fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Ostre oświadczenie Chin: USA chcą zniszczyć dobrobyt Hongkongu

AFP
Pekin grozi podjęciem "środków zaradaczych" mających powstrzymać USA od "mieszania się w wewnętrzne sprawy" Chin, po tym jak Izba Reprezentantów przyjęła ustawę wspierającą uczestników prodemokratycznych protestów w Hongkongu.

W utrzymanym w ostrym tonie oświadczeniu chiński MSZ wyraził "oburzenie i sprzeciw" wobec przyjęciu przez Izbę Reprezentantów Kongresu Ustawy o Prawach Człowieka i Demokracji w Hongkongu, która nakazuje administracji doroczne sprawdzanie czy miasto jest wystarczająco niezależne od Chin, aby zachować uprzywilejowany status w stosunkach handlowych z USA.

- W odniesieniu do niewłaściwej decyzji USA, Chiny muszą przyjąć środki zaradcze, aby zagwarantować sobie suwerenność, bezpieczeństwo i zabezpieczyć interesy związane z rozwojem (kraju) - powiedział rzecznik chińskiego MSZ, Geng Shuang. - Jeśli wspomniana ustawa stanie się obowiązującym prawem wówczas nie tylko zagrozi interesom Chin, ale również zaszkodzi relacjom Chin z USA i interesom Stanów Zjednoczonych - dodał.

MSZ Chin podkreśla, że Hongkong nie mierzy się z problemami w kwestii "spraw tzw. praw człowieka i demokracji", natomiast - jak przekonuje Pekin - USA prezentuje "złowieszcze intencje zniszczenia dobrobytu i stabilności Hongkongu i powstrzymania rozwoju Chin.

- Izba Reprezentantów ignoruje fakty i przedstawia czarne jako białe opisując poważne przestępstwa, takie jak podpalenia, niszczenie sklepów i akty przemocy jako kwestię praw człowieka i demokracji, prezentując podwójne standardy - dodał Geng Shuang.

We wtorek Izba Reprezentantów przegłosowała też ustawę, która wstrzymuje eksport wyposażenia policyjnego służącego do tłumienia demonstracji, takiego jak gaz łzawiący do Hongkongu.

Dziennik "People's Daily" w komentarzu do decyzji Kongresu napisał, że Chiny nie poczynią żadnych koncesji ws. Hongkongu.

W Hongkongu, administrowanym przez Chiny od 1997 roku, od czerwca trwają prodemokratyczne protesty, w czasie których często dochodzi do starć protestujących z policją. Protesty rozpoczęły się jako sprzeciw wobec zmian w przepisach o ekstradycji, które umożliwiałyby sądzenie mieszkańców Hongkongu przed sądami w Chinach (te ostatnie są podległe rządzącej Chinami Komunistycznej Partii Chin). Ostatecznie, pod presją protestujących, szefowa administracji Hongkongu, Carrie Lam wycofała się z tych przepisów, ale protesty nie ustały - obecnie zmieniły się one w ruch na rzecz przemian demokratycznych w Hongkongu.

Źródło: South China Morning Post
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA