fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Polska próbuje oswoić Emmanuela Macrona

Prezydent Francji Emmanuel Macron
PAP/EPA
Po otwartej krytyce prezydenta Francji ze strony naszego kraju nie ma już śladu, mimo że nie zaprzestaje on ataków pod adresem Warszawy.

Układ stołu na spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej z Emmanuelem Macronem można uznać za symboliczny. Po jednej stronie zasiedli przywódcy Polski i Węgier, a po drugiej Francuz, po którego bokach miejsce zajęli Słowak i Czech. Wyszehrad wcale nie jest zjednoczony w swoim oporze wobec francuskich pomysłów, bo Czechy i Słowacja próbują się dystansować od Węgier i Polski.

Te niuanse, o których słychać już od jakiegoś czasu, były widoczne i tutaj. Jak zwykle po takich spotkaniach mnóstwo jest relacji dyplomatów każdej ze stron. I te czesko-słowackie wyraźnie wskazywały, że to Polska jest problemem. Poczynając od rzekomej próby zerwania przez naszą delegację spotkania po wywiadzie udzielonym przez Macrona kilku europejskim dziennikom, po anegdotę, jakoby Macron miał wypominać premier Szydło zerwany kontrakt na caracale i stwierdzić, że w ten sposób Francja nie potraktowałaby nawet Zimbabwe.

Obu historiom zdecydowanie zaprzecza strona polska, tej drugiej nie potwierdzają też źródła francuskie, wskazując dodatkowo, że to zupełnie nie w stylu wyjątkowo poprawnego i ostrożnego nowego prezydenta.

Nasi sąsiedzi zza południowej granicy przekonywali jeszcze, że rozmowa z Macronem była ich inicjatywą, podczas gdy Warszawa przypisywała ją sobie. Wreszcie Czesi i Słowacy o samym spotkaniu wypowiadali się w tonie entuzjastycznym, podczas gdy strona polska, ale również francuska, wykazywała optymizm, lecz ostrożny. Raczej zadowolenie z tego, że rozmawiamy i będziemy rozmawiać o trudnych sprawach, niż przekonanie, że nie będzie sporów.

Polska taktyka jest klarowna. Po początkowym lekceważeniu i otwartej krytyce ze strony choćby Witolda Waszczykowskiego przyszedł czas na opamiętanie. Warszawa zrozumiała, że Macron staje się jednym z najważniejszych przywódców w UE, że z jego zdaniem liczy się nie tylko Bruksela, która w kilka godzin na życzenie Francji zaostrza pakiet transportowy, ale i Berlin, który głośno popiera wyrażoną przez niego ostrą krytykę stanu praworządności w Polsce.

Jak widać, Polsce trudno nawet liczyć na poparcie regionu, a osamotniony sojusz z Węgrami to trochę mało. Próbujemy więc przekonać Paryż do konstruktywnych rozmów na ważne dla nas tematy, czyli przede wszystkim o przyszłości rynku wewnętrznego, zagrożonego protekcjonistycznymi inicjatywami Francji. Chcemy to jednak robić w oderwaniu od problemu praworządności czy uchodźców. Polska uważa, że w tej pierwszej sprawie nikt nie ma prawa niczego nam nakazać, a o tej drugiej możemy oczywiście rozmawiać, ale niezależnie od innych dyskusji.

Szydło poprosiła też Macrona, żeby zaprzestał medialnych ataków, on jednak nic nie odpowiedział. Bo taktyka Paryża, jak widać wspieranego przez Berlin, jest inna. Wszystko pomieszać, żeby wizja strat w jednej dziedzinie przekonała Polskę do ustępstw w innych.

Macron robi tak, bo naprawdę uważa, że praworządność jest ważna. I dlatego, że taka taktyka ma większe szanse powodzenia. Wreszcie dlatego, że chce ograniczeń na wspólnym rynku, bo tego żądają od niego Francuzi. Opłaca mu się więc gra przeciw Polsce, która jednocześnie jest głównym źródłem pracowników delegowanych i głównym problemem dla praworządności.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA