (zainteresowany kraj będzie mógł opóźnić procedurę o dodatkowe dwa miesiące).

Wysoko postawione  źródła w Komisji Europejskiej zwracają w rozmowie z „Rz" uwagę na dodatkowe zabezpieczenie: zgodnie z zapisami szczytu UE w lipcu na wniosek karanego kraju sprawa może trafić pod obrady przywódców UE.

– Mamy tu umyślną dwuznaczność. Z jednej strony Rada Europejska jako najwyższy organ UE może w logice politycznej zrobić wszystko. Z drugiej zaś prawna procedura zawieszenia środków będzie toczyła się nadal – wskazują.

Ratyfikacja w Sejmie

Faktem pozostaje, że w ramach procedury z art. 7 Komisja Europejska od lat nie może zebrać w Radzie UE kwalifikowanej większości, aby ukarać Polskę i Węgry za łamanie praworządności. Mimo to porozumienie Europarlamentu z prezydencją niemiecką zostało przyjęte z obu stron emocjonalnie.

– Przez lata spór z Polską i Węgrami kończył się na niczym. Teraz będzie inaczej – zapewniał fiński eurodeputowany Petri Sarvamaa.

Europoseł PiS prof. Zdzisław Krasnodębski mówi „Rz": to jest bardzo niedobry kompromis. Parlament Europejski, który jest teraz niezwykle radykalny, uzyskał wiele. Mamy kryzys, każdy potrzebuje pieniędzy, więc w Brukseli uznano, że to jest moment na dyscyplinowanie państw, ograniczanie ich suwerenności.

Jego zdaniem w odniesieniu do budżetu na lata 2021–2027 Polska może pozwać te zapisy do TSUE, bo w traktatach nie ma mowy o wiązaniu wypłat pieniędzy z przestrzeganiem reguł praworządności. W odniesieniu do Funduszu Odbudowy weto może natomiast postawić Sejm, bo to jest nowy instrument Unii, który wymaga ratyfikacji przez parlamenty narodowe.

Wcześniej, na szczycie UE w grudniu, Polska może zablokować cały pakiet finansowy wart 1,8 mld euro, bo wymaga on jednomyślnej decyzji przywódców UE. O takiej możliwości wspominał w październiku w wywiadzie dla „Gazety Polskiej" Jarosław Kaczyński. Polscy negocjatorzy liczą, że nie tylko prezydencja niemiecka, ale też kraje, które najbardziej potrzebują unijnej pomocy, jak Włochy czy Hiszpania, wymuszą wcześniej „doprecyzowanie" porozumienia z Europarlamentem tak, aby groźba wstrzymania unijnych środków finansowych nie mogła służyć do podważenia systemu ustrojowego państwa, ale jedynie stanowiła zabezpieczenie przed defraudacją unijnych środków finansowych.

– Warszawie też powinno zależeć na kompromisie, bo i w Polskę, jak w południe Europy, pandemia uderza z całą siłą – wskazują źródła w Berlinie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA