Budowa i remont

To tam powstaje najwięcej mieszkań i domów

Bliska Wola - inwestycja JW Construction
materiały prasowe
Na warszawskiej Woli w pierwszych trzech kwartałach tego roku oddano do użytku więcej nieruchomości niż w całych województwach lubuskim, opolskim i świętokrzyskim.

Tak wynika z analiz Home Brokera. Firma sprawdziła, gdzie w Polsce buduje się najwięcej, a gdzie najmniej. - Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że od stycznia do września tego roku w całym kraju oddano do użytku 129,8 tys. mieszkań - mówi Marcin Krasoń, analityk Home Brokera. - W całym poprzednim roku było to 178,3 tys. lokali. Co ósmy lokal (dom lub mieszkanie) w tym roku wybudowano w Warszawie. (16 835 lokali oddanych do użytkowania).

Stolica, jak mówi Marcin Krasoń, jest największym miastem i największym rynkiem nieruchomości. - Warto jednak zauważyć, że w przeliczeniu na 1 tys. mieszkańców wcale nie buduje się tam najwięcej - mówi ekspert Home Brokera. - Przez trzy kwartały tego roku w Warszawie oddano do użytkowania 9,5 lokali mieszkalnych na 1 tys. mieszkańców. W Gdańsku wskaźnik ten wyniósł 9,8, Wrocławiu 11,1, a niewielkiej Wrześni – 10. Spośród miast wojewódzkich na przeciwnym biegunie (liczba mieszkań oddanych do użytkowania na 1 tys. osób mniejsza niż 2,5) znalazły się Katowice, Bydgoszcz i Olsztyn. W przedziale 2,5-3 wskaźnik ten "mieści się" w Łodzi, Zielonej Górze i Toruniu.

A to i tak nieźle w porównaniu do niektórych innych dużych miast. - W Częstochowie, Sosnowcu i Radomiu (to miasta z 200-230 tys. mieszkańców) powstało odpowiednio 1,2, 1,3 i 1,7 lokali mieszkalnych na 1 tys. osób - podaje Marcin Krasoń. - W wielu miastach Śląska sytuacja jest wręcz katastrofalna. W Zabrzu (ponad 170 tys. mieszkańców) oddano do użytkowania 157 lokali mieszkalnych (0,9 na 1 tys. osób), a w Bytomiu i Rudzie Śląskiej po 80-90, co daje wskaźnik na 1 tys. mieszkańców na poziomie odpowiednio 0,5 i 0,7. Wg prognoz demografów liczba ludności tych miast spadnie do 2050 r. o 30 proc. lub więcej. Najgorsze prognozy dotyczą Bytomia i Zabrza, w których spadek liczby ludności ma wynieść ok. 50 proc. W tych miastach nie ma po prostu kto ani dla kogo budować. Przy średniej dla całego kraju 3,4 mieszkania na 1 tys. mieszkańców, w woj. śląskim wybudowano 1,9.

Krasoń wskazuje też na miejscowości, w których ludzie chętnie się osiedlają. - Na czoło wysuwają się tu okolice Poznania i Gdańska. Występuje tam zjawisko suburbanizacji, czyli zaludniania gmin podmiejskich, które kuszą niższymi cenami nieruchomości i większym spokojem - mówi ekspert Home Brokera. - W podpoznańskich Komornikach przez dziewięć miesięcy wybudowano 56 mieszkań na 1 tys. mieszkańców, a w podgdańskim Żukowie – 103. Te liczby należy jednak traktować ostrożnie, gdyż są to miejscowości dynamicznie rozwijające się i ich liczba mieszkańców regularnie rośnie. Na przykład liczba mieszkańców Borkowa (gmina Pruszcz Gdański) wzrosła od 1998 r. ponad ośmiokrotnie.

Z analiz Home Brokera wynika, że od stycznia do września w Warszawie oddano do użytkowania 16 835 lokali mieszkalnych. - Najwięcej (3109 – 22,4 na 1 tys. mieszkańców) na napędzanej drugą linią metra Woli, potem na Białołęce (2323 – 20 na 1 tys. mieszkańców) i Pradze-Południe (2181 – 12,2 na 1 tys. mieszkańców). - Dziwić może tylko 116 lokali mieszkalnych oddanych do użytkowania w Śródmieściu (1 na tys. mieszkańców), które słynie z najwyższych cen mieszkań i gęstej zabudowy. I właśnie ta gęsta zabudowa jest przyczyną niewielkiej liczby nowych inwestycji. Po prostu nie ma gdzie budować, a nieliczne dostępne działki są bardzo drogie. Wg danych GUS w 2016 r. w warszawskim Śródmieściu nie oddano do użytkowania ani jednego mieszkania - opowiada.

Dodaje, że zamieszkana przez bez mała 140 tys. osób Wola wybudowała w dziewięć miesięcy tyle mieszkań co 540-tys. Poznań. - Więcej mieszkań powstało jedynie w Gdańsku, Krakowie i Wrocławiu. Pod względem liczby mieszkań oddanych do użytkowania najbardziej dynamiczna warszawska dzielnica wygrywa z trzema województwami (lubuskie, opolskie i świętokrzyskie), a nieznacznie przegrywa z dwoma kolejnymi (podlaskie i warmińsko-mazurskie) - podkreśla Marcin Krasoń.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL