fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Rozwód z Unią jest przesądzony

Boris Johnson po przegraniu głosowania uchwały, która umożliwiłaby brexit 31 października
AFP
Po trzech i pół roku wahań parlament ratyfikował umowę rozwodową. Brexit jest już kwestią tygodni.

Choć służby premiera mają dobre rozeznanie preferencji politycznych każdego z 650 deputowanych Izby Gmin, Boris Johnson nie spodziewał się tak dobrego wyniku. We wtorek wieczorem parlament stosunkiem 329 głosów za do 299 przeciw zatwierdził porozumienie, które szef rządu przywiózł z Brukseli pięć dni wcześniej. To 30 głosów przewagi, ogromny kontrast w stosunku do porażki stosunkiem 58 głosów, jaką przy trzeciej próbie ratyfikacji umowy rozwodowej poniosła Theresa May.

Sukces okazał się możliwy, bo po myśli Johnsona głosowali nie tylko umiarkowani torysi, ale także ci należący do dwóch skrajnych frakcji ugrupowania: eurosceptycznej i przychylnej integracji. Ale przede wszystkim Jeremy Corbyn nie zdołał zdyscyplinować swoich szeregów: 21 spośród 247 posłów lewicy poparło porozumienie, które lider laburzystów nazwał „najgorszym z możliwych".

Zdrada Hammonda

Triumf Johnsona trwał jednak tylko 15 minut. W kolejnym głosowaniu to jego zdradziło dziewięciu deputowanych Partii Konserwatywnej, w tym tak kluczowe postacie jak minister finansów w rządzie May Philip Hammond i wieloletni minister jeszcze z czasów Margaret Thatcher i Johna Majora Kenneth Clarke. W konsekwencji Izba Gmin odrzuciła stosunkiem 322 do 308 niezwykle krótki, trzydniowy kalendarz procedowania umowy rozwodowej.

Johnson wielokrotnie zarzekał się, że „woli umrzeć w rowie", niż szukać kolejnej zwłoki w brexicie poza 31 października. Teraz jednak ten termin wydaje się praktycznie niemożliwy do utrzymania.

Jeszcze w czasie debaty przed głosowaniem premier starał się szantażować deputowanych, zapowiadając, że jeśli przegra głosowanie w sprawie kalendarza ratyfikacji, natychmiast wystąpi o przedterminowe wybory. Ostatnie sondaże YouGov dają torysom (37 proc. poparcia) potężną przewagę nad laburzystami (22 proc.). Premier liczył więc, że w ten sposób przekona do swojego stanowiska przynajmniej część deputowanych lewicy, w szczególności tych, których okręgi masowo głosowały za wyjściem z Unii.

Po odrzuceniu terminarza obrad Johnson swojej groźby już jednak nie powtórzył. Zapowiedział natomiast, że podejmuje konsultacje z przywódcami Unii w sprawie przełożenia daty brexitu. Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk jeszcze tego wieczoru ogłosił, że opowiada się za odłożeniem rozwodu o trzy miesiące, do 31 stycznia. Następnego dnia rano to stanowisko poparł premier Irlandii Leo Varadkar, a także przewodniczący Parlamentu Europejskiego David Sassoli. Stanowisko tego ostatniego jest o tyle istotne, że zgromadzenie w Strasburgu musi ratyfikować umowę, zanim wejdzie ona w życie. Za odłożeniem brexitu jest także Polska. Wyjście Królestwa bez porozumienia w szczególny sposób uderzyłoby w nasz kraj, nie tylko ograniczając dostęp do trzeciego dla nas rynku eksportowego, ale także podcinając o zaległą składkę Londynu dochody budżetu UE, którego jesteśmy poważnym beneficjantem.

Naród chce brexitu

Ale nie wszystkie kraje Unii podzielają to stanowisko. W szczególności Emmanuel Macron, który w kwietniu wymusił krótszą, półroczną zwłokę w brexicie, znów skłania się ku ograniczeniu w czasie kolejnego, trzeciego już przesunięcia. W środę w nocy sprawę mieli omawiać ambasadorowie krajów „27". Jedna z możliwości to „elastyczna" zwłoka, która pozwoliłaby Brytyjczykom na wyjście z Unii zaraz, gdy będą gotowi, choć w ramach trzymiesięcznych ram.

Uzgodnienie zwłoki powinno prowadzić do rozpisania przedterminowych wyborów, być może już w czwartek. Do tego potrzeba poparcia dwóch trzecich posłów. Corbyn wielokrotnie zapewnił, że jeśli uzyska gwarancje, iż Wielka Brytania nie wyjdzie z Unii bez porozumienia, poprze wcześniejsze głosowanie.

Mimo wszystko w środę bezpośrednie spotkanie premiera z liderem opozycji nie zaowocowało uzgodnieniem wspólnego kalendarza rozwodu.

Najnowszy sondaż instytutu ComRes wskazuje, że poparcie dla brexitu wyraźnie rośnie. Chce tego już 50 proc. badanych, podczas gdy 42 proc. jest przeciwnego zdania (jeśli wykluczyć tych, którzy nie mają w tej sprawie opinii, przewaga opowiadających się za rozwodem rośnie do 54 proc. wobec 46 proc., którzy mają przeciwne podejście).

To nie stwarza dobrej dynamiki dla Corbyna, który w razie wygrania wyborów zapowiada, że w ciągu trzech miesięcy renegocjuje umową rozwodową m.in. po to, aby Wielka Brytania pozostała w unii celnej z kontynentem, a następnie podda umowę pod nowe referendum. Słabość programu lidera Partii Pracy polega także na tym, że ewentualną większość parlamentarną musiałby zbudować nie tylko z przeciwnymi brexitowi Liberalnymi Demokratami, ale także Szkocką Partią Narodową (SNP). Liderka tej ostatniej Nicola Sturgeon zapowiedziała zaś, że będzie domagała się w przyszłym roku od brytyjskiego rządu rozpisania kolejnego referendum w sprawie niepodległości prowincji. Pięć lat temu secesjoniści przegrali takie głosowanie stosunkiem 45 do 55 proc., jednak ostatni sondaż dla „Sunday Timesa" daje im 50 proc. poparcia. W 2016 r. zdecydowana większość Szkotów odrzuciła brexit i perspektywa rozwodu zdecydowanie sprzyja popularności idei niepodległościowych.

W razie wygranej w wyborach Johnson zapowiada podjęcie intensywnych negocjacji nad zawarciem z UE umowy o wolnym handlu, podobnej do tej, jaka wiąże Kanadę ze Wspólnotą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA