fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Boks

Z łokcia i po gongu

Krzysztof Głowacki upada na ring po raz pierwszy. Chwilę wcześniej rywal uderzył go łokciem w twarz
EAST NEWS, Tomasz Radzik
Skandal w Rydze, gdzie Krzysztof Głowacki przegrał w półfinale World Boxing Super Series z Łotyszem Mairisem Briedisem.

Krzysztof Głowacki po krótkiej, dramatycznej walce, został znokautowany w trzeciej rundzie. Ekipa Polaka zapowiedziała jednak, że złoży protest, gdyż rywal Głowackiego grał wyjątkowo nieczysto.

Faulem na faul

Nie tak miał wyglądać półfinałowy pojedynek WBSS (World Boxing Super Series). Wydawało się, że w starciu dwóch mistrzów świata, aktualnego (Głowacki – WBO) i byłego (Briedis – WBC) nie ma faworyta i zwycięzca zostanie wyłoniony po długiej, 12-rundowej wojnie. 32-letni Briedis przystępował do półfinału z zaledwie jedną porażką na koncie – w ubiegłym roku, w tej samej hali przegrał nieznacznie z późniejszym zwycięzcą pierwszej edycji turnieju WBSS, Ukraińcem Ołeksandrem Usykiem. Trener Głowackiego Fiodor Łapin dzień przed pojedynkiem powiedział „Rz", że każdy scenariusz jest możliwy, „obaj mają w pięściach mocne argumenty". Nie sądził jednak, że wydarzenia będą tak dramatyczne i skandaliczne.

Pierwsze starcie było spokojne i wyrównane. Być może nawet wygrane przez Głowackiego. W drugim najpierw Polak uderzył Łotysza w tył głowy, a ten odpowiedział tak, jakby walczył na innej arenie (wcześniej był kickbokserem, trenował też tajski boks), trafiając Głowackiego łokciem w szczękę. Ten padł na deski i przez chwilę wyglądało, że to już koniec. Nikt nie wiedział, jaką decyzję podejmą w tej sytuacji sędziowie.

Polak jednak wstał i ruszył do ataku, a Briedis został ukarany odebraniem punktu. Chwilę później Głowacki znów był na deskach, ale raz jeszcze wstał gotowy do dalszej walki. Briedis wyczuł szansę, za wszelką cenę dążył do nokautu, ale kolejne ciosy zadawał już po gongu kończącym drugą rundę.

Sędzia Robert Byrd zupełnie się pogubił, a wydarzenia wymknęły mu się spod kontroli. Briedis zaraz po ogłoszeniu werdyktu powiedział, że słyszał gong, ale ponieważ nie było reakcji sędziego, to bił dalej.

Chaos w ringu i poza nim

W trzecim starciu Łotysz zaatakował raz jeszcze i tej nawałnicy Głowacki już nie przetrzymał. Kibice Briedisa byli w ekstazie, on sam nie ukrywał radości. Nie było mowy o żadnych przeprosinach za uderzenie łokciem czy ciosy po gongu.

Do chaosu w ringu doszedł bałagan organizacyjny. Nie wiemy, jakie pasy były w stawce tego pojedynku. Wcześniej zapowiadano, że WBC i WBO, ale nikt tego oficjalnie nie ogłosił. Po ostatnim gongu żadnego z nich nie przyniesiono i nie wręczono wygranemu. Czyżby decyzje w tej sprawie miały zapaść przy zielonym stoliku w najbliższych dniach, bo i takie informacje można było usłyszeć w Rydze.

– Z całą pewnością złożymy protest w odpowiedzi na te skandaliczne wydarzenia – mówi Andrzej Wasilewski, promotor Głowackiego, ale czy będzie skuteczny? Mało prawdopodobne, sądząc po reakcjach organizatorów. Niemiecki promotor Kalle Sauerland, jeden z szefów turnieju WBSS, mówi, że to, co zobaczyliśmy na ringu Riga Arena, nie powinno było mieć miejsca, ale sędziowskie błędy się zdarzają, a Briedis odpowiedział tylko faulem na faul. Owszem sędzia mógł odebrać dwa punkty Łotyszowi, nie jeden, mógł nawet go zdyskwalifikować, ale tego nie zrobił.

Mało prawdopodobne, by wynik walki został zmieniony. W tej sytuacji w finale turnieju WBSS wagi junior ciężkiej Briedis spotka się z Kubańczykiem Yunierem Dorticosem, który we wcześniejszej walce znokautował Amerykanina Andrew Tabitiego.

Fury znokautował Schwarza

Eksperci nie mieli żadnych wątpliwości, że Tyson Fury rozbije w Las Vegas niepokonanego wcześniej Toma Schwarza i faktycznie walka została przerwana w drugiej rundzie.

25-letni Niemiec mówił wprawdzie, że to on zaszokuje świat i znokautuje pięć lat starszego Anglika, ale nikt mu nie wierzył. Co najwyżej liczono, że wytrzyma kilka rund.

Skończyło się na kilku minutach – w drugim starciu najpierw Fury posłał Niemca na deski, a później zasypał ciosami, na które nie było odpowiedzi. Za ten krótki show w MGM Grand Garden Arena w Las Vegas dostanie 12,6 mln dol. Rywal – skromne ćwierć miliona.

Teraz przyjdzie poczekać na rewanż Anglika z Deontayem Wilderem, mistrzem WBC wagi ciężkiej. 87-letni promotor Bob Arum mówi nawet o trylogii walk, marzą mu się trzy wielkie pojedynki Fury z Wilderem, takie jakie Muhammad Ali toczył z Joe Frazierem czy Kenem Nortonem.

Jego zdaniem Fury ma wszystko, by zrobić wielką karierę w USA. – Ma charyzmę, wspaniałe warunki fizyczne i – co najważniejsze – potrafi boksować, ma też charakter wojownika, co pokazał w pierwszej walce z Wilderem, gdy wydawało się, że nie wstanie po ciosie Amerykanina – mówi Arum. – Ich rewanż przyniesie ogromne zyski. Liczę na 3 mln sprzedanych przyłączy pay-per-view i dochód sięgający 200 mln dol. Fury tego dokona, jest osobowością, a ludzie takich jak on kochają. Jestem spokojny o jego przyszłość, pokona każdego – kończy legendarny promotor.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA