fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Dobra osobiste: Śmierć niekochanego dziecka bez zadośćuczynienia

123RF
Brak rzeczywistej, silnej więzi rodzinnej między matką a dzieckiem wyklucza możliwość zasądzenia zadośćuczynienia za jego śmierć z winy osób, pod których pieczą się znajdowało .

Tak wynika z wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie (sygn. akt I ACa 1225/14).

Wanda L. pozwała Powiat o 1.000.000 zł zadośćuczynienia za krzywdę doznaną w związku ze śmiercią swego syna Marka. 17-latek utonął w czasie, gdy był wychowankiem Rodzinnego Domu Dziecka prowadzonego przez małżonków Annę i Romana N. (wszystkie dane identyfikacyjne zostały zmienione).

Wanda L. zmarła w czasie procesu. Był on kontynuowany z udziałem następców prawnych zmarłej – męża i dwójki innych  dzieci, czyli ojca i rodzeństwa zmarłego. Podtrzymali oni żądanie  zadośćuczynienia.

Nie chciał kontaktu z matką

Marek L. nie miał łatwego dzieciństwa: chory psychicznie ojciec, znerwicowana matka, niepełnosprawny brat i kłopoty materialne rodziny. Obciążona dużą ilością zajęć Wanda L. nie radziła sobie z rozwiązywaniem problemów, ale jednocześnie odmawiała przyjmowania pomocy społecznej. Twierdziła też, że dobrze sobie radzi z wychowaniem dzieci. Zarówno Marek jak i jego rodzeństwo byli zmuszeni do wytężonych prac związanych z rozbudową domu i utrzymaniem domu, do udziału w opiece nad najmłodszym bratem, który był chory na porażenie mózgowe. Do tego matka stosowała surowe metody wychowawcze: biła dzieci, ograniczała im wyjścia z domu i kontakty z rówieśnikami, sama natomiast wyjeżdżała z domu, pozbawiając potomstwo opieki.

Marek czuł się nieakceptowany i niekochany, po kolejnej awanturze z matką próbował popełnić samobójstwo. Wtedy trafił pod opiekę rodzinnego pogotowia opiekuńczego, a wobec matki wszczęto z urzędu postępowanie o ograniczenie władzy rodzicielskiej. Marka umieszczono w Rodzinnym Domu Dziecka - jednostce organizacyjnej Powiatu. Jego dyrektorem była Anna N., która wraz z mężem ukończyła specjalistyczne szkolenia. Małżonkowie przeszli też pozytywnie badania psychologiczne. Uznano, że "posiadają cechy temperamentalne, charakterologiczne i emocjonalne predysponujące ich do podjęcia tak odpowiedzialnego zadania", jak prowadzenie rodzinnego domu dziecka.

Pod opieką małżonków N. chłopak zaczął dochodzić do siebie. Choć nie obyło się bez konfliktów w relacjach z pozostałymi członkami nowej rodziny, Marek nie sprawiał większych problemów wychowawczych i dobrze się uczył. Kategorycznie odmawiał jednak jakichkolwiek kontaktów z biologiczną rodziną, zwłaszcza z rodzicami. Wanda L. tylko raz przyjechała do syna, ale była wówczas pod wpływem alkoholu. Marek nie chciał z nią rozmawiać.

Na rozprawie w sprawie o pozbawienia matki praw rodzicielskich i zakazanie jej kontaktów z synem Marek oświadczył, że nie chce wracać do naturalnej rodziny ani nawet utrzymywać kontaktów z matką i rodzeństwem, gdyż łączą go z nimi tylko złe wspomnienia: bicie, znieważanie, brak rodzinnego ciepła. Chciał zostać w Rodzinnym Domu Dziecka aż do ukończenia nauki w liceum.

Nieszczęśliwy wypadek

Miesiąc po rozprawie Marek już nie żył. Utonął podczas kąpieli w zalewie, nad który wybrał się wraz z opiekunem Romanem N. i piątką innych wychowanków Rodzinnego Domu Dziecka. Mimo natychmiastowego udzielenia pomocy, nastolatek zmarł. Śledztwo w tej sprawie zostało umorzone z powodu braku znamion jakiegokolwiek przestępstwa. Prokuratura uznała, że śmierć Marka była wynikiem nieszczęśliwego wypadku.

Rozpoznający pozew Sąd I instancji stwierdził, że Powiat może odpowiadać na zasadach ryzyka za szkodę wyrządzoną z winy podporządkowanego mu Rodzinnego Domu Dziecka. Przesłanką odpowiedzialności jest wtedy szkoda pozostająca w związku przyczynowo – skutkowym z winą podwładnego, czyli w tym przypadku Romana N. , który przyjął na siebie obowiązek sprawowania pieczy nad wychowankami. Wystarczy, że wina polega na zaniechaniu zasad ostrożności i bezpieczeństwa wynikających z doświadczenia życiowego i okoliczności danego wypadku.

Sad pierwszej instancji uznał, że Roman N. dopuścił się winy nieumyślnej w postaci lekkomyślności, gdyż zabrał wychowanków nad zalew, nad którym nie było urządzonego kąpieliska, nie było ratownika.

Nie każda więź jest dobrem osobistym

Sąd Okręgowy uznał jednak, że powództwo krewnych Marka L. o zadośćuczynienie nie zasługuje na uwzględnienie. Wskazał, że dobrem osobistym podlegającym ochronie na podstawie art. 23 i art. 24 kodeksu cywilnego w związku z art. 448 k.c. jest więź rodzinna. Nie każdą jednak więź rodzinną należy automatycznie zaliczyć do katalogu dóbr osobistych, lecz jedynie taką, której zerwanie powoduje ból, cierpienie i rodzi poczucie krzywdy.

- W tym przypadku nie istniała jednak więź emocjonalna między zmarłym nastolatkiem a jego matką, której zerwanie uzasadniało zasądzenie zadośćuczynienia. Wandzie L. nie zależało na synu i nie chciała podtrzymywać więzi z dzieckiem, które czuło się niekochane i odrzucone – uzasadniał Sąd.

Od tego wyroku apelację wnieśli powodowie, czyli następcy prawni zmarłej matki. Sąd Apelacyjny nie uznał jednak ich argumentów.

- Fakt, że Wanda L. dążyła do poszukiwania i ukarania winnych śmierci syna nie przesądza o przeżywaniu przez nią bólu i cierpienia po stracie syna, lecz było to raczej sposobem wyrażania złości i oskarżania innych. Gdyby Wandzie L. faktycznie zależało na synu i gdyby chciała podtrzymywać więź z nim  wynikającą z samego faktu urodzenia go, to bez względu na postawę syna mogła podjąć efektywne działania w tym kierunku. Jedna próba spotkania i to pod wpływem alkoholu to za mało dla zbudowania prawidłowych relacji rodzinnych – stwierdził Sąd Apelacyjny oddalając apelację.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA