fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Stawka walki z szarą strefą to nawet 120 mld zł

Adobe Stock
Gdyby udział szarej strefy w polskiej gospodarce zmniejszał się o 1 pkt proc. rocznie, do 2023 r. sektor finansów publicznych zyskałby nawet 120 mld zł – szacuje Polski Instytut Ekonomiczny.

Luka VAT, której zasypanie było jednym z flagowych programów obecnego rządu, jest już niewielka. Dla Ministerstwa Finansów to powód do zadowolenia, ale zarazem kłopot. O dalszy wzrost wpływów do budżetu z tytułu lepszej ściągalności VAT będzie bowiem trudno. Potencjalnym źródłem dodatkowych wpływów jest jednak szeroko rozumiana szara strefa.

Według szacunków Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE) tzw. luka VAT wynosiła w 2018 r. już tylko 7,2 proc. potencjalnych wpływów z tego podatku w porównaniu z 14,7 proc. rok wcześniej i 20,8 proc. w 2016 r. W ujęciu nominalnym zmalała do 13,8 mld zł, z niemal 37 mld zł dwa lata wcześniej. Tyle przyniosłoby budżetowi całkowite uszczelnienie systemu poboru VAT (co w praktyce jest niemożliwe). Sam resort finansów lukę VAT ocenia inaczej niż CASE. Szacuje, że wynosiła ona w ub.r. 12,5 proc. potencjalnych wpływów w porównaniu z 15,4 proc. rok wcześniej. Przyznaje jednak, że przestrzeń do poprawy ściągalności tej daniny jest już mocno ograniczona.

Co to oznacza? „Działania uszczelniające system podatkowy będą więc skierowane na podatki dochodowe oraz na inne daniny publiczne, m.in. na składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne oraz opłaty i daniny środowiskowe" – czytamy w wieloletnim planie finansowym państwa na lata 2019–2022. Można to czytać właśnie jako zapowiedź walki z szarą strefą. Próbę oszacowania, jak może to wpłynąć na stan sektora finansów publicznych podjął Polski Instytut Ekonomiczny.

W raporcie, który zostanie opublikowany w środę, PIE wylicza, że ograniczanie szarej strefy o 1 proc. PKB rocznie zwiększyłoby skumulowane wpływy z podatków i składek na ubezpieczenia społeczne w latach 2019–2023 nawet o 121 mld zł. To jednak scenariusz optymistyczny, oparty na założeniu, że legalna aktywność ekonomiczna z szarej strefy byłaby w całości przenoszona do oficjalnej gospodarki. W scenariuszu pesymistycznym, w którym tylko połowa eliminowanej legalnej aktywności ekonomicznej w szarej strefie zostałaby sformalizowana, wpływy sektora finansów publicznych wzrosłyby o około 60 mld zł.

Szara strefa, określana też mianem gospodarki cienia lub gospodarki nieformalnej, i luka VAT to powiązane zjawiska, ale pierwsze z nich jest szersze. Odnosi się do wszelkiej działalności gospodarczej zarówno legalnej, jak i nielegalnej, która odbywa się poza oficjalnym obiegiem i od której siłą rzeczy nie są odprowadzane składki na ubezpieczenia społeczne i podatki.

Analitycy PIE podkreślają, że szara strefa – podobnie jak luka VAT – systematycznie w Polsce maleje. W ub.r., jak wynika z ich szacunków, bazujących na obliczeniach United Nations Global Compact (UNGC), wynosiła 13,4 proc. PKB w porównaniu z 14,4 proc. w 2017 r. i niemal 21 proc. jeszcze w 2010 r.

Na to, że gospodarka cienia jest w zaniku, wskazują też szacunki Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych (IPAG), choć dość istotnie różnią się one od tych autorstwa UNGC. W marcu br. IPAG szacował, korygując nieprecyzyjne w jego ocenie wyliczenia GUS, że udział szarej strefy w PKB Polski wynosił w 2018 r. 18 proc. w porównaniu z 18,7 proc. rok wcześniej i ponad 19 proc. w 2015 r. IPAG prognozował, że w tym roku udział ten spadnie do 17,2 proc.

Te dane sugerują, że ograniczanie gospodarki nieformalnej może mieć nawet większe korzyści budżetowe, niż wylicza PIE. Zarazem jednak pokazują, że odchudzanie jej o 1 proc. PKB rocznie wymagałoby pewnego wysiłku. – Założenie, że udział szarej strefy w PKB będzie malał o 1 pkt proc. rocznie, jest optymistyczne – przyznaje w rozmowie z „Rz" dr Bohdan Wyżnikiewicz, prezes IPAG. – Trudno jest walczyć z zakorzenionym nawykiem Polaków, że za pewne usługi płaci się gotówką. A takie nieformalne usługi stanowią dużą część szarej strefy – tłumaczy ekonomista. Jego zdaniem rząd jest też w walce z gospodarką cienia niekonsekwentny. Przejawem tego zjawiska jest szybkie podwyższanie minimalnego wynagrodzenia, co sprzyja wzrostowi zatrudnienia na czarno, szczególnie w małych przedsiębiorstwach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA