fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Echa ustawy o IPN: Naplucie sojusznikom w twarz

Część członków rządu w Jerozolimie chce, aby ambasador Izraela w Warszawie Anna Azari została odwołana do kraju
Czarek Sokołowski
Ustawa o IPN od razu nadwerężyła stosunki Polski z dwoma strategicznymi partnerami: Ameryką i Izraelem.

W Knesecie dominuje poczucie zdrady. I z trudem powstrzymanego oburzenia.

– W niedzielę premierzy Netanjahu i Morawiecki uzgodnili, że zostanie powołana dwustronna komisja dla wyjaśnienia zapisów prawa, które zostało na tamtym etapie przyjęte przez Sejm. Niestety, zanim jeszcze się zebrała, Senat zatwierdził ustawę. To nie jest zgodne z duchem uzgodnienia obu szefów rządu – mówi „Rz” Sharon Haskel, deputowana Likudu, partii, której przywódcą jest Netenjahu.

Polska była do tej pory uważana za jednego z najbliższych sojuszników Izraela w Europie, w szczególności z powodu postawy Warszawy wobec konfliktu palestyńskiego. Ale mimo to szereg członków izraelskiego rządu zaapelowało do premiera o bardzo stanowczą reakcję na wydarzenia w Warszawie.

Niepewny los ambasador

– Ustawa przyjęta przez Polaków jest próbą zaprzeczenia udziałowi Polski w Holokauście. Wyważając racje między interesami politycznymi i moralnymi, koniecznie jest jasne rozstrzygnięcie – uszanowanie pamięci ofiar Holokaustu jest ważniejsze niż cokolwiek innego – uznał minister transportu i wywiadu Yisrael Katz. Zaapelował on także o odwołanie ambasador Izraela w Warszawie Anny Azari.

Ale późnym popołudniem rzecznik ambasady Michał Sobelman powiedział „Rz”, że żadna decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.

– Premier Netanjahu ma ogromne doświadczenie międzynarodowe i wie, jak należy taki spór rozwiązać – przyznała Haskel.

Jej zdaniem wcale nie jest też przesądzone, że Kneset odpowie na decyzję Senatu uchwaleniem kontrustawy, która karałaby pięcioma latami więzienia tych, którzy zaprzeczają współodpowiedzialności Polaków za Holokaust. Pod projektem ustawy podpisało się 61 deputowanych w 120-osobowym Knesecie.

– Wiele projektów ustaw jest u nas przyjmowanych tylko po to, aby pojawiły się nagłówki w gazetach. Sądzę, że utrzymanie strategicznych relacji z Polską jest dla nas ważne, planowana komisja wspólna powinna się zebrać, aby zapewnić, że nowe przepisy nie ograniczą debaty nad przebiegiem Holokaustu. 3–7 proc. Polaków brało udział w takiej czy innej formie w Zagładzie, ale 80–90 proc. odnosiło się wobec mordu na Żydach obojętnie. A przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść, tylko właśnie obojętność – uważa Sharon Haskel.

Nawet jednak jeśli rzeczywiście ambasador Izraela nie zostanie odwołana, a Kneset nie przyjmie ustawy wymierzonej przeciw Polsce, niechęć do Warszawy w Jerozolimie jest w tej chwili ogromna.

– Polska napluła Izraelowi w twarz. To właśnie oznacza ta ustawa – uznał deputowany lewicowej Unii Syjonistycznej Zipi Livni.

Zaś lider centrowej partii Yesh Atid (Jest Przyszłość) Yair Lapid wysłał list do ambasadora UE w Tel Awiwie Emanuele Giaufret z apelem, aby zarówno Unia Europejska, jak i jej kraje członkowskie potępiły Polskę.

Ostrzeżenie Waszyngtonu

Zajmujący się badaniami nad Zagładą jerozolimski Instytut Yad Vashem uznał, że o ile można się zgodzić z zakazem używania terminu „polskie obozy śmierci”, o tyle pozostała część przyjętej przez parlament w Warszawie ustawy jest bardzo problematyczna.

– To jest zagrożenie dla swobodnej dyskusji o udziale części polskiego społeczeństwa w Holokauście – uznał Instytut. I zapowiedział, że będzie nadal wspierał badania nad współodpowiedzialnością Polaków za Shoah.

Ustawa zainicjowana przez PiS ma położyć kres nieudokumentowanym oskarżeniom o mordy na Żydach dokonane przez Polaków, ale jak dotąd efekt jest odwrotny. Izraelskie, i szerzej światowe, media nie tylko są pełne tekstów o współodpowiedzialności naszego kraju za Zagładę, ale wiele z nich, jak główny lewicowy dziennik Izraela „Haaretz”, z chęcią cytuje najbardziej radykalne oceny w tej sprawie. Gazeta na pierwszej stronie cytuje Jana Grabowskiego, pracującego w Kanadzie historyka, który mówi o „orgii mordowania”. Jego zdaniem Polacy pośrednio i bezpośrednio zabili 200 tys. Żydów. To cztery razy więcej, niż podaje w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Efraim Zuroff, dyrektor prestiżowego Centrum Wiesenthala zajmującego się ściganiem zbrodniarzy nazistowskich.

Kilka tygodni po uznaniu przez Donalda Trumpa Jerozolimy za stolicę Izraela takie reakcje w państwie żydowskim nie mogły nie pozostać bez wpływu na stanowisko Waszyngtonu wobec nowej ustawy. Tym bardziej że ostro zareagował na nią także wpływowy nowojorski Światowy Kongres Żydów.

Jeszcze przed przyjęciem ustawy przez Senat rzeczniczka Departamentu Stanu Neather Nauert apelowała o zmianę treści projektu. Ostrzegła także, że jeśli tak się nie stanie, będzie to miało wpływ na „strategiczne interesy i sojusze Polski, w tym ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem”. Jej zdaniem „na powstałych w ten sposób podziałach między sojusznikami skorzystają tylko nasi rywale”.

– Zachęcamy Polskę do ponownej oceny projektu ustawy w świetle potencjalnego wpływu na zasadę swobody wypowiedzi i naszej zdolności do bycia skutecznymi partnerami”– powiedziała Nauert.

Zaledwie tydzień temu sekretarz stanu USA Rex Tillerson, składając wieniec pod pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie, cytował Jana Pawła II: „Nikomu nie wolno przejść obojętnie obok tragedii Szoah”.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA