fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

USA - Chiny: To demokracja pokona Chiny

Spotkanie na Alasce. Z lewej najważniejsi w dyplomacji chińskiej Wang Yi i Yang Jiechi, z prawej doradca Bidena ds. bezpieczeństwa Jake Sullivan i sekretarz stanu
AFP
Xi liczył na reset z Ameryką po odejściu Trumpa. Dostał od Bidena ideologiczne starcie rozłożone na dziesięciolecia.

– Chwileczkę! Proszę jeszcze nie wychodzić! – apel w miniony piątek w Anchorage sekretarza stanu Antony'ego Blinkena do dziennikarzy, aby zostali na sali obrad, choć zaczyna się robocza część spotkania z szefem wydziału zagranicznego Chińskiej Partii Komunistycznej Yang Jiechi i ministrem spraw zagranicznych Wang Yi, oznaczało zerwanie podstawowych konwenansów życia międzynarodowego. Wytrawny amerykański dyplomata zdecydował się jednak na to, bo chwilę wcześniej Yi, zamiast ograniczyć się do ustalonej, dwuminutowej deklaracji, dopuścił się 18-minutowej tyrady, w której zarzucił Stanom Zjednoczonym wszystko, co najgorsze, od rasowej dyskryminacji po neoimperializm.

Złamana obietnica

Teraz media już wiedzą, na czym stoją z Joe Bidenem. Nowy prezydent nie tylko nie zrezygnuje z zainicjowanej przez swojego poprzednika walki z Chinami o amerykańskie interesy gospodarcze i bezpieczeństwa, ale na plan pierwszy wysunie element dotąd w zasadzie nieobecny: demokrację i prawa człowieka. To będzie więc nowa odsłona zimnej wojny, która przez blisko pięć dekad była świadkiem walki amerykańskiego liberalizmu z sowieckim komunizmem. Tym razem miejsce tego drugiego zajmie chiński autorytaryzm, bo Ameryka swoich wartości nie zmieniła.

Blinken jasno określił, od czego zacznie się ta batalia. To próba ratowania resztek autonomii Hongkongu, sprzeciw wobec ludobójstwa muzułmańskiej ludności w pięciokrotnie większym od Polski Sinciangu oraz obrona niezależności Tajwanu.

Jednak w tej rozgrywce to Xi uderzył pierwszy. 11 marca Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych przyjęło ustawę, która całkowicie podporządkowuje Pekinowi do tej pory autonomiczny parlament Hongkongu. Za tym ma pójść likwidacja niezależności sądownictwa terytorium i autonomii jego systemu edukacji. Podjęte w 1997 r. przez Deng Xiaopinga zobowiązanie do utrzymania zasady „jeden kraj, dwa systemy" przez 50 lat od oddania kolonii przez Wielką Brytanią zostaje tym samym ostatecznie przekreślone. Xi odpowiada na demokratyczne manifestacje w Hongkongu sprzed dwóch lat, ale pokazuje też, że – skoro w ośrodku finansowym zachodni biznes zasadniczo zastąpiły banki i koncerny z ChRL – może pozwolić sobie na pogwałcenie zobowiązań wobec Zachodu.

Świat dyktatorów

Twarde starcie w Anchorage zostało natomiast z ulgą przyjęte w Tajwanie, jedynym kraju świata badanym przez YouGov, gdzie jesienią ub.r. Donald Trump zbierał większe poparcie od Joe Bidena. Te obawy zostały jeszcze podsycone, gdy admirał Philip Davidson, głównodowodzący amerykańską flotą na Pacyfiku, ostrzegł niedawno, że Chiny za sześć lat będą gotowe do inwazji wyspy. Mimo wszystko zaproszenie przedstawicielki Tajwanu na inaugurację Bidena dodało otuchy władzom w Tajpej. Teraz ten dobry nastrój tylko się umocnił.

Blinken już wcześniej przyznał, że – jak jego poprzednik Mike Pompeo – uważa, że Chiny dopuszczają się „ludobójstwa" w Sinciangu. Nie wiadomo, czy jak o to apelowały organizację Ujgurów na Zachodzie wystąpił w Anchorage o zamknięcie obozów reedukacji w tym regionie. Ale do tego nie sprowadza się pole ideologicznego starcia obu mocarstw.

Kurt Campbell, który jest odpowiedzialny za sprawy azjatyckie w Białym Domu, ostrzegł, że Ameryka nie pozwoli na „zastraszanie" Australii przez Pekin za to, że Canberra domaga się niezależnego śledztwa w sprawie wybuchu pandemii w Wuhanie. Sam Blinken powiedział w Anchorage, że jego kraj nie zamierza znieść karnych ceł na chiński import, jakie wprowadził Trump. Zapowiedział też, że amerykańska flota będzie blokować transport tankowcami ropy z Iranu do Chin, jakieś 500 tys. baryłek dziennie. To handel, który pozostaje w sprzeczności z embargiem nałożonym na Teheran za łamanie zakazu rozwoju programu uzbrojenia atomowego.

Dziewięciu kolejnych prezydentów, od Richarda Nixona po Donalda Trumpa, odłożyło na bok aspekty ideologiczne w stosunkach z Chinami, koncentrują się na handlu i sile zbrojnej. 79-letni Biden doszedł jednak do wniosku, że to wyższość demokracji i praw człowieka okazały się decydującą bronią Ameryki w zwycięstwie nad ZSRR przed 30 laty. To samo, zapewne za dziesiątki lat, powinno się powtórzyć z Chinami. W Wytycznych Strategicznych nowej administracji czytamy: „demokracja jest naszym fundamentalnym atutem. To nie jest relikt historii, ale najlepszy sposób na osiągnięcie obietnic na przyszłość". Konkretnym przejawem tej strategii jest budowa antychińskiej koalicji krajów demokratycznych: przed spotkaniem w Anchorage Blinken odwiedził Japonię i Koreę Południową. Ameryka dokooptowała do tego starcia Japonię, Indie i Australię (razem te cztery państwa tworzą tzw. Quad).

Jednak prestiżowe pismo „Foreign Affairs" zwraca uwagę, że ideologiczną agendę ma też Pekin. Ponieważ KPCh wie, że Waszyngton nigdy nie uzna jej legitymizacji, Xi stara się wspierać jak najwięcej autokratycznych reżimów za granicą. Tylko w takim świecie może czuć się bezpiecznie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA