fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Budżet 2020 może obędzie się bez deficytu

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Projekt kasy państwa na przyszły rok wciąż nie jest gotowy. Jak wynika z naszych informacji, resort finansów stara się, by był on zgodny z obietnicą premiera.

Projekt budżetu państwa nie znalazł się w porządku najbliższego, wtorkowego posiedzenia Rady Ministrów – pokazują informacje Kancelarii Premiera. Tymczasem czas już nagli, bo jeśli projekt finansów państwa nie pojawi się do końca grudnia, nie będzie miało podstawy, by funkcjonować wraz z początkiem nowego roku.

Prawdopodobnie jednak jeszcze w tym tygodniu odbędzie się drugie posiedzenie rządu z projektem budżetu 2020 w roli głównej. Co więcej, jak wynika z naszych informacji, być może będzie to projekt tzw. zrównoważonego budżetu. Bo mimo pewnych trudności resort finansów chce utrzymać obietnicę „budżetu bez deficytu" złożoną we wrześniu tego roku przez premiera Mateusza Morawieckiego.

– Jeśli tak, to ministerstwo ma sporo pracy – komentuje Karol Pogorzelski, ekonomista ING Banku. Przypomnijmy, że w porównaniu z sytuacją z września, gdy rząd przyjął pierwszy projekt planu finansowego państwa na 2020 r., pojawiły się wyzwania na ok. 15 mld zł. To efekt zaplanowanej w 2020 r. wypłaty 13. emerytury (koszt ok. 10 mld zł) oraz wycofania się PiS z pomysłu zniesienia limitu składek ZUS (koszt ok. 5 mld zł netto).

Problem 13. emerytury został już rozwiązany poprzez powołanie Funduszu Solidarnościowego, którego funkcjonowanie nie będzie wprost obciążać budżetu centralnego. Na uzupełnienie luki po braku podwyżki składek ZUS dla najlepiej zarabiających tak prostego pomysłu już nie ma. – Zapewne minister finansów wraz z innymi ministrami szuka oszczędności we wszystkich pozycjach budżetowych. Dlatego to tak długo trwa – komentuje jeden z analityków rynkowych.

– Pewnym problemem dla przyszłorocznego budżetu może okazać się też tempo wzrostu gospodarczego – zauważa Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Millennium Banku. – Wiele prognoz pokazuje, że PKB będzie rosło wolniej, niż zakłada resort finansów (czyli 3,7 proc.). Co prawda nie sądzę, by MF obniżyło swoje prognozy, ale też nie ma podstaw, by zwiększać założone już i tak na dosyć wysokim poziomie wypływy podatkowe w 2020 r. – dodaje.

Przypomnijmy, że we wrześniu rząd zakładał dochody podatkowe na ok. 392,5 mld zł wobec 371 mld zł przewidywanego wykonania w 2019 r. (to wzrost o 5,7 proc.). Problem w tym, że już w tym roku dochody z podatków mogą być nieco niższe od oczekiwanych. Z dwóch powodów. Po pierwsze, należy się spodziewać niższych o ok. 1,5 mld dochodów z podatku PIT. W październiku tego roku weszła bowiem w życie reforma obniżająca stawki PIT z 18 do 17 proc. oraz podnosząca dwukrotnie wysokość pracowniczych kosztów uzyskania przychodów, a która nie była uwzględniana w skutkach finansowych w ustawie budżetowej na 2019 r.

Po drugie, w ostatnich miesiącach roku może też osłabić się dynamika wpływów z VAT. Konsumpcja Polaków wciąż ma się bardzo dobrze i dużo wydają w sklepach, jednak sporo też oszczędzają. Już w wynikach budżetu po październiku widać było, że dochody z VAT siadają, a resort finansów z tej okazji zapytał urzędy skarbowe o przyczynę tej sytuacji.

Brak projektu budżetu na przyszły rok w połowie grudnia jest sytuacją dosyć nietypową. Ostatnio zdarzyło się to w 2015 r. (który również był rokiem wyborczym). Wówczas rząd przyjął projekt na kilka dni przed świętami (21 grudnia), a prezydent podpisał ustawę dopiero 25 lutego.

Ciekawe, że jest to termin późniejszy, niż wynikałoby z zapisów konstytucyjnych. Mówią one, że projekt budżetu państwa rząd musi przekazać do Sejmu na trzy miesiące przed końcem roku (a więc do końca września). Sejm zaś powinien przedłożyć uchwaloną ustawę do podpisu prezydenta w ciągu czterech miesięcy (a więc do końca stycznia). Jeśli tego nie zrobi, prezydent może rozwiązać parlament.

Jednak zdaniem polityków PiS powyższe terminy nie „obowiązują" w roku wyborczym. Według nich projekt budżetu, podobnie jak inne projekty złożone w Sejmie, podlega zasadzie dyskontynuacji. To znaczy, że rząd musi złożyć nowy projekt, a termin prac parlamentu nad budżetem zaczyna liczyć się od nowa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA